Ile razy rozpoczynamy wędkowanie i nagle słyszymy (ulubione) bzzzzzzzzzzzzzzzzz, aha, wszystko wiadomo- znalazły nas krwiożercze bestie, chyba najbardziej rozpowszechnione owady nad naszymi wodami- komary. Potrafią wpakować się wszędzie- nos, uszy,oczy, usta, pod nogawki i rękawy. Pamiętam lat temu 10 pojechaliśmy w sierpniu rano z kolegą (pozdrawiam cię Bodziu) na ryby na łowisko Jezierce. Gdy przyjechaliśmy na miejsce było jeszcze ciemno, zdążyliśmy rozwinąć sprzęt, zarzucić zestawy i ze wschodem słońca zaczęło się- horror- nie pomagały żadne mazidła, smarowidła, pachnidła, czapki naciągnięte na uszy itp.- komary rodzaju żeńskiego opętało. Wytrzymaliśmy półtorej godziny i w nogi. Później dowiedziałem się że sierpień tamtego roku był miesiącem największego wylęgu tych bestii. Sprzyjają temu wszelkiego rodzaju bagna, mokradła słowem wszelkiego rodzaju wilgotne miejsca terenu oraz odpowiednie warunki atmosferyczne. Znamienne jest to że nie pomagały środki odstraszające komary i do tej pory nie wiadomo dlaczego. Od tamtych czasów dokonał się skok technologiczny dotyczący tychże środków odstraszających komary- pojawiły się odstraszacze elektryczne, nowe spraye, a ostatnio bransoletki odstraszające. Warto może wrócić do starych sposobów- smarowanie olejkiem pomarańczowym, cytrynowym, goździkowym, ponoć komary nie cierpią też zapachu witaminy B oraz zapachu natki pietruszki oraz mięty. Należy pamiętać również o tym aby zapachu środków których używamy nie przenosić na zanęty gdyż wtedy przyniosą więcej szkody niż pożytku. Życzę bez komarowych połowów.
Komentarze