Reklama

Wędkarskie święto

13/05/2009 00:31

Wędkarskie święto 1 maja, u mnie trwa 3 dni to dłużej niż Boże Narodzenie, czy Wielkanoc mam nadzieje, że to się nie obróci przeciwko mnie… Ale to chyba dlatego, że po zimie mało kto jest wyposzczony tak jak wędkarz, choć przyznać się musze, że od paru sezonów oszukuje trochę i zaczynam sezon spinningowy trochę wcześniej. Jakiś wypad na trocie, później pobiegać za pstrąg , i już pojawia się marzec miesiąc, miesiąc bardziej wędrówek niż łowienia choć trafia się jaź, czy przed tarłowy okoń. To jednak maj jest początkiem gry, niczym rozdanie kart w pokera.

1 maj – pobudka o 2:30 jakże pięknie się wstaje na ryby, dlaczego całkiem odmienna sytuacja jest przy wstwaniu do pracy, może naukowcy i psycholodzy powinni zająć się tym tematem, wtedy byli byśmy produktywni jak Chińczycy…
Nie, nie tego szczególnego dnia, nie mam zamiaru rozpychać się łokciami nad wodą, brać udział w zawodach, czy biegać za szczupakiem, to moje święto, jadę pomachać, połazić, pooddychać… zapada decyzja Odra w miejscowości Lubów. Początkowo zrażają mnie informacja o zawodach spinningowych w pobliskiej miejscowości, ale w końcu daje się przekonać, nie ma co wybrzydzać tego dnia. Nad wodą jesteśmy po godzinie 5, sporo główek zajętych ,ale co to dla zaprawionego łazika, w końcu bez problemów znajduje swoją główkę. Oczywiście pierwsze godziny musiałem odreagować, ale co tam parę urwanych przynęt, niecelnych rzutów, nie ma się co dziwić, jedzie w końcu taki nerwus nad wodę to musi odpokutować swoje. Oczywiście próbuje zapolować na bolenia, który bije na przelewach i warkoczach dość regularnie, parę trąceń, jedno spóźnione zacięcie, ale proszę mi wierzyć poddałem się dopiero po 13 godzinach rzucania, z relacji zamieszczonej na www.jerkbait.pl dowiedziałem tego cytuje;

„Wyciągnąłem je na wobki szybko i głęboko prowadzone w poprzek nurtu, pomimo tego że było widać ataki w warkoczach, co jak widać popłaciło i zaliczyłem pudło:)”

No cóż, tym razem mnie przechytrzyły pewnie za rok będę mądrzejszy i tak łatwo nie dam się nabrać…

2 maj – niestety po wyczerpującym pierwszym dniu budzę się dopiero po godzinie 9, ale to nic tradycja to tradycja, wiec śmigam szybko nad wodę, tym razem zapragnąłem stojącej wody, szczupaka, no wiecie tak dla podbudowania morale w moim wędkarskim zapale. Ku mojemu zdziwieniu większość wędkarzy chyba po 1 maja mocno się zraziła i dała sobie spokój z wędkowanie nad zalewem gołuchowskim. Sił starczyło mi zaledwie na 3 godziny, kręgosłup już nie ten, kurde przecież mam dopiero 29 lat!? Poza paroma delikatnymi puknięciami nic nie raczyło szarpnąć mocniej wiec postanawiam pozostawić resztki sił na 3 dzień, dzień Warty.

3 maj – Warta, rzeka którą darze sporym szacunkiem i respektem, tu także zapominam o szczupaku ( jest go z roku na rok coraz mniej – pewnie to wina coraz większej presji wędkarskiej, szczupak to nie boleń, kleń czy chimeryczny okoń. Dość łatwo go upolować, dlatego my oprawcy zwani inteligentnymi powinniśmy pomóc mu przetrwać, bo to nasza polska ryba). W moich planach połowu pojawia się oczywiście boleń, warciański duch który straszy stada uklei. Jednak po paru godzinach chce złowić cokolwiek, po przejściu paru kilometrów udaje mi się wydłubać parę okoni, a na wybryki boleni pod drugim brzegiem pozostaje mi tylko patrzeć. W długiej i męczącej drodze powrotnej do auta, udaje mi się namierzyć bolenia, wrodzone moje nygustwo sprawia, że jako pierwsza przynętę podaje mu obrotówkę , reakcja natychmiastowa doskok! I na tym koniec, ku mojej rozpaczy odwraca się o odpływa. Próbuje, jeszcze skusić go boleniowym wobkiem, ale zamiast lekkiego pływającego siudaka zapodaje ciężkiego glooga hermesa, który jak cegła ląduję na powierzchni płosząc nawet ukleja . Widać pierwszo majowe słoneczko za mocno już przygrzało w moją łysinę...

No cóż kolejna 3 dniowa lekcja za mną, na pewno wyciągnę z niej wnioski, i za rok będzie dużo lepiej.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama