W Sierpniu a dokładnie 3 wybrałem sie na mały spacer z wędeczką dokładniej spiningiem, nad kanał Żerański w Warszawie . Była godzina 10 rano ,wędkujących niewiele uzbroiłem kijka i biegiem nad koryto .:) Nie jestem jakimś tam wytrawnym spinigistom probuje tej metody od jakiś 2 lat więc dopiero się ucze ale pomijając ten fakt idziemy dalej. Na kija zalożyłem woblerka (salmo) i zaczynam biczowanie kawalka tej fajnej "kałuży" po kilkunastu minutach nic! Więc zmieniam na gumke 7 cm. ciężar 15g. i jazda kilkanaście min. i nic oczywiście gumy zmieniając okolo 2 razy o tej samej wadze .
Postanowiłem zmienić miejscówke na kilkanaście metrów dalej ,i powturzyć od woblera.Macham i macham i nic w końcu zmieniam ciężar na gumie do 10g. i ogień ale metoda jig nie zabardzo skutkuje ,więc postanawiam troche powlec przynęte po dnie i tak sie bawie odniechcenia z jakieś 10 min. mówiąc sobie no chłopie to ostatni raz i do domu ,nagle czuje lecitki opór tak jakbym zachaczyl o jakąś gałąź na dnie i ją wlukł przy zwijaniu he no to sobie pomyślałem masz wynik! :) Po paru sekundach zauważyłem że "gałąź" plynie w bok !
O rany sobie pomyślałem właśnie walisz branie ale tak profilaktycznie postanowiłem mu walnąć w nocha ;)i cuż siedzi , lekki odjazd i stanoł myśle kurcze co to ,jakiś maly sumik no ale nic na młynku plecionka i solidny przypon więc mówie sam do siebie chodź do taty :) a ten skubaniec chyba to usłyszał bo zluzował linke na ułamek sekundy i wystrzelił z wody na jakieś pół metra (piękna świeca) majtnoł przytym kilka razy łbem i spad ha ha . Do tej poty myśle że się pochwalił i powiedział i tak mnie nie dogonisz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze