Korzystając z przychylności niebios, które dały dobrą pogodę w czwartkowy poranek 3-go maja, tym razem już krótko po piątej jesteśmy na łowisku. Zgodnie ustaliliśmy z Kolegą, że spróbujemy szczęścia na oczku od strony Gruszczyna, a później przeniesiemy się na rzekę. Na dobry początek zakładam perłowo zieloną, 6cm mambę. Jej długi , zakończony czerwonym podpaleniem ogonek wykonuje agresywne przechyły na boki, nawet podczas wolnego prowadzenia.
Niejeden okonek i szczupak w ubiegłym sezonie się na ten typ przynęty połakomił. Czasami nawet zastanawiałem się, jak okonie około 15 cm radzą sobie z tą przynętą, skutecznie się zapinając. Stanowiska, które wczoraj sprawdzał Ryszard są na szczęście wolne. Usadowiłem się w narożniku oczka, gdzie po prawej są głęboczki pod opadającymi do wody krzakami, natomiast po lewej, od środka aż do kęp wierzbowych krzaków znajduje się łagodne wypłycenie. Miejsce atrakcyjne i jego jedyną chyba wadą są zielone, lepkie i ciągnące się glony. Trzeba za każdym razem dokładnie odliczać czas opadu przynęty, gdyż w przeciwnym wypadku przynęta ląduje w glonach, które zakłócają, a wręcz uniemożliwiają jej pracę. Zanim zdążyłem dokładnie ustalić sposób wędkowania i zająć stanowisko, Kolega oczywiście już zapiął pierwszego kaczodziobego. Po mistrzowskim wręcz wypięciu przynęty z pyska, ryba bezpiecznie ląduje w wodzie.
Nie byłem dłużny i po kolejnym rzucie w rejon, w którym dno zaczyna się podnosić od strony głęboczka, zapinam swojego 42cm drapieżnika. Dochodzi 6.00 i po kilkudziesięciu minutach robi się nad wodą ciasno. Zbieramy więc manele i szybko przemieszczamy się nad rzekę, w celu kontynuacji wędkowania.
Tutaj zakładam lżejszy, 15cm przyponik i oliwkowego twisterka z lekką czerwoną główką, z zamiarem zapolowania na okonie. Znajduję stanowisko za krzakiem głogu. Wędzisko 2,75m pozwala mi na usadowienie się na klęczkach w taki sposób, że świecące w plecy słońce nie rzuca cienia na wodę. Dobra to taktyka, gdyż okazało się, że pomimo ciemnego torfowego dna, stojące w cieniu przybrzeżnych traw i trzcin, pod niewysoką skarpą okonie, zdecydowanie uderzały w ciemną przynętę. Kolejną miejscówkę upatrzyłem sobie w rejonie podchodzącej pod powietrznię wody kępy grążeli, o liściach wielkości dużego talerza. Tam padły kolejne dwa piękne ubarwione garbuski.
Dochodziła dziewiąta i postanawiamy wyjść na skarpę, popatrzeć na okolicę i miejscówki i powoli wracać do samochodu. Tak docieramy do miejsca zaparkowania auta przy którym spotykamy poznanego we wtorek Pana Józefa. Wymieniamy grzeczności i schodzimy jeszcze wykonać, chociaż kilka rzutów w zakolu, od którego rozpoczynaliśmy pierwszomajowe spinningowanie. Bez trudu odnajdujemy rynnę znajdującą się na skraju skupiska osoki aloesowatej. W tym miejscu piękne zakończenie spinningowej wyprawy spotyka Ryszarda, który wyjmuje z zakola swojego drugiego w tym dniu szczupaczka. Cybiną jesteśmy zauroczeni z dnia na dzień coraz bardziej i postanawiamy spróbować swoich sił następnym razem polując na białą rybę.
Komentarze