Od dawna chcieliśmy się z klasą wybrać na wycieczkę. Na bardziej "wypasioną" mieliśmy jechać pod koniec roku szkolnego, a na początku wiosny zrobić ognisko, bądź udać się do kina. Propozycji było mnóstwo. Jednak ja z kolegami wpadliśmy na pomysł, żeby jechać na łowisko. Upatrzone łowisko było niestety jeszcze nie otwarte. Znaleźliśmy inne w pobliskiej miejscowości, wydrukowaliśmy ofertę i zanieśliśmy wychowawcy. On sam też łowił, więc chętnie przystał na tę propozycje. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy. Ustaliliśmy datę wyjazdu i nie mogąc się doczekać kompletowaliśmy potrzebne akcesoria. Nastawialiśmy się na karpie, gdyż łowisko było zarybione głównie tymi rybami. Nadszedł dzień wycieczki. Podekscytowany wziąłem już spakowany sprzęt i ruszyłem pod szkołę. Koledzy wzięli po jednej wędce i to najczęściej 1.80 cm bądź do 240cm, a do tego pudełko robaków, jakąś zanętę. Ja natomiast stwierdziłem, że wezmę dwie karpiówki po 3.60m.. jedna z gramaturą 40-90g a druga 60-120g i jeszcze spinningówka. Do tego 3kg kulek proteinowych, 1kg zanęty, podbierak i wszystkie akcesoria karpiowe jakie tylko miałem :) Nie lada wyzwaniem było to taszczyć ze sobą, ale cóż.. :) Na miejscu każdy rozłożył swój sprzęt i zarzucił. Jeszcze tylko ja i kolega, któremu pokazywałem co i jak, gdyż jeszcze nie był połapany w wędkarstwie karpiowym, rozkładaliśmy się. Najpierw na kulki proteinowe. Kombinowaliśmy ze smakami, ale nic z tego. Później założyłem waniliową kukurydzę, na którą przepis sam znalazłem dzień wcześniej w internecie. Założyłem na hak i zestawy do wody. Kilka minut i.. jest pierwsze branie. Po chwili w podbieraku ląduje karpik 1 kg. Mały, ale cieszy. No nic, próbujemy dalej :) Na kukurydzę waniliową. Minęło może pół godziny, w celu zmienienia przynęty ściągam zestawy. Na jednym z nich poczułem opór.. i nagle szczytówka zaczyna pracować. To na pewno karp - mówię do kolegi obok. Ryba próbowała zakopać się w mule, ale jakoś sobie poradziłem. I po chwili ląduje w podbieraku. Ważenie, szybka sesja zdjęciowa i do wody. 1,5 kg to nie jest mój rekord, ale wspaniale walczyła. Znów zarzucam zestawy. Zostawiam pod opieką kolegi i idę kawałek dalej, zobaczyć jak idzie innym. Jak na razie samo karpie ok. 1 kg. Niektórzy nic jeszcze nie złowili.. Wśród nich jest mój towarzysz, kilku kolegów i.. wychowawca, próbujący coś złowić na spinning. Wyciągnąłem jeden zestaw, drugi zostawiłem po opieką kolegi i założyłem zestaw na spinning. Najpierw blaszka, później wobler i kilka innych przynęt. Zero rezultatów. Zrezygnowany wróciłem na stanowisko, zarzuciłem karpiówkę, włączyłem wolny bieg i czekam.. Nagle bombka idzie w górę, kołowrotek aż piszczy, coś wyciąga żyłkę.. Zacinam i.. dobrze, że stałem troszkę dalej od wody bo bym tam wpadł :) Luzuje hamulec.. To karp, albo amur.. Wszyscy widząc moją wyginającą się wędkę, zbiegli się wokół mnie.. Po prostu wszyscy obecni na łowisku :) A ja nadal holuje. Oo! To pewnie amur - mówi wychowawca, jednak naszym oczom ukazuje się.. karp. Zważyliśmy go.. miał 3 kg. Myślałem, że więcej, ale tak wspaniale walczył, że chciałbym to przeżyć jeszcze raz. Szybka sesja zdjęciowa i do wody! :) Po kolejnej godzinie, znów ściągam zestawy. Ciągnę i nagle czuje opór.. Nie nastąpił on od razu, tylko w połowie drogi na brzeg.. Ciekawe.. Może to zaczep? Ale nie! Szczytówka zaczyna pracować. Żyłka się napręża.. To ryba! Znów wszyscy się zbiegli. Kolega z podbierakiem w ręku już czeka na brzegu. Ryba jednak robi dłuugi odjazd i walka trwa dalej. Wszyscy myślą, że to karp lub amur, ale ryba nagle skacze.. Teraz już jestem pewny, że to szczupak. Ale jak to? Na kukurydzę? To karpie skaczą nad wodę? - pyta któryś z mniej doświadczonych kolegów? Odebraliśmy to ze śmiechem. Wkrótce wyłania się pysk zębatego, a potem król drapieżników ląduje w podbieraku. Jaka była wtedy moja radość! :) Dobrze, że nie wskoczyłem do wody.. :) Po zważeniu okazało się, że waży 2kg, nie mierzyliśmy go ale nie był długi, bardziej spasiony :) Podczas króciutkiej sesji, szczupaczek zaczął się wić i sam się uwolnił.. Najlepsza była mina nauczyciela na widok szczupaka, na którego polował, a nie złowił nic. Byłem wtedy szczęściarzem dnia. Tylko kilku kolegów złowiło maksymalnie po dwa karpie do 2kg, a ja złowiłem 4 ryby, i to jakie ryby :) Na koniec miałem jeszcze jedną rybę, ale się zerwała.. W autobusie nie docierało do mnie to co do mnie mówili :) Ahh! Emocje jak na rybach! :) Coś niesamowitego! Była to wyprawa, której z pewnością nie zapomnę do końca życia, i każdemu takich przeżyć życzę! Połamania!
Komentarze