Reklama

Wakacyjne okonki

02/08/2012 14:13
Dzisiaj wróciłem wcześniej z pracy i po zjedzonym obiedzie naszła mnie straszna ochota na spinningowanie. Nie czekając długo zabrałem cały potrzebny sprzęt i po 10 minutach byłem już nad jeziorem. Postanowiłem zając mostek w okolicy, którego w tym roku było bardzo dużo okoni. Nie są to jakieś wielkie sztuki, ale można się fajnie pobawić i miło spędzić czas.

Zacząłem około godziny 17:00 ponieważ od tej godzinki okoń najlepiej u mnie żeruje. Na start poszły obrotówki jednej z moich ulubionej firmy czyli Dragonki model Carina. Kupiłem je już w zeszłym roku ale jakoś na nie nie łowiłem aż do dzisiaj i pozytywnie mnie zaskoczyły. Miałem na nie bardzo dużo brań okoni różnych wielkości. Łowiłem około trzech godzin i nie miałem czasu się nudzić.

Ale wracając do tematu...
Zawiesiłem na przyponie srebrno-czerwoną Carine i hop do wody,pierwszy rzut i siedzi okonek. Robię szybką fotkę,delikatnie odhaczam i wypuszczam z powrotem do wody.
Wykonałem kilkanaście rzutów Cariną z przewagą koloru czerwonego i zaskoczony jej skutecznością postanowiłem przetestować drugą Carinę tym razem z przewagą koloru srebrnego.
Po kilku rzutach w końcu nastąpiło mocne szarpnięcie za żyłkę zacinam i siedzi,holuję niezbyt szybko aby jak najdłużej czuć rybę na wędce oraz żeby jej za bardzo nie uszkodzić.Kolejna fotka,delikatne odhaczenie i... siup do wody.Następne żuty również przynosiły okonie.
Nie rzucałem daleko maksymalnie 30 metrów od mostka.

Po jakimś czasie postanowiłem przetestować świeżo zakupione Mepps`y: Lusox`a nr.0 oraz Aglie Long złotą nr.0. Jednakże nie przyniosły takiej ilości brań jak Dragony.Na srebrnego Lusox`a miałem jedno branie a na Aglie nie brało nic. Postanowiłem jeszcze przetestować malutkiego Dragona koloru czarnego. Ta próba zaowocowała jednym malutkim okonkiem. Postanowiłem powrócić do dzisiejszych kilerów czyli Dragonowskich Carinek.

Kolejne rzuty,zwijanie znowu rzut i znowu zwijanie i tak w kółko i nic,pusto brania ucichły...byłem bardzo zdziwiony.Nagle zrobiło się totalne bezrybie.Co jest? - pomyślałem. I nagle na wodzie widzę wyskakującą drobnice a zaraz po tym charakterystyczne pojawienie się okoni. Jest,jest,jest - mówię sam do siebie uradowany po zacięciu jakiejś wielkiej ryby.Wędka wygięła się w na 2/3 długości a hamulec kołowrotka zaczął szybko oddawać żyłkę.Uradowany na myśl rychłego wyholowania wielkiej ryby zaczynam pracować wędką i zwijać luźna żyłkę kołowrotkiem.Ale szczęście nie trwało długo po około dwóch minutach holu przestaje czuć opór i wiem że ryba się spoiła...kurcze od razu posmutniałem.

Zwijam zestaw i zarzucam ponownie.Smutek szybko mija po następnym braniu i kolejnym okonku.
Pocieszam się faktem że to są blaszki na okonki i mają małe kotwiczki przez co ciężko holować na nich duże okazy. Rzucam jeszcze kilkanaście razy okonie biorą ładnie ale dzień już się po woli kończy,brania okoni słabną a ja mam jeszcze tak daleko do domu (jakieś 10 minut bardzo,bardzo,bardzo wolnym spacerem :p ) i postanawiam zakończyć dzisiejsze połowy.
Przez około trzy może trzy i pół godzimy złapałem około 30 okonków.

Wszystkie trafiły z powrotem do wody bo jak wiadoma " RYBKA LUBI PŁYWAĆ" :).
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama