Reklama

Tęsknota za dużą rybą

01/08/2012 00:12
Miałem swoje linowisko. No - linowisko? - może za wiele znaczy, taką sobie dziurę w trzcinach omijaną przez wędkarzy. Ja też na tę dziurę się boczyłem, ale ciągnęło mnie do niej.Dlaczego? Miałem w niej linka na 35 cm i ta okoliczność budowała moją nadzieję. Czatowałem przy wlocie do mojej trzcinowej dziury - a w zasadzie zatoki i opłaciło się. Brań nie miałem, ale wielki karp, taki na około 5 kg wpłynął wprost pod moje oczy. Nie widział mnie, bowiem miałem ciemne okulary. A może widział jak zamarłem z wrażenia? Majestatycznie układając się skośnie do prostopadłej niebo - ziemia dokonał fantastycznie pięknego zwrotu i odpłynął jak "Czerwony Październik". Od tego momentu pokochałem "moją" trzcinową dziurę. Zasaiadałem częściej, niekoniecznie, żeby złowić, ale żeby zobaczyć karpia, o którym w myślach mówiłem, że jest moim karpiem. Taką miałem do niego sympatię. Wpatrywałem się w wodę, bo nic nie brało, dostrzegałem, że poziom obniżył sie chuba o metr w stosunku do ubiegłego roku i nagle - wypatrzyłem - duże łuski w wodzie. Chlorella, mój karp został złowiony. To straszne i stało sie zupełnie niedawno, bowiem dziś ja jestem w tej dziurze, ale okazało się, że to jest ostatni raz. Trzech wędkarzy zaczęło okupować moją dziurę, powiększyli ją co najmniej 3 razy i zawsze rzucają i patrzą w to samo miejsce. Już wiem, gdzie go złowili. Nic mi to nie daje. Moja dziura przestała być moją. Z konieczności, acz niechętnie poszedłem stanowisko dalej, bowiem pamiętałem, że tam są zaczepy. Zarzuciłem, przeciągnąłem i zdumiałem się. Czyste dno. Nie ma żadnych zaczepów. Dziwiąc sie nadal rozkładałem podbierak i ledwie zauważyłem, że moja wędka leci do wody. Znów ten błąd - pomyślałem i zaciąłem czując ciężar szczęścia. Nie był tak duży jak ten z trzcinowej zatoki, bowiem wyciągnął tylko jakieś 20 m żyłki z kołowrotka. Odszedł w prawo, w trzcinowe patyki. Następnie wycofał się i skręcił do mnie, ale zatrzymał sie przy najwyższej trzcinie. Ja też zatrzymałem swoje reakce, jakby oddając mu pole. I wtedy on tym kolcem przeciął żyłkę. Pierwszy raz w tym roku urwałem rybę z hakiem. U mnie w wodzie nie ma dużych łusek, ale od kilku dni rzucam ciągle w to samo miejsxe, zupełnie jak ci trzej faceci z trzcinowej zatoki. Chyba mam te same geny co oni. To musi być tęsknota.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama