Reklama

Uczeń na 5.

12/03/2011 13:17
Czas spędzony nad wodą, dla każdego wędkarza jest najlepiej zagospodarowanym czasem, z wszelkich możliwych sposobów. Jest to chwila ich prywatności, moment który nigdy nie powinien się kończyć...
Milknie nagle burza myśli, a troski zwykłych dni uchodzą z każdym, nowo zaczerpniętym oddechem porannego powietrza. Budzi się poczucie ucieczki od codziennych spraw. Krótko mówiąc, wędkarze są nosicielami spokoju, który potrafią zaczerpnąć jedynie na łowisku.
Ci którzy dla wielu ludzi, już na zawsze pozostaną rybakami, uchodzą za osoby spokojne, tajemnicze a przede wszystkim opanowane. Ja również zaliczam się do tej grupy, i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam że dla laików, uchodzimy za nudziarzy, a poprawniej byłoby napisać, że to nasze hobby jest dla nich nudnym zajęciem. Mało kto potrafi odmienić ten stereotyp, powszechnie znany i zakotwiczony gdzieś głęboko w podświadomości ogółu..
Z podobnym przypadkiem zmierzyłem się mając około 16 lat. Ci którzy przeczytali moje wcześniejsze wpisy, zdołali poznać moją drogę do poznania wędkarstwa i fascynację z tym związaną. Wielu pewnie się ze mną zgodzi że z każdym rokiem spędzonym pod znakiem wędki, fascynacja rośnie a człowiek chciałby opowiedzieć o swoich przygodach każdemu znajomemu. To jednak nie takie proste! W końcu dla 90% ludzi, wędkarstwo to zwykła strata czasu, mocząc kija w wodzie. Rzeczą jasną jest, że wędkarstwo to hobby, czy też dla niektórych „sport”, mało widowiskowy. Tym bardziej trudno nam zmieniać owe przekonania. Jedyny sposób na poznanie magii wędkarstwa, jest wyprawa nad wodę. Pewnego dnia, musiałem się zmierzyć z próbą wymazania, wcześniej wspomnianego stereotypu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak ogromny będzie to miało wpływ na mój wędkarski los.
Jak do tego doszło? Już mówię..
W czasie kiedy ja zdobywałem kolejne doświadczenia z kijem w ręku, dwóch moich przyjaciół (zapalonych piłkarzy) całe dnie spędzali na boisku, grając w piłkę. Znali moje zainteresowanie, toteż często z lekką ironią w głosie, dopytywali o wszystko to, co z nim związane. Moje wyjaśnienia zazwyczaj okazywały się mało przekonywujące aby uznać, że wszystko ze mną w porządku, skoro nie grywam z nimi w piłkę. Pewnego dnia zdołałem ich namówić na wspólne wędkowanie. Wyjaśniłem wcześniej, że słowami nie da się opisać tej frajdy i satysfakcji. Udało się! Zabrałem ich na mały dziki stawek, gdzie łowiło się karasie jak na zawołanie. Zrobiłem to z premedytacją! Byłem przekonany o tym, że wcześniej, czy później złapią bakcyla!!! Nie myliłem się.. Już tego dnia posypała się cała masa pytań o szczegóły łowienia. Zrozumieli że, wędkarstwo i nuda, to słowa zupełnie przeciwstawne.. Wraz z pierwszymi karasiami obserwowałem, jak nowe zajęcie pochłania ich bez reszty. Znałem to uczucie doskonale i postanowiłem tego nie zmarnować. Poświęciłem trochę czasu aby poznali podstawy wędkarskiego rzemiosła, i z czasem Mateusz oraz Tomek niemal zapomnieli o piłce. Opłaciło się pokazywać i tłumaczyć, bo kolejne wakacje od świtu aż po zmierzch każdego niemal dnia, spędzaliśmy nad wodą. Niezapomniany pozostanie rok 2004, kiedy już wszyscy z kartami wędkarskimi, spędziliśmy lato na naszym wiślanym eldorado...
Poznałem wtedy metodę gruntową, która z każdym rokiem staje się moją mocniejszą stroną. Jednak na pierwszym miejscu, już zawsze będzie metoda angielska, bo od niej zaczęła się moja przygoda z wędkarstwem, i uważam że to najlepszy sposób na zarażanie ludzi tą nieuleczalną chorobą, jaką jest wędkarstwo..

Był to ostatni mój wpis z serii Uczeń na 5.
Dziękuję wszystkim za komentarze, do wcześniejszych wpisów. Mam nadzieję że najpiękniejsze przygody dopiero przed nami, czego sobie i wszystkim życzę! Ze swojej strony obiecuje opisać te najciekawsze..
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama