Witam. Jest sobota. Zaplanowałem dzisiaj od rana, spenetrować spinem zbiornik zaporowy Roszków koło Jarocina. Niestety wyskoczyły ważniejsze sprawy i mogę jechać dopiero po południu. Trudno. Minęły wreszcie godziny męczarni, jedziemy , to znaczy ja i żona. Syn…..podobno zapalony wędkarz, ale jakoś ostatnio ma inne ważniejsze sprawy ?! z kolegami. No trudno, taki wiek.(17 lat).
Zabieram ze sobą spina marki Robinson wyrzut do 15g, uzbrojonego w kołowrotek Shimano Catana 2500 z przednim hamulcem,( na marginesie bardzo dobry kołowrotek ,nie do zajechania)żyłkę 0,16,reszta rzeczy w pudełkach. Na miejscu okazuje się, że zbiornik jest w dużej części, okupowany przez, spławikowców , i grunciarzy , to co zostało to mała przestrzeń na spina. Po raz kolejny okazało się, że ten zbiornik w sezonie urlopowym nie nadaje się do spinningu.. I jak się tu dobrać do drapieżnika jak niema prawie gdzie na niego zapolować..?!
No nic tam gdzie jest miejsce, próbujemy na początek ,zapolować na szczupaka, i sandacza…( może zdarzy się cud) Po dłuższym czasie biczowania wody, okazało się jednak, że cud się nie zdarzył…..wiąże więc, w desperacji boczny trok ( wiadomo jestem, bacznie obserwowany przez zonę, która ma nadzieje cos złapać ).
I ulżyło mi……złapała okonka. Nie był to tym razem jakiś okaz, ale sztuka się liczy. Potem mi również uwiesił się jakiś malec z 15cm ( łowiliśmy oczywiście na zmianę, jedną wędką) Były tez kolejne. W sumie siedem od ok.15 do 20 cm. Nie jest to może jakiś rekord, tym bardziej że nie były to garbusy, ale w sumie zadowoleni wracamy do domu. Złowione ryby, oczywiście od razu wracały do wody, tylko niektóre miały przedtem zrobioną fotkę. Pozdrawiam wszystkich Robert.
Komentarze