Reklama

Szczupaki taty

11/08/2019 15:56

Letnie wyjazdy na spinning są niczym loteria. Czasem trafi nam się nadspodziewanie dobry połów, lecz szara wędkarska codzienność jest zgoła inna. Jednak zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że ten rok jest zły. Okonie w sprawdzonych miejscach dopisują, czasem trafi się wymiarowy szczupak – nie jest to jednak regułą.
Rzeka, na której zwykle łowimy jest narażona na dużą presję wędkarską, dlatego na co dzień trudno o okazy. Dlatego w ostatnich tygodniach zmieniliśmy z ojcem taktykę i staramy się jeździć w miejsca mniej dostępne. Owocem jednego z takich wyjazdów był całkiem niezły połów opisany we wpisie „Spinningowy wypad nad rzekę nizinną” i mój rekordowy okoń 39 cm. Kolejny wyjazd w to miejsce, co prawda przy innej pogodzie, nie był już tak spektakularny – z trudem złowiliśmy po 3 okonie.
Jednak jak twierdzą niektórzy – wędkarze potrafią być uparci, dlatego kolejny raz również pojechałem z ojcem w to samo miejsce. „Wędkarski nos” nas nie zawiódł – początkowo mieliśmy tylko okonie, ale to nie było wszystko na co było stać mojego tatę. W poszukiwaniu kolejnych stanowisk oddaliłem się o jakieś 100 m i nagle słyszę charakterystyczne uderzenie – kątem oka spojrzałem tylko, czy to jest to o czym myślę. Tak – widzę wygiętą wędkę i ojca walczącego z rybą. Szybko położyłem swój sprzęt i biegnę z podbierakiem co sił w nogach. Trawa wysoka, więc trochę czasu upłynęło zanim doszedłem do miejsca zmagań. Tato jednak jest doświadczonym wędkarzem i wie jak holować rybę. Jeszcze chwila i szczupak zbliża się, a ja w tym czasie zanurzam podbierak i spokojnie czekam. Tato holuje szczupaka do linii grążeli, chwila niepewności, czy nie wejdzie w zielsko – jednak udało się, przeszedł. Po chwili szczupak jest już w podbieraku.
Wyjmuję miarkę – szczupak ma 66cm, a waga elektroniczna pokazała 2,1kg. Gratuluję mojemu tacie! To podwójne zwycięstwo – nad rybą i nad samym sobą. Mój ojciec w marcu 2016 roku na skutek nieszczęśliwego zdarzenia miał złamane 4 kręgi kręgosłupa. Najpierw leżał w szpitalu, potem długo w domu. Tato był pewien, że już nigdy nie wstanie z łóżka, nie mówiąc już o uprawianiu ulubionego hobby – wędkarstwa. Jednak udało się! Pierwsze wstanie z łożka (samo pionizowanie żeby usiadł trwało kwadrans) i pierwsze kroki – najpierw z moją pomocą, później z użyciem balkonika. Następnie rehabilitacja, która trwa do dziś. Przy okazji składam serdeczne podziękowanie pani rehabilitantce Sylwii – dzięki jej zaangażowaniu w wykonywaną pracę i włożone w to serce - tato nie tylko chodzi, ale może wędkować, nawet spinningować i to w niełatwym terenie.
Po kilku dniach rozpoczął swój urlop mój bratanek, dlatego po południu w trójkę wybraliśmy się na rzeczne spinningowanie. Z początku nie szło łatwo – od czasu do czasu każdy z nas miał jakiegoś okonia. Dopiero po dłuższym wędkowaniu, gdy już nie byliśmy pewni, czy coś jeszcze złowimy, słyszę mocne uderzenie.
Spojrzałem w prawo – widzę wygiętą wędkę taty i jego samego zmagającego się ze szczupakiem. Odjazd szczupaka i słychać świst pracującego na hamulcu kołowrotka. Biegnę z podbierakiem i po chwili jestem w pobliżu. Tato spokojnie walczy ze szczupakiem – chce go najpierw zmęczyć na „czystej wodzie”. Wszystko trwa kilka minut a szczupak robi coraz krótsze rundki. Tutaj widać doświadczenie taty, który miesiąc wcześniej skończył 75 lat i łowi już ponad 60 lat.
W końcu szczupak osłabł, więc powoli jest holowany w stronę brzegu. Jeszcze tylko trzeba uważać na roślinność (tego w naszej rzece nie brakuje)! Przy pierwszej próbie nie udało się podebrać ryby – widzę, że jest dłuższa niż mi się pierwotnie wydawało. Przy kolejnej próbie mam szczupaka w zasięgu – obawa, czy się zmieści, ale oto już jest w podbieraku i za chwilę na brzegu. JEST – piękny szczupak!
Wyjmuję miarkę i mierzę. Nie wierzę, przykładam jeszcze raz – nie chce być inaczej – dokładnie 85 cm a waga elektroniczna pokazała 4,5 kg. Gratulujemy wspaniałej zdobyczy! Nie jest to największa ryba, jaką w życiu złowił mój tato. Kiedyś jego szczupak miał ponad 7 kg, ale to było jakieś 55 lat temu.
Otwieram paszczę szczupaka i szukam końca błystki – okazało się, że dwa groty kotwiczki są złamane, więc trzymał się tylko na jednej. „Tato – miałeś trochę szczęścia podczas holu, jeszcze chwila i byłoby po rybie” - powiedziałem.
Podczas wyciągania kotwiczki szczupak szarpnął się i zostawił mi na kciuku krwistą pamiątkę. No tak – na ryby trzeba uważać!
Kolejny popołudniowy wyjazd na ryby – tym razem w czwórkę na dwa auta. Dla odmiany pojechaliśmy w jeszcze inne miejsce. Brały same okonie, jednak tato pod wieczór zaciął kolejną ładną rybę i po efektownej świecy wiedzieliśmy już, że tato znów holuje szczupaka. Ryba broniła się zaciekle, jednak tato kolejny raz stanął na wysokości zadania. W odpowiednim momencie bratankowi, który był bliżej, podałem podbierak i wprawnym ruchem podebrał szczupaka. Ten miał 68 cm i ważył 2,3 kg.
Nasze okonie miały od 23 cm do 31 cm, jednak tato miał największego – 36 cm i do tego szczupaka. Brawo dla nestora naszego wędkarskiego rodu!
Pamiętam, że tato miał już w tym roku chwile zwątpienia w skuteczność swojego wędkowania. Łowił głównie okonie, szczupaki trafiały się rzadko i do tego często były to sztuki niewymiarowe, które oczywiście wypuszczał. Mało tego – twierdził, że dużej ryby (zważywszy na swoje zdrowotne perypetie), to fizycznie już nie da rady wyciągnąć.
We wpisie „wędkarzu – walcz do końca” o złowionym przeze mnie w maju boleniu na końcu coś na ten temat napisałem. „Wracamy do domu. Szkoda tylko, że los dziś nas nierówno obdzielił. Jednak wiem tato, że jeszcze niejeden raz złowisz swoją wielką rybę!”
Tak właśnie stało się w ostatnim czasie – na trzy kolejne wyjazdy tato złowił szczupaki 2,1 kg, 4,5 kg i 2,3 kg + do tego ładne okonie. Wiedziałem tato, że DASZ RADĘ! JAK NIE TY, TO KTO? :)
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama