Pierwszy raz zobaczyłem je w wakacje. Wybrałem się z wędką na molo nad jeziorem. Znalazłem miejsce między wędkarzami i rozpocząłem łowienie. Krąpie, płocie i sumiki karłowate brały jak natchnione. Piękne chwile szybko mijały, słońce zaszło i zaczęło się ściemniać. Wtedy w łowisko weszły leszczyki i niewielkie liny. Wreszcie zaczęły się prawdziwe łowy a ja muszę kończyć bo zapada zmrok. Nie mogłem dojrzeć już spławika w ciemności więc zacząłem się pakować. Rozglądam się na prawo i lewo a inni wędkarze łowią w najlepsze. Zacząłem się zastanawiać jak to możliwe, że widzą spławiki. Podszedłem do jednego z sąsiadów i widzę światełka na jego spławikach. Pierwszyrobins raz widziałem na oczy takie cuda. Wędkarz zauważył moje zainteresowanie i spytał:
- Co, nie masz świetlików?
- Nie mam, odparłem.
- Masz tu dwa.
Podziękowałem, rozpakowałem wędki i zacząłem łowić.
Chwile kiedy „światełko” znikało pod wodą pamiętam do dziś. To były emocje. Po wędkowaniu spakowałem wędki i poszedłem spać do namiotu. Wstałem tuż przed wchodem aby znów rozpocząć przygodę z wędką na molo. Zdziwiło mnie że świetliki które zostawiłem na spławikach nadal świeciły. Co więcej one świeciły nawet następnej nocy.
To były jedne z moich ulubionych wakacji.
Moja „kariera” wędkarska poszła w stronę spinningu i gruntu gdzie sygnalizatorami były dzwoneczki. Świetliki poszły w odstawkę.
Trzy lata temu padł pomysł aby wyjechać na cztery dni i trzy noce nad Bug. Oczywiście podekscytowany taką możliwością zacząłem przygotowania. Wszystko było już spakowane. W drodze nad rzekę zatrzymaliśmy się w sklepie wędkarskim po robaki. Przy samej ladzie stał stojak ze świetlikami. Przypomniały mi się tamte pamiętne wakacje i postanowiłem kupić kilka na ten wyjazd. Zadziwiła mnie szeroka paleta kolorów. Z wakacji pamiętam tylko jasnozielone a tu do wyboru jeszcze niebieskie i różowe. Zabrałem po kilka każdego koloru.
Już na miejscu nie mogłem doczekać się nocy abym mógł ujrzeć ten emocjonujący spektakl jakim jest taniec i zniknięcie świetlika pod wodą w czasie brania. Zapadł zmrok. Ja założyłem różowy i niebieski na dwa spławiki i rozpoczynam nocne łowy. Brania były słabe więc po około dwóch godzinach łowienia postanowiłem zrobić przerwę od godziny 00:00 do 02:00. O drugiej wstałem pełen werwy i nadziei. Zerknąłem na wędki. A to co? Świetliki martwe. Po około czterech godzinach nie dają żadnego światła. Zawiodłem się na tych kolorowych. Na szczęście miałem w zapasie zielone. Te zielone również ledwo wystarczyły do wschodu słońca. Czy te z wakacji świeciły na prawdę ponad dobę? Czy tylko tak to zapamiętałem?
W zeszłym roku padł pomysł kilku dni i nocy nad Wisłą. W planach było nocne federowanie jak i żywiec. Żywiec ze spławikiem więc znów potrzebowałem świetlików. Zgarnąłem w sklepie kilkanaście opakowań. Jak mają świecić po dwie godziny to ich sporo potrzebuję pomyślałem.
Zapadł zmrok, na kotwiczce ukleja a na spławiku świetlik. Ukleja tak jak świetlik dzielnie się trzymały przez około 2 godziny. Zerkam na spławik i nie widzę świetlika. Znowu się rozładował? Nagle świetlik pojawia się w innym miejscu po czym znów znika. Branie! Zaciąłem i rozpocząłem krótki hol. Po chwili w podbieraku wylądował około 60 cm sumik. Tej nocy brania dopisywały. Tak jak świetlik który świecił przez całą noc. Przez trzy noce za każdym razem profilaktycznie zakładałem nowy świetlik choć ten poprzedni nadal świecił. Brania i znikające pod wodą zielone świetliki. To było to na co czekałem.
Niestety jak wszystko co piękne i wyprawa szybko się skończyła. Wędki poszły do wędkarskiego pomieszczenia na cały tydzień. Musiałem wyjechać na tydzień „za chlebem” Wróciłem w piątek koło północy. Dla większości wędkarzy to czas zbierania rosówek. Poszedłem do mojego wędkarskiego pokoiku i przez okno widzę że coś tam nieśmiało się świeci. Dopiero po otworzeniu drzwi zobaczyłem świecący nadal zielony świetlik. Świecił około 5 dni.
To był znak. Znalazłem to czego szukałem, moje świetliki. Szybko znalazłem pozostałe opakowania aby zobaczyć co to za producent.
Robinson Powder Fishing Light
Od razu w oczy rzuciło mi się kłamstwo. Napisano na opakowaniu 12 godzin. Ten co ja miałem świecił 10 razy tyle. Po dziś dzień zawsze mam ze sobą kilka opakowań świetlików w różnych rozmiarach. Zakładam na spławiki i przyczepiam do dzwoneczków przy gruntówkach. Przyczepiam do suwaka do namiotu i oznaczam najważniejsze rzeczy i miejsca w objętym ciemnościami stanowisku. W ten sposób mam wszystko poukładane i zorganizowane. Każdy wędkarz, który choć raz spróbował nocnego łowienia wie, że to zupełnie inny wymiar wędkarstwa. Świetliki znacznie ułatwiają nocne wędkowanie i sprawiają, że nabiera nieco magicznego wymiaru.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze