Witam ponownie. W związku z szerokim odzewem, ale nie do końca takim jakiego się spodziewałem, postanowiłem napisać szerszego posta. Widzę, że wszystkim łatwo przychodzi narzekanie i głoszenie teorii wywrotowych i najlepiej to wogóle dać Wam karabiny a ruszycie na Grabowskiego i świtę :)
Nie o to mi chodzi. Ale zacznę od początku...
Tak więc niedawno jadąc pociągiem przeczytałem październikowy numer "WW" gdzie zamieszczone było krótkie sprawozdanie z XXIX Zjazdu Delegatów oraz wywiady z niektórymi z ZG PZW. I tutaj obudziła moją ciekawość opinia sekretarza ZG PZW Wojciecha Zuszka. Powiedział on, że wielkim sukcesem ostatniej kadencji było to iż ważniejsi teraz byli wędkarze i że prawdopodobnie stało się tak za sprawą internetu, bo ZG zdecydowanie więcej wie co się dzieje w kołach.
Z jednej strony wzbudziło to we mnie niepohamowany entuzjazm, z drugiej zaś smuci fakt, że do tej pory wiedziano o tym w Zarządzie i nic z tą patologią nie zrobiono. Dlaczego używam słowa patologia? Bo zgodnie z ustawą prawo o stowarzyszeniach najwyższą władzą jest walne zgromadzenie członków, które ewentualnie może zostać zastąpione zgromadzeniem delegatów. Funkcję delegata powołoano w celu ułatwienia komunikacji wewnątrz stowarzyszeniai podejmowania decyzji. Jednak delegat nie reprezentuje swoich interesów, tylko okręgu, który go wysyła. Więc zgodnie z wypowiedzią Sekretarza przez lata po cichu akceptowano działanie wbrew ustawie (cytuję: "A bodaj najważniejsze jest to, że przez całą kadencję.... najważniejsi byli wędkarze, a nie działacze...."), z której jasno wynika, że delegaci powinni reprezentować interesy nasze a nie swoje! Ale zapomnijmy o tym.
Myślę, że zamiast się obrażać na cały świat i obsmarowywać wszystkich naokoło, można coś zaproponować, wskazać, w których kwestiach nie podoba nam się obecny stan rzeczy.
ZG musi podjąć dialog, bo złamie statut, a w tym przypadku, nie ma racji bytu. Dlaczego złamie statut? A no dlatego, że jeśli delegaci nie spełniają naszych oczekiwań, to większością mamy prawo domagać się, żeby nas wysłuchano. Procedura wyłaniania delegatów nie przystaje do dzisiejszych czasów i winna być zmieniona. Ale to nasze zadanie, bo musimy się do tego czynnie zabrać. Ponadto trzeba wypracować jakąś propozycję zmian. Nie jałową, ale taką zrodzoną z żywej dyskusji, popartą głęboką analizą. A potem należy tę propozycję przedłożyć Panu Grabowskiemu. Nie musimy się nikogo pozbywać, tylko wypracować drogą dialogu (podkreślam aktywnego dialogu) silniejszą pozycję w dyskusji z ZG. Muszą podjąć dialog, jeśli będzie nas dużo. Nie będą się tego bali, jeśli przedstawimy racjonalny plan reformy Związku, a nie będziemy się odgrażać, że jak byśmy mieli karabiny, to amunicji by zbrakło :)
Przedstawiłem kilka propozycji na forum na tym portalu, ale widzę, że koledzy lubią mieć wszystko na tacy więc umieszczam ten felietonik, z nadzieją, że zostanie on szerzej oceniony i zaproponowane będą jakieś korekty do moich założeń. Jest to zbiór moic pomysłów i na pewno nie wszystkie będą mądre i trafne, ale piszę o nich w trosce o rozwój dyskusji, bo na razie wydaje się ona jałowa- owszem odzew jest, ale piętrzycie przede mną tylko problemy, nie proponując rozwiązań :) Tak być nie może, bo tej sytuacji jesteśmy winni my sami, gdyż przyglądaliśmy się biernie przez lata rozwojowi wypadków. Teraz, zamiast budzić się z ręką w nocniku i ruszać z motyką na słońce, trzeba wywiązać dialog z władzami, których rządy nie do końca nas satysfakcjonują.
Po pierwsze musimy im pokazać jaka jest nasza siła (liczebnie) i jednocześnie, ze jesteśmy gotowi do aktywnego dialogu. Czasy temu sprzyjają, a Związek nie do końca do nich przystaje.
Uważam, że pięty Achillesowej naszego Związku, czyli delegatury się nie pozbedziemy, bo jest to ujęte w ustawie. Ale możemy się domagać zmiany statutu, tak aby delegat, który nie spełnia naszych oczekiwań, nie był spokojny o pierdzenie w stołek do końca kadencji Zarządu, ale był rozliczany co jakiś okres przez wędkarzy.
Koła powinny uzyskać osobowość prawną i przejąć wody. Składka powinna ulec zmniejszeniu i posiadać wydzielone składniki: na administrację, wyczyn, ochronę ogólną wód,badania oraz na zarybienia. Uiszczenie składki zezwalałoby na łowienie w ramach wody, która jest pod opieką mojego koła i przyległych, natomiast będąc gościem na innych wodach uiszczałbym symboliczną opłatę za łowienie (jest to zasadne, bo można by w ten sposób kontrolować i śledzić presję na konkretne wody i równoważyć ją zarybieniami), która nie nadwyrężałaby portfela wędkarza. Można by również usystematyzować sprawę ludzi, którzy nie dysponują funduszami na opłacenie karty. Jest pośród nich mnóstwo rencistów i emerytów, którzy dysponują dużą ilością wolnego czasu. Zamiast robić ich kłusownikami, możnaby poprosić ich o odpracowanie zezwoleń przy pilnowaniu wód (np. poświęcałby jeden dzień w tygodniu na pilnowanie akwenu koła i pobierał wyżej wspomniane, symboliczne opłaty, w zamian za zwolnienie ze składki). Uważam, że trzeba chronić wody wszelkimi możliwymi sposobami, bo bogatsza będzie woda dobrze pilnowana, niż zarybiana, ale intensywnie kłusowana.
Należy również domagać się precyzyjnych i rzetelnych raportów finansowych, a nie zatwierdzanych przez zjazd starannie wyselekcjonowanych danych z działalności Związku. Najlepiej, żeby wydatki były skonfrontowane za pomocą diagramów w kosztami własnymi (administracja) i ogólnie przychodem ze składek oraz działalności rybackiej Związku. W ten sposób jasno i przejrzyście mielibyśmy pokazane co się dzieje z naszymi pieniędzmi. Należałoby również dążyć do planowania na szczeblu centralnym zarybień i gospodarki rybackiej (bo np. rzeki przepływają przez wiele okręgów i działania tego typu muszą być skoordynowane, aby nie zaburzyć równowagi ekosystemu), oraz przesunięcia kosztów administracyjnych nad wody i zminimalizowania ilości biur i siedzib, bo to tylko wyrzucanie pieniędzy.
Można to wszystko osiągnąć, ale należy się bardzo uważnie do tego przygotować, zgromadzić silne argumenty i rozpocząć dyskusję. Jeśli zbierze się nas dostatecznie dużo, to Zarząd nie pozostanie wobec nas obojętny. Dodatkowo, jeśli zrobimy to w tonie pojednawczym, w trosce o nasze wspólne dobro (czyli niech zostaną na stołkach, ale grają z nami w jednej drużynie i do jednej bramki), to uzyskamy consensus.
Tylko musimy zgromadzić silne argumenty i być przygotowani. A ponad wszystko AKTYWNI!!! Jeden z kolegów słusznie zauważył, ze dudnić w klawiaturę i narzekać to jedno, a działać drugie. Zachęcam więc do czynnego udziału w dyskusji w wątku na forum:
http://forum.wedkuje.pl/f,co-sie-wam-podoba-w-pzw-a-co-nie,72211,50.html
Jeśli w końcu się zbierzemy (a widzę, że negatywnych opinii na temat pracy Związku jest w internecie bez liku) to musi się udać. Tylko trzeba ludziom powiedzieć, że się zbieramy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze