Początek czerwca, o 3 rano wstaję i jem szybkie śniadanie, sprawdzam czy w bagażniku auta wszystko jest i wyjeżdżam na połowy do Majdanu Sopockiego. mam kukurydzę konserwową, pinkę, kule proteinowe i zanętę. Nastawiam się na karpie, liny i japończyki. Jestem na brzegu i rozkładam sprzęt, dwie gruntówki z kulą proteinową i kukurydzą. po chwili pierwsze branie i jest karpik 36 cm, fajnie, dziś bierze. Jeszcze kilka brań ale nic nie wyciągam a kończy się zanęta. Pochylam się nad wodą z wiaderkiem i widzę małe stadko uciekających płotek, za nimi skokami podąża spory okoń. Szybko zwijam gruntówki i rzucam spining z obrotówką nr 2. i nic. Łowię małą płoteczkę, która po chwili lądyje na zestawie żywcowym w wodzie i nic. Cholera okonie odpłynęły, czekam i nic. Zrezygnowany sprzątam bałagan akcesoriów wędkarskich z pod nóg i co chwilę patrzę na spławik. Jest, poszedł pod wodę a żyłka wysnuwa. Tnę i hol. Szczupak 54 cm a miał być okoń. Do 9 rano wyjąłem 2 czterdziestaki i piędziesiątaka. Wyprawę wspominam z uśmiechem pomimo, że nie udało mi się złowić sensownie dużego okonia.
Komentarze