Reklama

Wędkarski sezon 2013 rozpoczęty rozczarowaniem

05/01/2013 13:23
Jak sobie obiecałem tak zrobiłem! 1 stycznia 2013 godz. 6:30 siadam do samochodu i pełen wcześniejszych przemyśleń oraz postanowień, co do łowiska jak zwykle udaję się na ulubioną „Małą” rzeczkę. O tej porze roku jest w tym wiele logiki, bo większe akweny zazwyczaj są przelane a brodzenie w wodzie nie należy do przyjemnych i ma tę wadę, że płoszy Pstrągi w promieniu, co najmniej kilkudziesięciu metrów. Większość, a może wszyscy moi koledzy „po kiju” pstrągowym udaje się w tym czasie na łowiska trociowe. Ja (jak pisałem we wcześniejszych felietonach) wolę lekki spinning pstrągowy. I chociaż skala ewentualnych okazów jest nieporównywalna (Troć, a Pstrąg to dwa różne wymiarowo światy) to ja hołduję zasadzie, że „każdemu według potrzeb” i nie wymiar jest najważniejszy! Po prosty nie lubię tłoku na łowisku, co nie znaczy towarzystwa kolegi. Lecz choć nie jestem egoistą to wolę samotne wyprawy, a przynajmniej „solowe” odcinki rzeki. I tak pomykając autostradą A6 zwalniam nieco mijając trociową Inę i spoglądam na stan wody w korycie. Bardzo niski, jak na tę porę roku, co nie napawa mnie optymizmem w stosunku do maleńkiej rzeczki, na, którą się udaję. No cóż – zasada wędkarza - nie poddawać i zawsze być optymistą. Jednak w przypadku b. niskiego stanu wody w maleńkich rzeczkach czy ciurkach, nie będzie, w co rzucać! Tak rozmyślając po kilkudziesięciu minutach skręcam w boczną drogę i dojeżdżam nad łowisko. Moje mieszane uczucia, co do stanu wody potwierdzają się – jest b. niska, lecz to jest niczym w porównaniu z tym, co ujrzałem. Po prostu koszmar senny każdego wędkarza-pstrągarza.
Otóż „naprawiacze rzek” wyczyścili wszystko, co stanowiło naturalne schronienie Pstrąga w rzece. Wszelkiego rodzaju kryjówki w postaci zwalonych drzew, roślinności wodnej, która tworzyła naturalne meandry rzeczki i schronienie fauny rzecznej (czyt. Pstrąga). Powyciągali także kamienie (wielkich na szczęście nie udało im się wyjąć) z dna, za, którymi to w naturalny sposób latami tworzą się głęboczki, w których pstrągi czają się na spływające nurtem owady czy inne ich naturalne pożywienie. Pomyślałem, że mimo to – skoro już jestem – spróbować trzeba. Udałem się wiec duktem leśnym w dół rzeczki, by następnie iść pod prąd (hołduję tej metodzie) obrzucając, co się da. Po 15 min. dość szybkiego marszu wkraczam na „odcinek” rzeczki i tu kolejna niespodzianka. Niby rzeczka ta sama, lecz nie taka sama. Oczom moim ukazuje się rów, bo inaczej tego, co zobaczyłem nazwać nie można. Skoszona nawet przybrzeżna trzcina, niektóre krzewy i co pomniejsze Olszyny. Jeszcze tylko asfaltu na dnie brakuje! Szczęka mi opadła! Mam wrażenie, że wyrównali nawet dno. Żadnej rynny, żadnego dołka. Nic czyściutko. Na brzegach leży piach wyciągnięty z dna wraz z kamieniami. Ponieważ stan rzeki jest niski, a woda klarowna, widać wszystko. Nie rozpoznałem na pierwszy rzut oka nawet swoich miejscówek, gdzie corocznie łowiłem „zaprzyjaźnione” Pstrągi, które następnie wypuszczałem i niejednokrotnie prezentowałem na swoim blogu. Tu trzeba będzie kilku sezonów na naturalną odbudowę populacji "gdzieś zaginiętego" Pstrąga. Śmiem twierdzić, że sam nie „wyszedł” z jego naturalnego środowiska! Przy takich „konserwacjach” koryt rzek dostaje się pewnie „coś” (ryby) i wykonawcy. W tym miejscu muszę dodać, że owa rzeczka nigdy nie zagrażała pobliskim łąkom i domostwom i nawet w najwyższych stanach płynęła w burtach. Nasuwa się pytanie; kto pozwolił i w jakim celu, aby w okresie tarła, a więc ochronnym, na maleńkiej rzeczce wymienionej w wykazie wód „Krainy Pstrąga i Lipienia”, a więc legalnie górskiej, systematycznie, wspólnie zarybianej z niemałym wysiłkiem (czas, paliwo itp. – oczywiście materiał zarybieniowy legalny z wylęgarni w Goleniowie za przyzwoleniem ZO PZW Szczecin) przez mojego kolegę Stanisława M., który jest głównym „sprawcą” tego dobrodziejstwa, ale także przeze mnie i kilku jeszcze kolegów zapaleńców pstrągarzy do zniszczenia tarliska oraz przez lata budowanej populacji tej pięknej i szlachetnej ryby?! Można zrozumieć, że każdy ma swoje priorytety – także melioranci, ale dlaczego przy okazji niszczyć coś, co z takim mozołem zostało zbudowane. Nadal panuje „sobiepaństwo” i nieodpowiedzialność urzędnika(?) Czy potrzeba wydawania na siłę pieniędzy? Jestem przekonany, że znalazłyby się inne, ważniejsze, bardziej powodziowo zagrożone tereny do „naprawy”, gdyby tylko ktoś wykazał minimum dobrej woli, a przynajmniej zdrowego rozsądku przy tym, co robi i skontaktował się (obowiązku niestety nie ma) z użytkownikiem wód, jakim jest ZO PZW Szczecin. Przekonany jestem, że przynajmniej w okresie tarła doszłoby do porozumienia w tej sprawie, że ktoś z ZO PZW przekonałby do przesunięcia terminu i zakresu wykonywanych prac melioracyjnych w takim zakresie. A wiem, że nikt z „naprawiaczy”, o to nie zapytał, bo, po co? Przecież cudza rana nie boli…
Moim zdaniem, jest to krótkowzroczna źle przez kogoś pojęta ochrona środowiska, widziana zza biurka przez pryzmat wykonania planu.
Na koniec moich żalów wracam do rozpoczęcia sezonu i efektów. Jedynym pozytywnym było to, że się dotleniłem po świąteczno – noworocznym leniuchowaniu. Oczywiście ciśnienie spowodowane nowym sezonem, jakie mi towarzyszyło jeszcze w Sylwestra troszkę puściło. Kontaktów z Pstrągami żadnych, ba w ogóle z żadną rybą. Ale nic to (poza meliorantami im nie odpuszczę…) już w Piątek 04.01.13. Czyli wczoraj byłem ponownie na wyprawie, ale na innej rzece (z wiadomych przyczyn) i opiszę to w najbliższym czasie.
Ps. Ta ostatnia była, o niebo lepsza…

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama