Wczoraj był piątek 26 czerwca 2009r. Postawiłem na grunt wędke z przynętą na koszyk z zanętą i na chaczyku miałem pęczek czerwonych dużych robaków, dzień wcześniej podsypałem miejsce kukurydzą, zużyłem na to całą puszke. Czekałem z 2 godzinki sącząc po mału piwko nad Bugiem koło Małkinii, no i nagle zatrzęsienie wędki - uwaga mocny szarpie coś wędke - ledwo co zdążyłem wstać od krzesełka co było z góra 1,5 metra dalej. Mówie sobie chyba coś niezłego jest! Wziołem wędke w dłoń zaciągnołem i siedzi! Zaczołem ciągnąć! Mówie - jest piękna ryba na haczyku! Podciągałem mocowałem się i po paru minutach żyłka zrobiła się jak "kluska" taka rozciągliwa, że prawie jak guma kauczukowa. Poczekałem podciągając po malutku znów żyłke do siebie widziałem w ciemnych wodach głowę jak prawie że prosiaka i nagle trzask! :(((( NIEMA JUŻ NIC ŻYŁKA PĘKŁA!!! SMUTEK NIESAMOWITY I ZŁOŚĆ!
Komentarze