Był to przepiękny, słoneczny wakacyjny dzień. Jak zawsze wstałem wcześnie rano, oporządziłem się i szybka decyzja - jadę na ryby! W olimpijskim tempie poszedłem do sklepu, zakupiłem niezbędny arsenał tj. 4-pak żuberka. Miałem już wracać do domu, aż nagle natchnęła mnie myśl - o czymś zapomniałem! Po krótkim zastanowieniu już wiem - PRZYNĘTA, coż bym zrobił bez niej nad wodą. Udałem się do sklepu wędkarskiego, który był dosłownie 3 kroki odemnie. Po krótkiej wymianie słow z kolegą, który jest tam sprzedawcą i zakupieniu robalów wracam do domu. Błyskawicznie przygotowałem zanętę oraz sprzęt i w drogę. Parę minut jazdy i jestem na łowisku. Udałem się w moje ulubione miejsce, w którym łowię od lat. Rozłożyłem sprzęt, wstępne zanęcenie, rzut i czas na odpoczynek. Spocząłem w cieniu i otworzyłem piwko. Po paru minutach pierwsze branie - zacięcie iiii.... PUSTO. Zamiast ryby w siatce lądują tam browarki żeby się schłodziły. Kolejny rzut... Niezdążyłem wygodnie usiąść, aż tu nagle zanurzenie spławika, szybkie zacięcie i siedzi. Umiejętny szybki hol i podebranie, pierwsza płoć. Miałem dylemat - browarki czy ryba ?! Wybrałem to pierwsze, dałem rybce kolejną szanse na podrośnięcie. Po godzinie łowienia, słońce zaczynało doskwierać, więc otwieram kolejnego żuberka. Dochodzi godzina 12:00, a jak narazie tylko dwa brania.. Pełen optymizmu nie zamierzam się poddać. Sącze sobie pomału "napój młodości", aż nagle zaczyna się coś ruszać. Ryba nieufnie podbija spławik. Raz..dwa..trzy... zacięcie i JEST. W pierwszej chwili myslałem że to powszechnie wszystkim znany uklej, ale przy pierwszym szarpnięciu byłem zaskoczony. Żyłka 0,16mm przypon 0,10mm - myślę co to za potwór. Po około 5minutowym holu, ryba jest przy brzegu, podebranie i ukazanie się moim oczom pięknego złotego leszcza. Zaczynam mierzenie i ważenie. Okazało się że jest to dość spory osobnik, ma 52cm i 2,2kg wagi. W piorunującym tempie zamieniam żuberki z rybą. Zakładam pęczek białych i następny rzut. Niestety już bez brań.. Słońce znów daje się we znaki, jak to w wakacje. Pssss...(piwko) - TO JEST TO. Dochodzi godzina 16:00, a tu nadal nic. Pełen szczęścia i satysfakcji postanowiłem wracać do domu. Wyjąłem siatkę z wody i spojrzenie na moją zdobycz, aaa zabiorę Cię - pomyślałem. Zwinąłem sprzęt oraz śmieci z łowiska i w drogę na przystanek. Przez całą drogę do domu myślałem o kolejnym wypadzie. Był to jeden z piękniejszych dni w moim życiu.
Komentarze