Reklama

Tester sprzętu wędkarskiego mimo woli...

17/05/2012 11:54
Dziwna to historia, ale miała swoje miejsce w moim wędkarskim życiu…
Czytając tyle czasopism wędkarskich i dowiadując się jaki to sprzęt już można w Polsce dostać i po przygodzie ze złowieniem metrowego szczupaka na uszkodzonym kołowrotku postanowiłem kupić sobie ekstra kręciołka. Szukałem kilka miesięcy. I nie dla tego, że nie było, ale raczej dlatego, że nie miałem kasy, by wydać na byle co. Wtedy ceny sprzętu były wielkie, prawie jak pensja biednego nauczyciela. Nie to, co teraz. Daiwy, Mitchelle, Shimano i inne to był wielki wydatek...
Był w naszym mieście młody człowiek, który odważył się założyć nowoczesny sklep wędkarski. Sprowadzał markowe akcesoria i dobry sprzęt, ale mu nie szło. Miasto biedne, młodych, ambitnych wędkarzy w moim wieku niewielu. Nie miał kto kupować. Ja zdecydowałem się w końcu kupić Shimano Aero GT 3000 z dragiem ( hamulec walki ). Nikt takiego sprzętu z najwyższej półki u nas nie miał i oczywiście Wojtek tego kręciołka nie miał też, ale obiecał mi go sprowadzić. Cena trochę przygniotła mnie do ziemi ( około miliona na stare pieniądze ), ale jestem człowiekiem słownym i go wziąłem. Oczywiście w wielkiej tajemnicy przed żoną.
Co to było za cudo…Pół dnia ustawiałem tego draga. Bawiłem się przy zacinaniu i holowaniu szczupaków przesuwając go w lewo lub w prawo. Oczywiście by wiedzieć na przyszłość jak holować rybę życia…
No i trafił się szczupak ok. 4 kilogramów. Dałem go Wojtkowi w podziękowaniu za sprowadzenie mi tego kołowrotka . Wojtek zrobił sobie z tym szczupakiem zdjęcie i wywiesił je w sklepie z napisem : ‘Tego szczupaka złowił Mirek K… „. Żaden to był okaz, ale ludzie zaczęli dopytywać się na co złowiłem, jakim sprzętem…
Krótko mówiąc interes zaczął się kręcić. Wojtek podpytywał mnie, co ma sprowadzać, co ludziom radzić, bo sam miał niewielką wędkarską wiedzę. Nawet zaproponował mi parę godzin po południu u niego w sklepie jako doradca. Ale moja żona pracowała popołudniami , więc ja musiałem opiekować się synkiem i mu odmówiłem. Mówiłem Wojtkowi, że nie stać mnie jeździć za nowymi przynętami do Olsztyna. A czytam, że wiele ich pokazało się na naszym rynku. Wojtek zaproponował mi, że będzie je sprowadzał na próbę , bym je testował. Oczywiście na jego koszt. Co miałem się nie zgodzić. I zaczęło się…
Obrotówki Effzety sprowadzał po mojej przychylnej ocenie. To samo z Velticami o Meppsach nie wspomnę. Z gumami i główkami jigowymi podobnie. Głównie chodziło o kolory i ciężar główek. Żyłki, przypony wolframowe. W zasadzie wszystko, co wiązało się z drobnymi akcesoriami wędkarskimi. Sporo rwałem na zaczepach i miałem wyrzuty sumienia, że narażam młodego handlowca na straty. Oczywiście Wojtek zapewniał mnie, że wszystko jest Oki, bo to w ramach akcji promocyjnej.
Kiedyś trafiłem na miejsce z zatopionymi drzewami i rwałem tam sporo. Próbowałem na obrotówki, ale nie dochodziły tam, gdzie chciałem. Na żywca, ale szczupaki wciągały żywca pod te powalone drzewa i też guzik. Raz tylko udało mi się wyjąć szczupaka 4,90 kilograma.
Zgadałem się z Zbyszkiem o tym miejscu i popłynęliśmy tam na noc. On wcześniej nęcił tutaj leszcze. Stanął łodzią przy brzegu i łowił na spławik ze świetlikiem. Ja tu pierwszy raz, nie wiem co i jak. Przywiązałem się do jakiegoś krzaczka i rzuciłem karasia na grunt. Nad ranem branie. Zacinam i czuję opór. Po chwili ryba ruszyła. Mówię do Zbycha, że coś dużego ciągnę. A on na to :
- Raczej ona ciebie. Odpłynąłeś od krzaka…
Rzeczywiście, to ryba wyciągnęła mnie na rzekę... Podpłynąłem do miejsca pionowego zejścia żyłki w wodę i… na tym można by ten wątek skończyć. Ryba nie ruszyła się ani na milimetr. Po pół godzinie kręcenia się łodzią walcząc z prądem nie wytrzymałem. Szarpnąłem raz i drugi i pękło wiązanie z przyponem…
Po moich sukcesach oczywiście info w sklepie, że Mirek na to i tamto złowił szczupaki… Mimo próśb Wojtka nie zdecydowałem się na testowanie wędek ani kołowrotków. Nie podjąłem się tego ryzyka, bo wędkę potrzymać w dłoni można przez kilka minut, ale nauczyć się nią łowić, zgrać się z nią na to potrzeba czasu…
Nie będę pisał, że jako pierwszy łowiłem na gumki, jako pierwszy zastosowałem plecionkę…Starzy wędkarze łowiący ciężkimi blachami na naszej Łynie, czeszący dno do samej granicy na dorożkę łowili duże szczupaki, jak trafili na porę ich żerowania. Ja natomiast łowiąc na obrotówki, gumkami na lekkich główkach ( 4-6 g ) łowiłem ich wiele w pasie przy brzegowym, czyli płytszym. Oczywiście nie były duże, góra 2 -3 kilogramy. Do głębokiego łowienia te przynęty były za lekkie. Pan Stefan, nieodżałowany przyjaciel, wręcz mój opiekun i skarbnik naszego koła stwierdził, że takim gówienkiem to niewiele złowię. Ale budziłem jego zdumienie wiele razy... Po kilku latach sam łowił na gumki z dobrym skutkiem...
Siałem zamęt w wędkarskich głowach, szczególnie wśród młodszych wędkarzy. A że z granicznego przemytu ludzie mieli pieniądze, to wiele kasy w końcu poszło na wędkarski sprzęt. Wielu zaczepiało mnie na rybach, co na przykład sądzę o takim kiju, czy kołowrotku i czy warto go sprowadzić… Interes Wojtkowi kręcił się aż miło. Dał mi w prezencie spinning Yada, model Michigan. Mimo, że to już chyba ze 20 lat minęło mam tego kija do dziś. I żeby było śmieszniej, na tego kija od szczotki ( 20 – 40 g ) jak to mówili „fachowcy” złowiłem okonia 1, 43 kilograma...
Oczywiście teraz łowię innymi patykami, bardziej specjalistycznymi, czulszymi, ale mam sentyment do Yada i nikomu go nie oddam. Złowiłem na niego pierwsze swoje” wyspinningowane” sandacze no i tego okonia…
Wracając do tematu... Współpraca z Wojtkiem skończyła się, bo wszystko się kiedyś kończy…Wojtek zarobił sporo kasy, zaczął budować dom i ta kasa przewróciła w głowie jego żonie. Nie będę więcej pisał w tym temacie, bo sami wiecie jak kończą się takie zdarzenia. Nie ma Wojtka, nie ma sklepu, została tylko ta oto historia…
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama