Reklama

Wakacyjna przygoda nad wodą

29/10/2010 17:08
Witam wszystkich
Dużo czytałem różnych opowieści z Waszych wypraw i zdecydowałem się napisać coś co mnie spotkało. Niby to nic takiego ale trochę się uśmiałem.

Podczas swojego sierpniowego urlopu na Ziemi Lubuskiej pogodę słoneczną taką do kąpieli mieliśmy tylko przez 2 dni. Moja córeczka ( 9 lat) szalała w wodzie całe dwa dni, a ja razem z nią. Poza tymi „wypasionymi” dniami prawie codziennie po godzinie 15-stej padał deszcz lub wiał wiatr, często też błyskały pioruny. Temperatura w dzień utrzymywała się w granicach 18-24st, w nocy było nawet 12st. Drugiego dnia postanowiłem, że będę codziennie chodzić na ryby czyli od świtu do godziny 10-11-tej.

Miałem do wyboru dwa jeziora. Jedno jest dosyć spore z plażą, gdzie są też stanowiska wędkarskie i całe mnóstwo komarów. Drugie zaś to taki stawik o średnicy ok. 120-150m w koło którego rosną drzewa i uniemożliwiają wygodny rzut wędką. Więc drugiego dnia nazbierałem rosówek, przygotowałem puszkę kukurydzy, przygotowałem zanętę swojego przepisu i oczywiście poskładałem zestawy. Jedna wędka 3.60m żyłka główna 0.20, przypon 0.18 i haczyk 8, spławik 2 gramy i kukurydza. Druga wędka 3.30m, żyłka 0.25, stalka 25cm, hak 4 i rosówka. Poszedłem spać, a że przy grillu trochę się pokrzepiłem ( bo jakoś wieczorkiem zimno było ) więc nie byłem pewien czy nie pomylę kierunku więc nie nastawiałem budzika i dzień rozpocznę jak sam się obudzę. Wstałem już 4:10 deszczyk jeszcze kapał z drzew, niebo było czyste, gwiazdki pięknie świeciły więc zapakowałem torbę na ramię, kapelusz na głowę w jedną rękę wiaderko z zanętą a w drugą wędki i podbierak.

Poszedłem nad wodę… Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem, że wszystkie miejsca były zajęte. Myślałem, że tylko ja tak wcześnie wstałem i jeszcze po ciemku nad wodę się wlekę. Oni tam siedzieli od dnia poprzedniego, pytam o wyniki a oni jeszcze „wczorajsi” …nic, tylko parę płoteczek. Zawróciwszy poszedłem na stawek, myślę sobie, złowię coś to dobrze i będę miał radochę a jak nie to trudno i wrócę o kiju. Jeszcze po ciemku przeszedłem przez lasek wypatrzyłem jakieś miejsce i rozpocząłem rozkładanie od podbieraka. Potem wędka na spławik, kukurydzę zakładałem jeszcze po ciemku więc i zanęty też nie zdążyłem rozrobić. Rzut do wody i zaczęło się rodeo gruntówkę rozłożyłem dopiero o 8:30. Przez trzy i pół godziny miałem już koło pięćdziesiątki ładnych krasnopiór i cztery liny od 37cm do 44 cm. Przy takim żerowaniu ryb uznałem, że zanęta jeszcze nie rozrobiona nie będzie mi potrzebna i zostawiłem na dzień następny. Rozłożyłem gruntówkę, założyłem robaka i w wodę. Czekam… Spławik co jakiś czas znika pod wodą i wyciągam płocie.

Godzina już 10:00, myślę czas już do domu wracać, oglądam się za siebie i widzę, że córka stoi za moimi plecami z wędką, którą jej kiedyś zrobiłem na uklejki (jak ona mnie znalazła tego nie wiem do dziś). Skoro ona już przyszła no więc posiedzieliśmy jeszcze godzinkę. Ona łowiła na moją spławikówkę i złapała lina 38cm. Miałem śmiechu po pachy bo ona waży 25kg wędka z linem na haczyku trochę ją ciągnęła do wody. Chyba wszyscy ludzie w okolicy słyszeli jak głośno krzyczy „tata ryba !!! bardzo wielka!!!”, aż biednej łzy z oczu leciały. Tylko nie wiem czy łzy radości a może ze strachu co tam ją wciąga do wody. Po powrocie do domku znajomi byli bardzo zaskoczeni takim wynikiem.

Płocie i wzdręgi wróciły do wody ale córka swoje uparła się żeby swoje rybki zabrać. Po południu dzieci chciały trochę poganiać po lesie, więc zrobiliśmy im podchody a że ten stawek był blisko więc trasa przebiegała przez stanowisko, które dało nam taką frajdę. Na moim miejscu siedział dziadek-miejscowy i spławik jego stał w tym samym miejscu co mój, tyle tylko, że wynik jego połowu to tylko dwa podleszczaki. Po krótkiej rozmowie z niesympatycznym staruszkiem ustaliliśmy, że to jest niby jego miejsce i jutro on będzie łowił w tym miejscu. Tak też się stało. Z kolegą Markiem poszliśmy w inne miejsce, po drugiej stronie tego bajorka i bawiliśmy się świetnie, a że rybek pojedliśmy dzień wcześniej to ten połów poszedł do wody na oczach dziadka. Aż się trząsł staruszek z zazdrości że jak to można tyle i takie duże ryby do wody wypuścić . Twierdził, że on takich tutaj nigdy nie złowił .  ale to już inna historia.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama