Reklama

Trzy godzinki tylko dla siebie

29/01/2011 18:22
Po całym tygodniu pracy i porannych sobotnich sprawach postanowiłem pojechać w miejsce w którym ostatnio systematycznie bywam. Zamówiłem u żony wcześniej obiad i już przed trzynastą wrzuciłem podstawowe rzeczy do auta i ruszyłem " odizolować się i pooddychać świeżym powietrzem". Zajechałem w inne miejsce niż zwykle ( aby już nie czytać że łowiłem zbyt blisko jazu ) wypakowałem się z auta i przedarłem się nad brzeg. Miejsce ładne, woda spokojna z lekką falką z lewej strony. Myślałem że jestem sam ale okazało się że jest już dwóch moich znajomych. Z jednym zamieniłem kilka słów i usłyszałem że tylko miniaturka okonia mu się uwiesiła na robaka. Rozłożyłem najpierw spining i postanowiłem wypróbować małe gumki na bocznym troku. Obrzucałem całą długość brzegu na którym się zainstalowałem ( zmieniając co jakiś czas kolor i wielkość gumki ).

Nie stwierdziłem nawet puknięcia. Postanowiłem złożyć spining i rozłożyłem spławikówkę. Zabrałem z domu troszkę ziemi z kretowiska wymieszanej z bułką tartą a na miejscu dodałem pinki i ochotki mieszając dokładnie zanętę. W wybrane miejsce rzuciłem trzy kulki wielkości piłki do ping ponga. Na spokojnie zmierzyłem grunt. Okazało się dość płytko bo około 80 cm. Ale to właśnie w tym miejscu obserwowałem nie raz jak wędkujące tu osoby ładnie się bawiły z płotkami i krąpikami. A i trafiał im się ładny garbusek. Na luziku próbowałem wszystkie przynęty jakie ze sobą zabrałem : ochotkę, pinkę, białego robaka , i czerwonego robaka a także na kawałeczek chleba. Słoneczko ładnie świeciło i nad wodę dotarło znane mi z widzenia małżeństwo, ale tylko żona zdecydowała się połowić na spławiczek.

Dotarł jeszcze jeden spiningujący i okazało się że ryby nie chciały z nikim współpracować i na nic się skusić. Po kolei wędkujący składali się i jechali do domu. A ja najspokojniej w świecie dziergałem sobie dalej ciesząc się pogodą i chwilą tylko dla siebie. Po piętnastej zaczęły mi obmarzać przelotki, a z czasem i żyłka. Co drugi rzut cierpliwie wszystko czyściłem z lodu. W pewnej chwili zobaczyłem że na wodzie zaczyna się pojawiać "kożuszek" lodu i stwierdziłem że nic tu już po mnie. Trzy godzinki szybko zleciały, spakowałem się i ruszyłem do auta. Zrobiłem kilka zdjęć z miejsca gdzie byłem, a na odjezdne kilka zdjęć zachodu słońca. Miło spędziłem ten czas i odsapnąłem od tygodniowych spraw i tego codziennego pędu. Zauważyłem że dzień już jest coraz dłuższy co mnie dodatkowo cieszy :))) Pooddychałem deko mroźnym powietrzem a i zmarzłem trochę...ale za to jaki miałem apetyt jak wróciłem :))) Żona się ze mnie śmiała ale cieszyła się że zrobiłem coś dla siebie :)))

Ps. Hehehe... żona także się śmieje z mojej hodowli robaków w kotłowni :) Bo co jakiś czas coś tam im zanoszę. Kiedyś kroiłem różne resztki warzyw, obierki z jabłek, skórki z mandarynek i się spytała czy robię im sałatkę ? A ja jej na to : poczekaj a usłyszysz jak w nocy mlaskają hihihi :))) Tymczasem robaczki ładnie rosną i zauważyłem że się już mnożą a hodowlę mam dopiero trzy tygodnie. Fajnie naprawdę mieć swoje hobby...robić coś dla siebie...a i coś wyhodować ( to pierwsza moja hodowla bo nigdy nie pomyślałem żeby tak zrobić ) a potem na to coś złowić...to już w ogóle radocha :)))
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama