Reklama

Wędkarz od urodzenia

17/06/2014 16:15

Będzie to krótkie opowiadanie o Koledze, wędkarzu z krwi i kości. Wędkarzu, który pomimo wieloletniej przerwy w wędkowaniu spowodowanej latami nauki i pracą poza rodzinnymi stronami, nie zatracił wielkiej pasji do wędkarstwa, a przede wszystkim niesamowitej intuicji wędkarskiej, co obecnie skutkuje pięknymi wynikami.
Pracujemy z Krzysztofem razem dobre dwa lata i na tematy wędkarskie zaczęliśmy na poważnie rozmawiać dopiero na początku bieżącego roku. Najpierw zaczęło się od moich wspomnień z dzieciństwa i relacji z wypraw wędkarskich. Później Krzysztof podzielił się swoimi doświadczeniami z dzieciństwa
i młodzieńczych lat. Szybko okazało się, że pomimo znacznej przerwy
w wędkowaniu, Kolega dysponuje znaczną wiedzą dotyczącą środowiska wodnego
i biologii ryb. Znajomością powiązań jakie zachodzą w przyrodzie w poszczególnych porach roku, w tym wpływu warunków atmosferycznych na zachowania i żerowanie ryb.


Od pierwszych relacji Kolegi domyślałem się, że nie jest to tylko wiedza książkowa, a raczej szeroka wiedza poparta nieskazitelną praktyką. Okazało się szybko co w trawie piszczy i jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy. Otóż bohater opowiadania urodził się na skraju Puszczy Pilskiej, nad brzegami jeziora Nidzickiego. Jego Ojciec i Dziadek byli zawodowymi leśnikami i w ramach swojej profesji zajmowali się m.in. spławianiem drewna po jeziorze Nidzkim. Dziadek Krzysztofa zarządzał jedną z „Bindug”, czyli miejscem nad jeziorem (rzeką lub kanałem) służącym do przygotowania drewna do spławu. Tam to nasz bohater opowiadania zdobywał wiedzę o jeziorze i otaczającym go środowisku. Tam zdobywał pierwsze szlify wędkarskie, wędkując najprostszymi wędziskami. Nie było mowy o jakimś nęceniu łowiska, a przynętą był najzwyklejszy czerwony robak. Ryby wówczas nie brakowało. Pośród przygotowanych do spławu pni było ich wiele, a z łowiska zabierało się ich tyle, ile potrzeba było na sporządzenie świeżego posiłku. Kilkanaście młodzieńczych lat spędzonych nad jeziorem, na skraju Puszczy Piskiej ukształtowało w młodym człowieku tak silne nawyki, które uśpione w niepokornej duszy, przeczekały do dnia dzisiejszego i obecnie wręcz wybuchły dwójnasób.
Wracając do wędkowania, to już wczesną wiosną pod wpływem lekkiej presji z mojej strony, Krzysztof przygotował się do egzaminów na kartę wędkarską. 

Reklama

Po zapisaniu się do jednego z kół, przystąpiliśmy do skompletowania sprzętu wędkarskiego i zakupu niezbędnych akcesoriów do wędek do metody spławikowej, którą preferuje. Kto jak kto, ale On nie potrzebował długo czasu, aby przypomnieć sobie zasady sporządzania zestawu spławikowego i szybko stał się samodzielny.
Pierwsze wypady nad jezioro, krótko po opłaceniu składek wędkarskich, nie obfitowały w jakieś spektakularne sukcesy. Jednak to co się stało po połowie maja przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Zapamiętane z młodości techniki połowu ryb oraz odpowiednie podejście do wędkowania, w maju skutkowało pięknymi wynikami. Złapane liny i karasie pospolite, od czasu do czasu szczupaczek lub okoń są od tej pory na porządku dziennym. Krzysztof dosłownie wyspecjalizował się w poławianiu linów i karasi. Pobudka przed 3.00 i przed 4.00 nasz zapaleniec jest częstym gościem nad jeziorem. Prosta zanęta lin-karaś, puszka kukurydzy i kilka czerwonych robaków i karasie pospolite 32cm-36cm oraz liny w granicach 34-38 cm są łowione na porządku dziennym.
Sam zaczynam powoli zazdrościć mu takiego szczęścia, wiedzy i takiej smykałki do wędkowania. Kiedy rozmawiamy o wędkowaniu i kiedy tylko spojrzę na niego, widzę ten niesamowity błysk w oczach i wiem, że po prostu patrzę na wędkarza, wędkarza od urodzenia.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama