Reklama

W zgodzie z naturą

31/03/2012 12:01
Wolna żyłka

Poranek jest piękny.Ciepły i ta magia ciszy przed kolejnym budzącym się do życia dniem cicho niczym kot przechodzę z brzegu przez płytką wodę by znaleźć się na wyspie a właściwie mieliźnie na środku rzeki którą odkrył niski stan czerwcowej wody.Idąc jeszcze z daleka spoglądam na wcześniej wytypowane stanowiska kleni,były tam jeszcze dwa dni wstecz je widziałem jak zbierały z powierzchni owady.Potężne stado,rzadki widok jak na odcinku około stu,stu pięćdziesięciu zbiera taka ilość kleni że ciężko je policzyć.Jednak w tej chwili o poranku to nie owady będą moją przynętą.Mam sobą około 1,5 kg czereśni i to na nie będę kusił klenie i kleniki.Sprzęt prosty i w minimalnej ilości.Wędzisko 3,9 m z kołowrotkiem,żyłka 0,20 mm,pudełko z wcześniej wybranymi hakami.Kij może trochę przydługi ale tu na środku rzeki mam sporo miejsca by nim operować,najważniejsze że jest lekki a długość może się przydać.Składam kij przeciągam żyłkę przez przelotki i na końcu wiążę hak.Wszystko.Biorę do kieszeni kilka czereśni w foliowym woreczku resztę zostawiam na kamieniach i przykrywam by leżały w cieniu.Schodzę w dół wysepki i zajmuję wybrane miejsce,zakładam czereśnię na hak.Na przynętę wybieram taką piękną dojrzałą.Zarzucam około trzech metrów w bok i kilka metrów w dół rzeki.Nurt natychmiast chwyta czereśnie w swoje objęcia i prowadzi wybraną drogą w dół rzeki.Pozwalam mu na to,to on wie najlepiej jak ją poprowadzić by podać rybie w naturalny sposób przed oczy i skusić do brania.W prawej ręce trzymam kij,lewą ręką kontroluję wysnuwającą się żyłkę przy otwartym kabłąku.Czasem czereśnia utkwi gdzieś w zagłębieniu dna i żyłka robiąc łuk wyprzedza przynętę,nie wolno do tego dopuścić.Nagle żyłka zmienia swoje zachowanie czuję w palcach jak zmieniła tempo wychodzenia z kołowrotka gwałtownie przyśpieszając,poczułem też w prawej ręce że kij stał się cięższy.To ryba,tnę.Ryba rozpoczyna walkę,kij pomaga mi z nią wygrać.Wspaniale ubarwiony kleń.Ten scenariusz powtarza się jeszcze kilka razy.Po zakończeniu łowów zjadam czereśnie które mi zostały,nie wszystkie częścią dzielę się z rybami.

Z powierzchni

Chodzę już chyba trzecią godzinę ze spinningiem w to upalne popołudnie i nic nie mogę złowić.Ryby są
ale jakoś nie zainteresowane moimi przynętami.Wchodząc na odcinek pomiędzy łąkami z góry widzę jak kilka ryb zbiera z powierzchni jakieś owady.Już to dziś widziałem wcześniej,jednak ryby które zachowywały się w ten sam sposób nie reagowały na moje przynęty.Czas zmienić taktykę.Kładę kij i torbę z sprzętem wyciągam z niej plastikowe pudełko które lubię mieć na wszelki wypadek.Wpadam na łąkę i po kilku minutach wracam a w pudełku mam kilkanaście koników polnych.Odcinam z żyłki woblerna końcu żyłki wiążę mały hak.Zrywam kilka traw takich słomek w kształcie rurki.Będą nośnikiem mojej nowo zdobytej przynęty.Zajmuję dogodne stanowisko w pewnej odległości od żerujących ryb pozwalające mi na w miarę dogodne podanie przynęty.Odcinam nożem około dwu centymetrowy odcinek słomki i nacinam wzdłuż do połowy.W powstałe nacięcie wsuwam żyłkę tak by hak był przy jednym z końców słomki.Delikatnie,lekko nakładam owada na hak by go nie zabić po czym sadzam na słomce.Wystraszony trzyma się jej kurczowo więc szybko wrzucam do wody i spławiam zestaw w kierunku żerujących ryb.Owad odruchowo zaczyna pracować starając się wyjść z wody i wejść na słomkę.Nie zdążył jedna z ryb sprowokowana jego zachowaniem zebrała go szybko.I już kij pracuje.


Dlaczego w zgodzie z naturą?

Dlatego że można tak łowić,nie zasypując wody zanętami w których znaczna część ma co najmniej wątpliwą jakość i wartość wędkarską.Źle użyta szkodzi wodzie i rybom w niej pływającym.Złe użycie to najczęściej wprowadzenie do wody jej zbyt dużej ilości.Wędkarz idzie na ryby weźmie X kilogramów wrzuci do wody bez względu na żerowanie ryb.Przecież nie weźmie do domu a "zainwestowanie" i wrzucenie jej do wody daje złudną nadzieję na sukces.Nic bardziej mylnego,w przesyconej wodzie po powierzchni której pływają w upał składniki zanęty jeszcze nikt długo nie odniesie sukcesu.Nie jestem przeciwnikiem nęcenia,sam łowiąc na feeder nęcę.Jednak z rozsądkiem i umiarem.Przy jednej zasiadce przykładowo 1,5- 2,5 kg grochu.Moczonego kilkanaście godzin i gotowanego.Czyli takiego w którym jeśli ma on masę 2,5 kg ,1,5 kg stanowi woda.Więc Panowie młodzi początkujący wędkarze nęcić z umiarem i rozsądkiem a woda się wam odpłaci.Zawsze lepiej kilogram zanęty za mało jak 10 dag za dużo.




Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama