Reklama

Szwecji nie będzie

31/01/2011 08:49
Po czym wnoszę? Zawodowo zajmuje się ochrona środowiska – to w roli wyjaśnienia. Często ot choćby na tym portalu czytam płacze rzewne: że ryby nie biorą, że PZW nie zarybia, że jeno okonki i płotunie dłubać da się. Smutna wędkarska rzeczywistość wyrybionych zbiorników podważa sens łowienia. Pozostaje achanie: „ach we Szwecji to panie mają szczupaki metrowe potwory”, „ach jakby to było w Polsce, ach….” ”W Polsce to tylko kłusownicy, rybacy, niedostateczne zarybienia, PZW co kradnie składki, gdyby jeno ktoś się do roboty wziął” – acha spora część wędkarzy.

Śmiem twierdzić, że co by PZW robiło bądź nie robiło to i tak „Szwecji u nas nie będzie”. Kilka ważnych spraw przekreśla jakiekolwiek nasze marzenia o rybnych zbiornikach. Powodów jest wiele, pozwólcie opisze tylko trzy z nich i to dość skrótowo.

Sprawa nr. 1 ilość Polaków na kilometr kwadratowy. W ekologii jest taki termin jak antropopresja – wpływ człowieka na środowisko (zarówno pozytywny jak i negatywny). Porównując stopień zaludnienia od razu widać że Szwedzi mają mniejsza ilość ludzi na kilometr kwadratowy. Mniej ludzi mniejsza presja wywierana na zbiorniki wodne. Tymczasem w Polsce prawie każde jezioro posiada już jakąś infrastrukturę pseudo turystyczną (domki, działeczki itp.) Każdego lata olbrzymia ilość ludzi jeździ wypoczywać nad jeziorami.

Wpływ turystyki na ekosystem małych jezior jest przerażający. Nie oszalowane szamba osiedli domków powodujące wzrost żyzności wody, co powoduje pojawienie się sinic (zakwity wody). Zaśmiecenie brzegów (to także sprawka kolegów po kiju) . te wszystkie czynniki wpływają na jakość wody, czy warunki rozwoju organizmów w jeziorach.

Sprawa nr 2
Presja wędkarsko/ kłusowniczo/ rybacka. Zwalamy na innych kłusowników, rybaków, mięsiarzy. Sami własnej d…y nie widząc. Ilości osób zajmujących się łowieniem w naszych wodach są przerażające. Często trudno znaleźć miejscówkę. Nie jestem przeciwnikiem łowienia w końcu jestem czynnym wędkarzem. Jednak prawda jest przeciwko nam. Walimy tony zanęty nie wyjadanej przez ryby. Rozkładająca się zanęta przyczynia się do zakwitów wody, przez co np.: przyduch czy wymierania gatunków o niskiej tolerancji na brak tlenu.

Zastanówmy się nad jednym ile ryb przez działania nas wędkarzy jest co roku zabieranych – wychodzi podejrzewam dziesiątki tysięcy ton w skali całego kraju. Ba często polujemy na drapieżniki które są ważnym elementem drabiny pokarmowej, nie przepuszczając żadnemu pasiastemu czy cętkowanemu drapieżcy. Dołóżmy do tego kłusownictwo czy dzikie rybactwo i mamy klops. Kupa ludzkiej pazerności: wędkarskiej, kłusowniczej czy rybackiej…. efekt prosty wyrybione wody, pełne skarłowaciałych roślinożerców. I żeby nie było sam święty nie jestem, fanatykiem C&R nie jestem.

Sprawa nr 3.
Polityka PZW
"Nie ma co łapać wpuścicie karpie, karpie dobre są….do łowienia." Bo na pewno nie do zarybiania. Karp się przeca u nas naturalnie nie rozmnaża, więc po co nim zarybiać? A już wiem karp tani jest, dużo kroczków można kupić w gospodarstwach hodowlanych … Karp to podstawa naszego przemysłu, lubimy łowić karpie. Zarybienia linem są trudniejsze, droższe i mniej akceptowane przez członków PZW. Karp jest bezpieczny w zarybieniach - jak seks w kondonie, każdy go akceptuje nikt nie unika. Wymiary ochronne i limity - kto ich przestrzega, kto o nich pamięta, no i kurde kto o nich pisze. Właściwie to ilu z nas wędkarzy ma świadomość po cholerę one są?
Teorie PZW o szkodliwości górnych widełek wymiarów ochronnych, o tym że 80 cm szczupale są niepłodne... bajki, bajki, bajki… Ludzie wolicie łowić 40 taki czy 80 tki? Proste.
Prawda?

Epilog
Łowię z brodzenia spingiem, 8 cm gumka na lekkiej główce co chwilę myszkuje przy trzcinach. Po chwili czuję jak coś przytrzymuje kopytko, jednak po chwili puszcza. Zatrzymuje przynętę, chwilkę czekam potem podrywam do góry – gwałtownie. Ryms siedzi, czuje pulsujący ciężar. Walczy jak mały szczupak, zajadle ledwie przez kilka sekund. Wczepiam cętkowanego przy brzegu, mierzę, równiutko 45 cm. Obok siedzi wędkarz z dwoma gruntówkami, „I co szczupak?” pyta.
„A tak szczupak, nie miarowy, tylko 45 cm” odpowiadam.
„Jak to nie miarowy przecież wymiar to 45 cm!” odpowiada wędkarz.
Spokojnie wypuszczam krokodyla, szczupak odpływa. Podchodzę do stanowiska wędkarza i paluchem pokazuje na tablicę informacyjna PZW pod którą ów jegomość się rozłożył. Na tablicy jak byk pisze: „Wymiar ochronny szczupaka 55 cm….”
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama