Reklama

To trzeba przeczytać

04/10/2008 01:40

Pod powyższym wezwaniem ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich - organie prasowym ZG PZW - tekst podpisany przez Pawła Grabowskiego ( czyżby powinowaty prezesa ? ) , zachęcający do zapoznania się z ostatnio wydaną przez władze naszego związku pozycją pt. „ Użytkownik rybacki – nowa rzeczywistość „
Ma ona zawierać rzekomo niezmiernie ciekawe referaty wygłoszone na konferencji zorganizowanej w Spale w marcu br.

Podejrzewam, że w gorącym przedwyborczym okresie władze związku starają się m.innymi w ten sposób wyjaśnić wędkarzom przyczyny bezrybia panującego w wodach „gospodarowanych” przez PZW.
Otóż, jak wynika z tekstu, winne temu są kormorany, kłusownictwo, postępująca eutrofizacja i gatunki obce rodzimej ichtiofaunie !

Podobno 48 000 sztuk kormoranów wyżera nam 2900 ton ryb, głównie drapieżnych !
Skutki eutrofizacji są powszechnie znane, a gatunki obce zarażają nasze karpiowate tasiemcami wyniszczającymi narybek. ( karp też ? ).
Autor podaje, że kormorany zubożają rybostan w zbliżonej skali jak kłusownicy tj. 11 kg / ha w ciągu roku.
Rybacy natomiast odławiają tylko 11,6 kg / ha, a wędkarze (...uwaga ! ) aż 32 kg / ha ! ! !

Czytając te dane przecierałem oczy ze zdumienia. Co do kormoranów, kłusowników i eutrofizacji nie chcę się wypowiadać. Nie mam w tym zakresie odpowiednich, poza własnymi obserwacjami, danych i wiedzy.
Jednak nijak nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, aby wędkarze odławiali niemalże trzy razy więcej ryb od rybaków ! Skąd autor wziął te proporcje ?

Zakładając jednak, że te dane są rzetelne, to proponuję, aby rybacy poławiający zakupili sobie WĘDKI !
Rynek ma naprawdę szeroką ofertę. Niewątpliwie byłoby to znacznie tańsze niż zakupy i utrzymanie kutrów oraz łodzi. Koszty odłowów byłyby pomniejszone o inwestowanie w zakup setek kilometrów sieci, niezbędne paliwo, utrzymanie baz, mnóstwa etatów, prowadzenie sprawozdawczości... itp. Także powszechna dezaprobata i „niezrozumiała” niechęć wobec ich pracy przez rzesze wędkarzy poszłaby w niepamięć.
Oczywiście musieliby zdać egzamin na Kartę Wędkarską opatrzoną np. literką R, przestrzegać regulaminu połowów, a złowione rybki dostarczaliby do punktów skupu zorganizowanych przez PZW w miejsce kosztownych zakładów rybackich. Skrupulatnie wypełnialiby rejestry połowów i przestrzegali okresów ochronnych.
Nakłady na zanęty i przynęty, wobec perspektywy trzykrotnego wzrostu ilości połowów nie byłyby chyba zbyt dotkliwe.

Wiem, wiem... już słyszę te głosy oburzenia ze strony wędkarskiej braci. Przecież ryb będzie jeszcze mniej ! ?
Ja jednak bym zaryzykował.... I tak jest ich w naszych wodach niewiele. Oczywiście przez kormorany, kłusowników, eutrofizację oraz przez Nas Koledzy Wędkarze!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama