Pod powyższym wezwaniem ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich - organie prasowym ZG PZW - tekst podpisany przez Pawła Grabowskiego ( czyżby powinowaty prezesa ? ) , zachęcający do zapoznania się z ostatnio wydaną przez władze naszego związku pozycją pt. „ Użytkownik rybacki – nowa rzeczywistość „
Ma ona zawierać rzekomo niezmiernie ciekawe referaty wygłoszone na konferencji zorganizowanej w Spale w marcu br.
Podejrzewam, że w gorącym przedwyborczym okresie władze związku starają się m.innymi w ten sposób wyjaśnić wędkarzom przyczyny bezrybia panującego w wodach „gospodarowanych” przez PZW.
Otóż, jak wynika z tekstu, winne temu są kormorany, kłusownictwo, postępująca eutrofizacja i gatunki obce rodzimej ichtiofaunie !
Podobno 48 000 sztuk kormoranów wyżera nam 2900 ton ryb, głównie drapieżnych !
Skutki eutrofizacji są powszechnie znane, a gatunki obce zarażają nasze karpiowate tasiemcami wyniszczającymi narybek. ( karp też ? ).
Autor podaje, że kormorany zubożają rybostan w zbliżonej skali jak kłusownicy tj. 11 kg / ha w ciągu roku.
Rybacy natomiast odławiają tylko 11,6 kg / ha, a wędkarze (...uwaga ! ) aż 32 kg / ha ! ! !
Czytając te dane przecierałem oczy ze zdumienia. Co do kormoranów, kłusowników i eutrofizacji nie chcę się wypowiadać. Nie mam w tym zakresie odpowiednich, poza własnymi obserwacjami, danych i wiedzy.
Jednak nijak nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, aby wędkarze odławiali niemalże trzy razy więcej ryb od rybaków ! Skąd autor wziął te proporcje ?
Zakładając jednak, że te dane są rzetelne, to proponuję, aby rybacy poławiający zakupili sobie WĘDKI !
Rynek ma naprawdę szeroką ofertę. Niewątpliwie byłoby to znacznie tańsze niż zakupy i utrzymanie kutrów oraz łodzi. Koszty odłowów byłyby pomniejszone o inwestowanie w zakup setek kilometrów sieci, niezbędne paliwo, utrzymanie baz, mnóstwa etatów, prowadzenie sprawozdawczości... itp. Także powszechna dezaprobata i „niezrozumiała” niechęć wobec ich pracy przez rzesze wędkarzy poszłaby w niepamięć.
Oczywiście musieliby zdać egzamin na Kartę Wędkarską opatrzoną np. literką R, przestrzegać regulaminu połowów, a złowione rybki dostarczaliby do punktów skupu zorganizowanych przez PZW w miejsce kosztownych zakładów rybackich. Skrupulatnie wypełnialiby rejestry połowów i przestrzegali okresów ochronnych.
Nakłady na zanęty i przynęty, wobec perspektywy trzykrotnego wzrostu ilości połowów nie byłyby chyba zbyt dotkliwe.
Wiem, wiem... już słyszę te głosy oburzenia ze strony wędkarskiej braci. Przecież ryb będzie jeszcze mniej ! ?
Ja jednak bym zaryzykował.... I tak jest ich w naszych wodach niewiele. Oczywiście przez kormorany, kłusowników, eutrofizację oraz przez Nas Koledzy Wędkarze!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze