Mąż do żony: - Jadę na ryby. - Weź mydło. - Mydło? A po co mi mydło? - Żebyś miał czym ręce umyć, jak gówno złapiesz.
Przechodzień pyta wędkarza: - Biorą? - Nie bardzo. - Złapał pan coś? - Jednego. - Gdzie jest? - Wrzuciłem go do wody. - Duży był? - Taki jak pan i też mnie wkurzał.
Facet przechodzący obok wędkarza stojącego z wędką nad jeziorem, pyta: - Złowił pan coś? - Trzy szczupaki. - Od rana? - Nie, od urodzenia.
Rozmawiają dwie przyjaciółki: - Już nigdy nie pójdę z mężem łowić ryb. - Co się stało? - Początek był fatalny. Za głośno rozmawiałam, nie umiałam założyć przynęty, za wcześnie podcięłam rybę... - Co było potem? - Tragedia! Złowiłam trzy razy tyle ryb, co On.
Wielki hipermarket. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawce, dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawce do biura : - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta. - Jedną, szefie. - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio sześćdziesiąt, siedemdziesiąt transakcji w ciągu dnia! A właściwie, to ile pan utargował? - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów. Szefa zatkało. - Ile? Na Boga, co pan sprzedał?! - No na początku sprzedałem mały haczyk na ryby. - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy? - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i powiedziałem, że ma za małe, aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę. - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić, jedyny haczyk na ryby?! - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby.
Rozmawiają dwaj wędkarze: - Ty słuchaj, wczoraj złapałem takiego szczupaka. - Eee... to jeszcze nic. Ja wczoraj złapałem świecącą się lampę. - Przecież lampa nie może świecić się pod wodą?! - Skróć szczupaka, to ja zgaszę lampę.
Siedzą dwaj rybacy i łowią ryby. Nagle jeden mówi: - Przyrzeknijmy sobie, że się nigdy nie ożenimy. - Dobra. Za parę lat spotykają się nad tym samym jeziorem i jeden mówi: - Żenię się. - Przecież sobie przyrzekaliśmy, że się nie ożenimy. - No tak, ale... - Ale co ona takiego ma, że się z nią żenisz? Ładna jest chociaż? - Nie, brzydka jak ropucha. - To może bogata? - Nie, biedna jak mysz. - To co ona ma takiego? - Chłopie żebyś Ty widział, jak ona robaki kopie...
Na spotkaniu wędkarzy przed wyjazdem na ryby pada pytanie: - Panie Prezesie, ile brać butelek wódki? - Skąd takie pytanie? - Bo za pierwszym razem wzięliśmy po jednej, to połamaliśmy wędki. Drugim razem wzięliśmy po dwie, to połamaliśmy wędki i nie mogliśmy znaleźć autobusu. Prezes po chwili namysłu mówi: - Brać po trzy flachy, nie brać wędek i nie wychodzić z autobusu.
Komentarze