Za każdym razem kiedy staję nad brzegiem Bugu myślę sobie, że po drugiej stronie widzę już inny kraj, inne życie, ukraińskie a nie polskie. Cały urok tej rzeki to jest cos niesłychanego! Ogromnie cenię sobie możliwość wędkowania w tej granicznej, nizinnej rzece, która kryje w sobie wiele nieobliczalnych obrazów, pięknych ryb i czyhającego niebezpieczeństwa. Pierwszy raz kiedy pojechałem nad Bug wędkować z moim ojcem, miałem siedem lat i dla mnie małego wtedy chłopca ta rzeka to był ogromny twór natury, coś czego nigdy wcześniej nie widziałem. Ojciec przywiązywał mnie sznurkiem wokół pasa a drugi koniec do drzewa i zawsze mi powtarzał, że jeżeli stanę tam gdzie nie trzeba to brzeg się osunie i wyląduję w wodzie. Opowiadał o wędkarzach, którzy byli bardzo nieroztropni i już nigdy nie powrócili z nad tej rzeki. Jak dziś pamiętam, że na samą myśl chciało mi się płakać. Ale to nie zmieniło faktu, żeby powracać nad brzeg tej nieprzewidywalnej rzeki. Nad Bugiem zawsze cos się działo prócz wędkowania, i zawsze można było zobaczyć coś ciekawego. A to stado dzików szarżujących na łące obok, a to sarny, który piły wodę nie raz do niej wpadając, masę ptaków, w tym jeden, który zawsze mnie zachwycał i swą zwinnością i pięknym ubarwieniem : zimorodek. W niektórych miejscach bardzo dobrze widać ukraińskie wioski i ludzi, którzy tam żyją. Taki sielankowy nastrój panował do mniej więcej 2003 roku, w czasie kiedy Polska szykowała się do wejścia do Wspólnoty Europejskiej. Nad Bugiem robiło się coraz...gorzej. Tak gorzej, i nie mówię tutaj wcale o rybach czy o problemach z dojazdem do miejscówek co jest normą, a o próbach przemytu papierosów przez rzekę za pomocą pontonów. Wtedy nastał koniec ciszy nad tą piękną rzeką. Notoryczne patrole, strażnicy na każdym kroku, którzy chcąc nie chcąc mieli obowiązek oraz prawo wylegitymowania każdego kto znajdował się w strefie granicy państwa. Trzeba zgłaszać połów, miejsce wędkowania, kto będzie jakim autem i jak długo. Całkowity zakaz nocnego łowienia co jest ogromną bolączką już od wielu lat...Motocykle terenowe, auta, quady, patrole piesze, to wszystko znacząco zakłócało pobyt z wędka nad wodą. A i nas wędkarzy nie raz spotykały przykre sytuacje przez pseudo wędkarzy, którzy przyjeżdżali tylko po to aby upatrzyć sobie miejsce do szmuglowania papierosów. Były zatrzymania, podejrzenia o współpracę z grupami przestępczymi, dużo zgrzytów między wędkarzami a strażnikami. Szczególnie nie ciekawie mieli Ci, którzy przyjeżdżali powędkować z dalszych miejscowości, bo tych miejscowych Straż Graniczna bardzo dobrze znała. Ale i ludzie z okolicznych wsi próbowali tego „rzecznego chleba” co w wielu przypadkach skończyło się pobytem za kratkami. Można by mówić długo i dosadnie, ale na szczęście z roku na rok sytuacja się poprawia i z ręka na sercu muszę powiedzieć, że idzie ku lepszemu. To co ma do zaoferowania nam ta tajemnicza rzeka, to jest głównie to o co nam wędkarzom chodzi najbardziej – czyli ryby. Białoryb wszelkiej maści od kiełbi i jazgarzy, poprzez klenie, jazie, karpie a nawet amury, na leszczach, krąpiach i płociach kończąc. Jeśli trafi się w miejscówkę, albo po prostu dobrze zna rzekę, można połowić te gatunki w naprawdę niestandardowych rozmiarach. Co do drapieżników, bez wątpienia królem tej nizinnej rzeki jest sum. Sam miałem starcie (z resztą przegrane) z okazem, który pewnie na długo pozostałbym moją życiówką. Widziałem też ogromnych przedstawicieli tego gatunku, spławiających się przy brzegach w okolicach powalonych konarów drzew. Towarzyszył temu nie raz taki huk, że krzesło wędkarskie mi się składało ze strachu. Dorodne szczupaki – nieuchwytne i bardzo przebiegłe, zamieszkują pewne odcinki rzeki wraz z mętnookimi zabójcami czyli sandaczami oraz pięknymi pasiastymi rozbójnikami czyli okoniami. Nie raz tłuką bez końca za drobnicą kiedy łowię sobie feederkiem. W pamięci mam obraz z kwietnia tamtego roku, kiedy piękny garbus wyskoczył kilkanaście centymetrów nad wodę – do prawdy zapewniam przepiękny widok. Pasiak miał dobre 40 centymetrów lub więcej, i nie żebym przesadzał. Kolejny do niedawna stały epizod w życiu granicznego Bugu to wiosenne wylewanie. Najbardziej zawsze wylewał w miejscowościach Uchańka i Dubienka – mniej w Skryhiczynie. Zalewało łąki tak, że jeśli były tam sprasowane bele z siana to albo było je lekko widać albo wcale. Nie raz trzeba było zapierdzielać ze sprzętem dobry kilometr b nigdzie nie dało się dojechać a w niektórych miejscach nawet dojść. Lecz od dwóch lat rzeka aż tak strasznie nie wylewa, za sprawą warunków atmosferycznych, które w ciągu lata objawiają się w ostatnim czasie nikłymi opadami deszczu, a w zimie – śniegu. Ale cóż, to cały urok tej rzeki, która nie raz i nie dwa obdarzyła mnie pięknymi połowami. Mgliste poranki, słoneczne popołudnia, odgłos ścinanych przez bobry drzew, to wszystko czeka na każdego wędkarza, który zawita nad rzekę Bug i jej odgradzający nasz kraj od Ukrainy odcinek. Zapraszam tam każdego z Was aby pojechać, przespacerować się i zobaczyć jak pięknie jest w samym kąciku wschodniej Polski. Z pozdrowieniami dla wszystkich czytających.
Komentarze