Reklama

Wędkarze - łączmy się!

08/02/2010 00:16

Witam ponownie. W związku z szerokim odzewem, ale nie do końca takim jakiego się spodziewałem, postanowiłem napisać szerszego posta. Widzę, że wszystkim łatwo przychodzi narzekanie i głoszenie teorii wywrotowych i najlepiej to wogóle dać Wam karabiny a ruszycie na Grabowskiego i świtę :)

Nie o to mi chodzi. Ale zacznę od początku...
Tak więc niedawno jadąc pociągiem przeczytałem październikowy numer "WW" gdzie zamieszczone było krótkie sprawozdanie z XXIX Zjazdu Delegatów oraz wywiady z niektórymi z ZG PZW. I tutaj obudziła moją ciekawość opinia sekretarza ZG PZW Wojciecha Zuszka. Powiedział on, że wielkim sukcesem ostatniej kadencji było to iż ważniejsi teraz byli wędkarze i że prawdopodobnie stało się tak za sprawą internetu, bo ZG zdecydowanie więcej wie co się dzieje w kołach.

Z jednej strony wzbudziło to we mnie niepohamowany entuzjazm, z drugiej zaś smuci fakt, że do tej pory wiedziano o tym w Zarządzie i nic z tą patologią nie zrobiono. Dlaczego używam słowa patologia? Bo zgodnie z ustawą prawo o stowarzyszeniach najwyższą władzą jest walne zgromadzenie członków, które ewentualnie może zostać zastąpione zgromadzeniem delegatów. Funkcję delegata powołoano w celu ułatwienia komunikacji wewnątrz stowarzyszeniai podejmowania decyzji. Jednak delegat nie reprezentuje swoich interesów, tylko okręgu, który go wysyła. Więc zgodnie z wypowiedzią Sekretarza przez lata po cichu akceptowano działanie wbrew ustawie (cytuję: "A bodaj najważniejsze jest to, że przez całą kadencję.... najważniejsi byli wędkarze, a nie działacze...."), z której jasno wynika, że delegaci powinni reprezentować interesy nasze a nie swoje! Ale zapomnijmy o tym.

Myślę, że zamiast się obrażać na cały świat i obsmarowywać wszystkich naokoło, można coś zaproponować, wskazać, w których kwestiach nie podoba nam się obecny stan rzeczy.
ZG musi podjąć dialog, bo złamie statut, a w tym przypadku, nie ma racji bytu. Dlaczego złamie statut? A no dlatego, że jeśli delegaci nie spełniają naszych oczekiwań, to większością mamy prawo domagać się, żeby nas wysłuchano. Procedura wyłaniania delegatów nie przystaje do dzisiejszych czasów i winna być zmieniona. Ale to nasze zadanie, bo musimy się do tego czynnie zabrać. Ponadto trzeba wypracować jakąś propozycję zmian. Nie jałową, ale taką zrodzoną z żywej dyskusji, popartą głęboką analizą. A potem należy tę propozycję przedłożyć Panu Grabowskiemu. Nie musimy się nikogo pozbywać, tylko wypracować drogą dialogu (podkreślam aktywnego dialogu) silniejszą pozycję w dyskusji z ZG. Muszą podjąć dialog, jeśli będzie nas dużo. Nie będą się tego bali, jeśli przedstawimy racjonalny plan reformy Związku, a nie będziemy się odgrażać, że jak byśmy mieli karabiny, to amunicji by zbrakło :)

Przedstawiłem kilka propozycji na forum na tym portalu, ale widzę, że koledzy lubią mieć wszystko na tacy więc umieszczam ten felietonik, z nadzieją, że zostanie on szerzej oceniony i zaproponowane będą jakieś korekty do moich założeń. Jest to zbiór moic pomysłów i na pewno nie wszystkie będą mądre i trafne, ale piszę o nich w trosce o rozwój dyskusji, bo na razie wydaje się ona jałowa- owszem odzew jest, ale piętrzycie przede mną tylko problemy, nie proponując rozwiązań :) Tak być nie może, bo tej sytuacji jesteśmy winni my sami, gdyż przyglądaliśmy się biernie przez lata rozwojowi wypadków. Teraz, zamiast budzić się z ręką w nocniku i ruszać z motyką na słońce, trzeba wywiązać dialog z władzami, których rządy nie do końca nas satysfakcjonują.

Po pierwsze musimy im pokazać jaka jest nasza siła (liczebnie) i jednocześnie, ze jesteśmy gotowi do aktywnego dialogu. Czasy temu sprzyjają, a Związek nie do końca do nich przystaje.
Uważam, że pięty Achillesowej naszego Związku, czyli delegatury się nie pozbedziemy, bo jest to ujęte w ustawie. Ale możemy się domagać zmiany statutu, tak aby delegat, który nie spełnia naszych oczekiwań, nie był spokojny o pierdzenie w stołek do końca kadencji Zarządu, ale był rozliczany co jakiś okres przez wędkarzy.

Koła powinny uzyskać osobowość prawną i przejąć wody. Składka powinna ulec zmniejszeniu i posiadać wydzielone składniki: na administrację, wyczyn, ochronę ogólną wód,badania oraz na zarybienia. Uiszczenie składki zezwalałoby na łowienie w ramach wody, która jest pod opieką mojego koła i przyległych, natomiast będąc gościem na innych wodach uiszczałbym symboliczną opłatę za łowienie (jest to zasadne, bo można by w ten sposób kontrolować i śledzić presję na konkretne wody i równoważyć ją zarybieniami), która nie nadwyrężałaby portfela wędkarza. Można by również usystematyzować sprawę ludzi, którzy nie dysponują funduszami na opłacenie karty. Jest pośród nich mnóstwo rencistów i emerytów, którzy dysponują dużą ilością wolnego czasu. Zamiast robić ich kłusownikami, możnaby poprosić ich o odpracowanie zezwoleń przy pilnowaniu wód (np. poświęcałby jeden dzień w tygodniu na pilnowanie akwenu koła i pobierał wyżej wspomniane, symboliczne opłaty, w zamian za zwolnienie ze składki). Uważam, że trzeba chronić wody wszelkimi możliwymi sposobami, bo bogatsza będzie woda dobrze pilnowana, niż zarybiana, ale intensywnie kłusowana.

Należy również domagać się precyzyjnych i rzetelnych raportów finansowych, a nie zatwierdzanych przez zjazd starannie wyselekcjonowanych danych z działalności Związku. Najlepiej, żeby wydatki były skonfrontowane za pomocą diagramów w kosztami własnymi (administracja) i ogólnie przychodem ze składek oraz działalności rybackiej Związku. W ten sposób jasno i przejrzyście mielibyśmy pokazane co się dzieje z naszymi pieniędzmi. Należałoby również dążyć do planowania na szczeblu centralnym zarybień i gospodarki rybackiej (bo np. rzeki przepływają przez wiele okręgów i działania tego typu muszą być skoordynowane, aby nie zaburzyć równowagi ekosystemu), oraz przesunięcia kosztów administracyjnych nad wody i zminimalizowania ilości biur i siedzib, bo to tylko wyrzucanie pieniędzy.

Można to wszystko osiągnąć, ale należy się bardzo uważnie do tego przygotować, zgromadzić silne argumenty i rozpocząć dyskusję. Jeśli zbierze się nas dostatecznie dużo, to Zarząd nie pozostanie wobec nas obojętny. Dodatkowo, jeśli zrobimy to w tonie pojednawczym, w trosce o nasze wspólne dobro (czyli niech zostaną na stołkach, ale grają z nami w jednej drużynie i do jednej bramki), to uzyskamy consensus.

Tylko musimy zgromadzić silne argumenty i być przygotowani. A ponad wszystko AKTYWNI!!! Jeden z kolegów słusznie zauważył, ze dudnić w klawiaturę i narzekać to jedno, a działać drugie. Zachęcam więc do czynnego udziału w dyskusji w wątku na forum:
http://forum.wedkuje.pl/f,co-sie-wam-podoba-w-pzw-a-co-nie,72211,50.html


Jeśli w końcu się zbierzemy (a widzę, że negatywnych opinii na temat pracy Związku jest w internecie bez liku) to musi się udać. Tylko trzeba ludziom powiedzieć, że się zbieramy.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama