Okres od maja do końca sierpnia to dla mnie czas intensywnego łowienia na muchę, głównie kleni, na rzece Bzurze. Moja przygoda z tym rodzajem wędkarstwa zaczęła się kilka lat temu – zaczynałem od suchej muchy i łowiłem spore ilości małych ryb (sporadycznie trafiał się kleń powyżej 35 cm).
Ten sezon okazał się przełomowym (duża zasługa w tym mojego kolegi Remka, którego pozdrawiam). Zacząłem łowić na mokrą muchę bacznie podpatrując Remka i wypytując go o wszystko, co mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie żeby przechytrzyć dużego klenia.
Po wytypowaniu domniemanego stanowiska ryby, najważniejszą rzeczą było odpowiednie ustawienie się w wodzie, co dawało możliwość skutecznej prezentacji przynęty. Moi zdaniem to 70 procent sukcesu. Kolejnym krokiem było dopasowanie odpowiedniej muchy, oddanie w miarę niezłego rzutu i zaczęły się naprawdę fajne ryby.
3 dni – 3 klenie
29 lipca późne popołudnie, nowa miejscówka, kilka rzutów i jest mój pierwszy w życiu pięćdziesiątak. Wędkuję w tym miejscu jeszcze około 30 minut lecz bez efektu i tak jestem bardzo szczęśliwy postanawiam wrócić tu jutro.
30 lipca ta sama pora – to samo miejsce. Podaję muchę od ok. 20 minut i nagle mam piękne branie zacinam w tempo, emocjonujący hol – (sądzę, że jest większy od wczorajszego) lądowanie do podbieraka – miarka wskazała 49 cm. Wędkuję jeszcze około 2 godzin – zero brań.
31 lipca oczywiście miejsce i pora dnia identyczna. Ustawiam się w wodzie najlepiej jak tylko można (duży uciąg wody i znaczna głębokość) i zaczynam rzucać. Za bardzo chcę złowić rybę i kilka pierwszych rzutów nie należy do najlepszych, zapalam papierosa (patrzę na wodę i staram się mocno skoncentrować). Po drugim papierosie wszystko wychodzi tak jak chcę i po kilku minutach czuję mocne uderzenie, ryba jest silna i łatwo się nie poddaje. Po około 5 minutach znalazła się w podbieraku – miała 52 cm. Wędkuję do zmroku – bez efektu.
W ww. miejsce chodziłem jeszcze przez tydzień. Warunki jakie panowały były niezmienne (ciśnienie, stan wody, pora dnia) nasłonecznienie, wiatr. Nie doczekałem się nawet jednego brania – co się stało z kleniami? Zastanawiający jest również fakt, że po złowieniu ryby nigdy nie miałem żadnego brania (ryba na wędce rob trochę zamieszania, ale po człowieku wędkowałem jeszcze kilka godzin!!!).
Do końca sierpnia byłem nad wodą prawie codziennie, złowiłem kilka kleni (ok. 45 cm) jakieś pięćdziesiąt metrów od opisywanego miejsca w górę rzeki i jednego klenia 47 cm poniżej tego miejsca, a „moja miejscówka” pozostała zaczarowana.
Muchy na jakie łowiłem w tym sezonie prezentuję na poniższych zdjęciach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze