Reklama

Twarda sztuka

02/07/2009 19:27

W ostatnią niedziele kierując się prognozami pogody nie pojechałem rano na ryby.Po 4 wyglądało nie ciekawie,a zapowiadali deszcz więc zabrałem się za gotowanie obiadu. Prognozy niestety zawiodły-pogoda zrobiła się ekstra,ale obiadek trzeba było ugotować jak się zaczęło!
W południe się obrobiłem,ale jechać o tej porze?
Żona mnie zmotywowała i o 13 wyjechałem.

Tak jak zawsze na rower zabrałem dwa teleskopy-Kongera Vegę i Trianę
Na włos zakładam tzw.bałwanka-tonącą i pływaka.Na kongera większe kulki-16mm,a na Triane małe-10mm.Haki to 4 tb executor i 6 gamakatsu-tak zawsze zaczynam. Po zarzuceniu obu wędek byłem kompletnie mokry,było strasznie gorąco.

Koszulke powiesiłem na gałęzi,a skarpetki na dolniku od Vegi.Zrobiłem klar na stanowisku, zapaliłem i poszedłem się porozglądać kto jeszcze łowi,żadnych znajomych. wystrzeliłem z procy(proce wędkarskie) po pare kulek na wędke i miałem iść po stołeczek gdy zapiszczał sygnałek na Kongerze-bąbka powoli ruszyła do góry,doszła do kija i jak go chwyciłem nastąpił odjazd jak odrzutowiec!

Mam kołowrotek Cormorana bez wolnego biegu, hamulec ustawiam po zarzuceniu i już nic nie reguluje,a ponieważ w zeszłym roku miałem wędke w wodzie po braniu zastosowałem "patent".Do dolnika przymocowałem gumę,którą zakładam za podpórkę i wędka jest zabezpieczona.
Ale czasami wyjdzie trochę nie tak-karp odjeżdżał na hamulcu a guma nie puściła podpórki bo zaplątały się w nią skarpety które powiesiłem na dolniku!Podpórki nie mogę wyrwać bo dobrze wkręcona.

Na całe szczęście karp zasuwa wprost przed siebie,mam troszke czasu,wreszcie podpórka się złamała,wyplątałem skarpety i zająłem się holem karpia,który postanowił zaparkować gdzieś po drugiej stronie.Zacząłem pompować -szło bardzo ciężko,niby podciągałem,a za chwile znowu odchodził.Najgorsze,że zaczął iść w zawady,w bok.Był jeszcze na długiej lince i nic nie moglem zrobić.Zanim skróciłem wbił się w plątanine gałęzi i roślinności-no to po ptokach-pomyślałem-straciłem tam już ryby.

Poluzowałem, ale nie odpływał,znaczy zamotany na amen.Zostawiłem wędke i pobiegłem zobaczyć jak to wygląda.Widać go, ale sam nie dam rady,ktoś musi wędke trzymać,a ludzie daleko.
Zobaczyłem ratownika w łódce i go zawołałem.On na łódce,ja po pas w wodzie,po odcięciu przyponu podebraliśmy rybkę!

Trwało to chyba z pół godziny. Ważył 9,20 i miał 80 cm.Miałem większe ale ten najbardziej dał mi popalić! Sam też się zmachał-5-10 minut się zbierał zanim powoli odpłynął.
Twarda sztuka-nie lada przeciwnik

Dziękuje ratownikowi(nie znam imienia)i jego koleżance

Czasami jak widać skarpetki mogą być największą przeszkodą w łowieniu:-)
Pozdrawiam

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama