Trzynastego - niedzielny poranek,spojrzałem na termometr i aż mnie odrzuciło no ale czas na ciepłe śniadanko i kawkę a potem ??? oczekiwanie na telefon z nadzieją na powtórkę z Wisły , miał odezwać się kumpel ale niestety gdy zadzwonił to już po głosie wyczułem że wyjazd szlag trafił no i nie myliłem się.
Pozostała jedynie Przemsza bo Bryś z pewnością pod lodem co potem okazało się w połowie prawdą .Sprawdziłem rozkład jazdy i mimo dnia świątecznego połączenie na ową niepozorną rzeczkę w miare,co prawda powrót nieco gorzej ale gna wilka do lasu.
Dla pewności zadzwoniłem jeszcze do kolegi z pytaniem jak wygląda Bryś -do połowy cieńki lód ale od wyspy czysto usłyszałem ,czyli Przemsza !!!
Po szternastej jestem w busie ,niestety "przesiadkowy" troszkę sie pospieszył i ujżałem jedynie jego znikającą d,,ę .
co jak co,wszystko rozumiem ,bus może się spóźnić ale do holery nie jechac przed czasem.
Co począć ,powrotny za godzinkę ...ALE w kierunku Brysia Co prawda z drugiej strony za dwie minutki - ryzykuję...
Za kwadrans się okaże czy sprzet taszcze i marznę na daremno no i okazało się ,mam dwie w miarę miejscówki wolne od kry a w pamięci przykre doświadczenie kiedy to ze świerzo zakupionym wobkiem byłem w tym samym miejscu,niestety poleciał troszkę za daleko i efekt wiadomy.
Tym razem postanowiłem zachować większy margines na ewentualne podmuchy i założyć "poza markową"wirówkę - mam godzinkę ...
minęło może połowa z tego i pierwsze pobicie , niestety po paru metrach spinka ale po zachowaniu rybki przypuszczam że był to pasiaczek średniaczek. Zostala mi jeszcze jedyna miejscówka pod trzinowiskiem wolna częściowo od lodu ,założyłem kolejną wiróweczke z czerwonym chwostem z narzuty z mego tapczanu :-) Pierwsza próba i zauważyłem delikatne zafalowanie , poslałem blaszkę w to miejsce ieszcze raz a dokładniej ze dwa metry dalej i po chwili BACH ! WISI ! ale niestety ciągnie zbyt płynnie i słabo czyli to nie pasiak a jedynie może byc szczupły i to napewno niewymiarek co okazało się prawdą ale morda mi się u smiechnęła bo taka miara to dowód że wiosną sie wytarły bo takimi nie zarybiają
No ale jak na trzynastego i obsypany łeb śniegiem i W większości zamarznięty stawik to chyba nieźle a że rybka niepozorna - trudno- no ale honor kolejny raz uratowany. Podczas holu udało mi się strzelić fotę ..Finał- przynajmniej nie marzłem i nie taszczyłem sprzętu na daremno
- Jak dla mnie bomba bo być może to ostatni tegoroczny mój kontakt z Brysiem :-)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze