O pięknie przyrody, kryształowym powietrzu, czystych wodach, a w nich obfitość wszelakiej fauny (zwłaszcza ryb) napisano już wiele. Przeglądając forum www.wedkuje.pl i nie tylko czytam z uwagą wszystkie posty związane z „no kill” (inne oczywiście też), gdyż sam musiałem dojrzeć do takich decyzji – wypuszczania złowionych ryb. Oczywiście rozumiem i nie zabraniam zabierania ryb zgodnie z RAPR, a tym bardziej napiętnowania tych, co wezmą co nieco z łowiska. Sprawa „no kill” dotyczy najczęściej ryb łososiowatych w szczególności Pstrąga potokowego oraz (moim zdaniem) dodatkowo Sandacza i Dorsza.
Ostatnimi laty w moich rejonach coraz częściej zdarza się wracać z łowiska „o kiju”. Innymi słowy – bez kontaktu z rybą. Zastanawiające jest to, że wszyscy wędkarze na łowisku głośno o tym mówią (brak ryb) i zgodnie mówią o przełowieniu przez rybaków, zatruciu wód oraz kłusoli! Oczywiście coś w tym jest, lecz ja nie do końca zgadzam się z tą opinią. Otóż uważam, że my wędkarze w ostatnich 15 latach znacząco przyczyniliśmy się do radykalnego zmniejszenia się wszelkiego gatunku rybostany w naszych wodach. Mam prawo tak sądzić, ponieważ wielokrotnie widziałem, jak połowy Okonia, płoci czy innego gatunku nieobjętego ilością sztuk zabiera się w setkach, – bo akurat biorą. Nie bardzo albo w ogóle zastanawiają się nad dniem „jutrzejszym”. Często my ludzie – czyt. wędkarze” – żyjemy dniem dzisiejszym i jakąś niepohamowaną chęcią pochwalenia się przed sąsiadami nie tyle wielkością złowionej ryby, lecz ilością i innymi dobrami doczesnymi. Sprzęt, jakim teraz dysponujemy tak naprawdę nie pozostawia Rybą żadnych szans. A pamiętać trzeba, że kiedyś z tych małych ryb nieobjętych wymiarem ochronnym wyrosną duże. Że w konsekwencji walka i hol ryb, co najmniej wymiarowych jest o niebo milsza dla wędkarza niźli narybku. I tutaj dochodzę do sedna sprawy, czyli „no kill”.
Powyżej pisałem o zmniejszeniu ilości ryb w wodach w ogóle. Moim zdaniem dzieje się głównie tak z powodu nadmiernego zabierania ryb od wielkości stycznej z wymiarem do max. wielkości i ilości. Wszyscy wiemy, że np. Szczupak najlepszy pod względem przedłużenia gatunku jest wielkości grubo pow. 60cm., ale aby do takiej wielkości dorósł potrzebna jest świadomość wszystkich. I tych, co to tylko „białą rybę” i tych od „drapieżników”. W akwenie gdzie nie ma pokarmu dla drapieżnika w konsekwencji nie będzie też białorybu, ponieważ ryby będą chorować, karłowacieć itp., a odleglejszej przyszłości ich ilość i gatunki niemalże zaginą. W tytule napisałem „Wędkarz Kormoran” i chodź sam tytuł jest nieco przewrotny i dla wielu będzie kontrowersyjny oraz obrazoburczy, to wierzcie mi, że doskonale wpasowuje się w definicję i opinię o tym ptaku. Iluż to rybaków i wędkarzy opowiada i krzyczy wszem i wobec o niespożytym apetycie, (o czym powszechnie wiadomo) tych „rybolubów”. Jednak dla nich jest to podstawowy pokarm, aby przetrwać. Niejeden hodowca już się przekonał o ich „chciwości” do łatwej zdobyczy, gdy okazało się, iż staw hodowlany po nalocie Kormoranów został niemal ogołocony doszczętnie z ryb. Takie same naloty w okresie jesienno-zimowym są na Szczupaka (w tym przypadku jeszcze wiosna), Okonia i Sandacza. W moim okręgu wzdłuż Odry wschodniej i zachodniej, w okolicach mostów oraz nabrzeży gromadzą się setki wędkarzy. Nie zawsze połowy moich kolegów „po kiju” są zgodne z regulaminem. Zazwyczaj są to „odłowy” po wielokroć przekraczające dopuszczalne limity ilościowe i wagowe. Podobnie dzieje się z Dorszem, na którego od wielu lat jest ogromne parcie. Panuje przy tym opinia, że wyprawa kosztuje, że przecież i tak Dorsz nie przeżyje po wypuszczeniu, bo jest po szoku różnicy ciśnień i dalej, że karta wędkarska musi się zwrócić, że w ogóle... Same usprawiedliwienia swojej osoby, nie marnotrawienia przyrody czy jakiejkolwiek krytyki pod własnym adresem, – bo ryby głosu nie mają. Drodzy koledzy wędkarze i ci, co tylko czytają – gdyby ryby głos miały to krzyczałyby tak, że nie sposób by to wytrzymać. A przecież wędkarstwo jest naszym hobby, jest amatorskim połowem ryb, jest sposobem spędzania wolnego czasu na łonie przyrody – często z rodziną, a nie sposobem na przetrwanie z braku pożywienia! W tym kontekście moje porównanie wędkarza do Kormorana jest rozbieżne. Niby cel jest taki sam - złowić jak najwięcej oraz największych ryb, lecz wędkarz może się walnie przyczynić do zwiększenia populacji wszystkich gatunków ryb wypuszczając je i przetrwa z powodzeniem. Kormoran potrzebuje ich do życia w całej rozciągłości. Dlatego też gorąco namawiam; bądźmy Kormoranami, ale tylko w łowieniu. W zabieraniu ryb bądźmy „NO KILL”.
Na koniec coś o Pstrągu. Od kilku lat w okręgu zachodniopomorskim wprowadzono limit połowy Pstrąga i Lipienia w wysokości 2+1 i odwrotnie oraz zwiększono wymiar ochronny Pstrąga do 35cm. Ja nie odczułem tego na własnej osobie. Mam na myśli ilości złowione, zejścia czy kontakty wzrokowe. O wielkości nie wspomnę. Owszem moim kolegom zdarzają się okazy nawet, +50 ale na te rzadko można liczyć. Można w tej ocenie graniczyć z pewnością, że presja wędkarska (mimo dużych ilościowo zarybień) jest ogromna. Zaczynamy chodzić po „pustych” rzeczkach, a możemy je uczynić pełnymi ryb!
Komentarze