Reklama

Taka była Pilica

09/05/2011 18:35
WSPOMNIENIE (2)

Lato 62-go roku było bardzo gorące nie tylko z względu na aurę, ale i z racji wrażeń, jakie z sobą niosło.

Zaledwie parę dni temu dostałem swoją pierwszą prawdziwą wędkę a już czekała mnie następna niespodzianka a było to tak.

· Idziesz dziś po zmroku na rosówki to nałap dużo, bo w sobotę będą potrzebne-raczej rozkazał niż zapytał dziadek no cóż mus to mus z dziadkiem dyskusji nie było.

Piątek dzień, jak co dzień Tata wrócił z pracy i je obiad na ogrodzie pod orzechem dziadek wyszedł z domu na ogród i stojąc swoim zwyczajem z rękoma w kieszeni powiedział chłopaki jutro pobudka 2,00 jedziemy nad Pilicę.

Całą noc nie mogłem zasnąć a czas niemiłosiernie mi się dłużył. Wreszcie zaraz po północy wstałem i zacząłem poraz nie wiadomo który przeglądać swoje szpargały w obawie żeby niedaj Boże czegoś nie zapomnieć .Wkrótce wstał dziadek i ojciec. Teraz już tylko 20-min pieszo do Pruszkowskiej stacji P.K.P. 30-min do dworca zachodniego,60-min z zachodniego do Warki i 30-min spacerku z wszystkimi manelami nad rzekę. Wreszcie jest jeszcze większa i piękniejsza niż byłem w stanie sobie wyobrazić.Piękna,kręta i tajemnicza, kiedy ją poraz pierwszy zobaczyłem wiedziałem już, że z tą rzeką nigdy się nie rozstanę, że zawsze będę nad nią wracał, jeżeli tylko czas mi na to pozwoli to po prostu była moja rzeka moja Pilica.

Dziadek z ojcem zbroją swoje ciężkie bambusy a ja już siedzę na starej urwanej główce i próbuję złowić żywca, ale co może zdziałać chłopak, który łowił tylko karaski na gliniankach.
Rzeka uczy pokory

Z pomocą jak zwykle przyszedł dziadek znalazł mi miejsce za krzakiem gdzie nurt zwalniał i zawracał tworząc spokojne zakole o głębokości około dwóch metrów. Ledwo zarzuciłem zestaw z czerwonym robaczkiem na haczyku a już spławik odjechał troszkę w stronę nurtu i majestatycznie się zanurzył.Zaciołem natychmiast,wedka wygięła się w pałąk a terkotka kołowrotka jazgocze jak oszalała. Chwytam delikatnie za żyłkę żeby wyhamować jej odjazd -O kurcze parzy!!! Zsuwam rękaw flanelowej koszuli na dłoń i próbuję jeszcze raz no udało się teraz już mogę skorzystać z kołowrotka. Powoli doprowadzam rybę do brzegu jest to leszcz,piękny,złoty leszcz i jak dla mnie wtedy olbrzymi(całe62cm)nawet dziadek pokiwał z uznaniem głową, co niezmiernie rzadko mu się zdarzało. Tym czasem dzwonek na bambusie dziadka leciutko zadzwonił a potem oszalał.Dziadek łowił na groch zakładał zazwyczaj dwa ziarnka grochu na haczyk nr4 do tego żyłka Gorzowska 0,35 i ołowiana pląba odlewana w łyżce stołowej 180g,stawiał ten zestaw na szczycie główki w warkoczu a ja z tatą dokładnie wiedzieliśmy ze jak dziadek ma branie to na pewno nie jest to płotka.

Tak było i tym razem ryba szła w poprzek rzeki lekko pod prąd ciągnąc za sobą tą ołowianą pląbę.Dziadek cicho pogwizdując wpierw delikatnie ją wyhamował a potem rozpoczął mozolny hol i nareszcie jest. To brzana 97cm,była przepiękna,mięsiste wargi z małymi wąsikami, śliczne oczy patrzące z jakimś wielkim smutkiem i walcowate zielonkawo-złote ciało z czerwonymi płetwami.

Dziadek popatrzył na lerzacą w trawie rybę popatrzył na mnie,wyjoł jej haczyk z pyska wziął ją na ręce i powiedział:Ona jest stara i ja jestem stary, ale oboje chcemy jeszcze trochę pożyć i wypuścił rybę do rzeki.

Bardzo głęboko wryły się słowa dziadka w moje serce i do dnia dziśejszego ryb małych i bardzo dużych nie zabieram. Wieczorem wracaliśmy z ryb w znakomitych nastrojach.

Dziadek złowił jeszcze trzy brzany, ale już o połowę mniejsze,dwa jaże i dwa leszcze.

Tata cztery świnki i dwa grube klenie. Ja swojego leszcza i kilka pięknych gruntowych płoci.

Strasznie przykro było mi rozstawać się z Pilicą, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem ze wkrótce ją zobaczę,

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama