Reklama

Wędkarskie wspomnienia

03/01/2009 21:24
Moja przygoda z wędkarstwem zaczęła się bardzo dawno. W zasadzie nawet nie pamiętam, kiedy mój Tato zabrał mnie po raz pierwszy na ryby. Mam zdjęcia na których stoję nad wodą, pilnując spławika w wieku może pięciu lat. W tamtych czasach było oczywiście inne łowienie, poczynając od ilości ryb w naszych wodach, a kończąc na sprzęcie. Miałem okazję łowić ryby jeszcze na bambusowe wędki i robione własnoręcznie przez ojca spławiki. Wiele wypraw i wyników, szczególnie na Wiśle w okolicach Trutnowy (odcinek nr 6) pamiętam do tej pory. Ojciec łowiąc z „główki” z prądem rzeki wyciągał leszcze i karpie o jakich dzisiaj wielu młodych wędkarzy może tylko pomarzyć, a ja siedząc pod „prąd”, trenowałem leszczyki, krąpie czy płoteczki. Niejednokrotnie wracaliśmy naszym motorem z plecakiem pełnym ryb.

W tamtych czasach ryba była pożądanym produktem żywnościowym. Naszymi rybami była obdzielana rodzina i sąsiedzi, ale i w domu ryby często gościły na stole. Były to czasy, w których trafienie dobrego, świeżego produktu w sklepie graniczyło z cudem.

Pamiętam również czasy, gdy w sklepach i na bazarach pokazały się pierwsze wędki teleskopowe, szczególnie produkcji ZSRR. Ciężkie, toporne, ale wygodniejsze do transportu i jak na tamte czasy nowoczesne. Pamiętam, jaką radość sprawiła Ojcu wędka odległościowa (teraz to wiem) firmy Garbolino. Długo była powodem jego dumy i zazdrości wielu jego kolegów. Wspominam też często kołowrotki, szczególnie czechosłowackie „Tokozy”. I wśród kołowrotków zdarzały się „mercedesy” tamtych czasów, niemieckie „Rexy”. Sprzęt tak legendarnie trwały, że używany przez kilkanaście lat potrafił „wiernie” służyć i nie psuć się. Tak samo było na przykład z blachami. Wielu wędkarzy w tamtych czasach robiło wahadłówki i obrotówki we własnym zakresie. I tutaj istniał niedościgniony jak na tamte czasy wzór, którym były obrotówki francuskiej firmy Mepps. Nikt w Polsce chyba nie wie, ile „klonów” błystek tej firmy powstało.

Wiele przy moim Ojcu się nauczyłem, jednak potem przyszła praca, małe dzieci i pasja została odłożona na lepsze czasy. Te czasy właśnie nadeszły, od około czterech lat odnawiam znajomość z wędkami i okolicznymi wodami i nie mogę się do tej pory nadziwić, jak ogromne zmiany zaszły w metodach łowienia, w sprzęcie a nawet w samym nęceniu. Do tej pory posiadam jednak kilka zabytków z „kolekcji użytkowej” mojego ojca. Muszę pogrzebać w piwnicy i wyciągnąć na światło dzienne niektóre rodzynki z tej kolekcji, może zrobię kilka fotek i pokażę światu wędkarskiemu sprzęt naszych ojców i dziadków.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama