Właśnie zaczeło padać...uwijam się pospiesznie aby zwinąć cały majdan zalegający dno i ławkę pontonu.
Piorunem zbieram porozkładane przynęty i wrzucam je na chybił trafił do różnej maści pootwieranych pudeł stojących na podłodze,już nie dbam o to że gumy się poprzebarwiają czy splątają chwosty na kotwicach,walczę poprostu jak lew aby mi nie wlało wody w te wszystkie przegrody i przegródki bo skiśnie mi znowu wszystko....
Uff...zdążyłem,udało się,zadowolony z siebie wyciągam z jakiejś wewnetrznej kieszeni wilgotnego po ulewie papierosa i staram się go odpalić zapalniczką z której kapie woda,-extra....
Po entej próbie zaczeło coś dymić,jest dobrze,choć palić się toto nie chce-bardziej tli się ,no cóż,takie oberwanie chmury było że nawet gacie mam mokre....
Grunt że zdążyłem,wszystko to co miałem "na podorędziu" i czemu mogła zaszkodzić woda poznikało w jakiś
ciekawych miejscach,wzrokiem ogarniam mój gumowy grajdołek i ....widzę jak mój mały Lumix radośnie nasiąka po wszystkie pixele leżąc pod ławeczką,spadło mu się w tym ferworze walki na podłogę a tam tylko ze dwa centymetry wody po całości.
Chwytam bidulę,wycieram ,wytrzącham wodę,grzeję pod koszulą,potem guzik ON i łudząc się że odpali patrzę na wyświetlacz... ŻARTUJESZ? -pojawia się napis....
Taką podobną w scenariuszu historyjkę choć nie tak "ubarwioną" jak ja to zrobiłem przeżył chyba każdy z nas,otaczamy się wszyscy całą masą gadżetów,upychamy je wszędzie i czasami bywa to upierdliwe wręcz...
Chcesz połowić na gumy? szukasz pudła A,potem poćwiczyć obrotówką-gmerasz za pudłem B,wiecznie czegoś szukasz i coś wciskasz w napęczniały plecak,złowisz rybę i chcesz jej selfie zrobić? poszukiwanie aparatu się kłania....
"Zorganizować się i łowić bez stresu"--to tytuł jakieś artykułu z wędkarskiej prasy,utkwił mi w głowie i po tej linii poszedłem.
Zaopatrzyłem się w poręczne pudło VERSUS VW 2043 NDD ,z zamknięciem typu "one hand"-otwierane i zamykane szybciutko jedną ręką.Nie jest to nowość coprawda i modele po lifcie są zapewne jeszcze bardziej udoskonalone jednak to które mam nieraz już pokazało swą wyższość nad innym plastikowym szajsem...
Wysokie i pojemne,regulowane przegrody,materiał nie wchodzący w reakcję z silikonowym dobrem,nie "łapie brudu"-umazane po całości błockiem po wizycie w łazience znów jest jak nowe.
Wchodzi mi w nie wszystko od jerków jak trzonek miotły po dodatkowe szpule kołowrotków czy papierosy i aparat chowane podczas deszczu,w takiej sytuacji jeden ruch ręką i już mam wszystko zabezpieczone a ja mogę dalej sobie radośnie moknąć.
Pudło to "robi " u mnie za zbiorcze,wystawiam je poprostu na ławkę łodzi czy pontonu ,otwieram i łowię na to co ma pod klapą,rewelacja--tak po krótce bym je określił.
Równolegle używam dwóch pudeł pomniejszych na drobiazgi Worm Case-załadowane gadżetami na "potem" typu--niechodliwe przynęty,główki jigowe,przypony.....
Trzecie wyrabia ze mną kilometry podczas potokowych tułaczek mieszcząc wszystko to co potrzebują moje pstrągi aby zagrać na mym kiju...
Te "trojaczki" posiadają fajny system regulowanych przegród i są pojemne,zamknięcie tradycyjne choć nigdy nie zdarzyło mi się przypadkowe otwarcie,materiał z jakiego są wykonane to porsche wśród plastików chyba...rzucane,taplane,kulane i nic...zero pęknięć czy wylatujących elementów.
"Bo to dobre pudła są".....-parafrazując do słów Lindy z filmu "Psy"...:)
Pozdrawiam.
Daniel Luxxxis Kruzicki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze