Pod koniec sierpnia, jak zwykle wybrałem się na ryby nad Bzurę w moim rodzimym Sochaczewie. Łowiłem na spinning, a za przynętę służył mi 4-centymetrowy wobler z czarnym grzbietem, pomarańczowym brzuchem i perłowymi bokami, na żyłce – 20-stce ( plecionki nadają się tylko do łowienia sandaczy na gumę). Ryba zaatakowała przynętę już przy trzecim zarzuceniu zestawu…
Miejsce, w którym szukałem szczupaka, to delikatny zakręt, rynienka po zewnętrznej stronie zakrętu, z powalonymi drzewami. Przynętę prowadziłem tak, aby pracowała ona jak najbliżej zatopionego drzewa, dołków, czyli w miejscach, gdzie jest najgłębiej.
W przypadku Bzury wystarczą woblerki, które schodzą do głębokości 2-2,5 m. Zarzuciłem zestaw trzy razy i ryba zareagowała właśnie przy trzeciej próbie, w momencie gdy przeprowadziłem woblera bardzo szybko obok zatopionego drzewa - w miejscu, w którym spodziewałem się, że może stać drapieżnik. Przestałem zwijać woblerka, który zatrzymał się na chwilę i w tym momencie zaatakował go szczupak. Ryba nie należała do najmniejszych - mierzyła 82 cm i ważyła 3,70 kg.
Dodam na koniec, że od sierpnia Bzura zrobiła się bardzo czysta, rzeka jest bardzo himeryczna, ryby są teraz bardzo ostrożne, można przychodzić kilka dni i nic nie złowić. Zdarzają się jednak takie dni, zwłaszcza przed zmianą pogody, że można złowić, jak w przypadku mojego kolegi, kilkanaście szczupaków w ciągu kilku godzin. Wszystko, co jest w wodzie, wtedy żeruje. A następnego dnia w wodzie nie ma już nic. Najlepiej w takich przypadkach łowić na dwa dni przed zmianą pogody, nie ważne czy zmienia się na słońce czy deszcz.
Komentarze