W czasie urlopu prawie codziennie wybieram się z żoną na jezioro powędkować i odpocząć . Pogoda sprzyja,temperatura w cieniu dochodzi do 29 stopni C.Brania są różne i o różnej porze. Przeważnie zaczepiają się wzdręgi i płotki. Zanęcam już od dwóch miesięcy (grochem, kukurydzą i łubinem) na lina i karpia. Marzę o amurze. Kilka lat temu połamał mi wędkę. Jest 13.07.10r. godz.13.00 jesteśmy nad wodą na kładce mamy zarzucone wędki i czekamy na wymarzoną rekordową rybę. Jest bardzo ciepło , korzystamy z promieni słonecznych i lekkiego chłodu, który daje woda i cień od drzew .
Kiedy nie można już wytrzymać od upału biorę łódkę i żonę i płyniemy na drugą stronę jeziora popływać. Po ochłodzeniu wracamy na kładkę. Od czasu do czasu skubnie mała rybka. Ja mam założoną na haczyk kukurydzę i dwa białe robaki, a żona pszenicę gotowaną. Postanowiłem jeszcze przygotować zanętę na karpia i rzucić kilka kulek. O godz.14.30. mam branie na bata, bardzo mocno ciągnie na środek jeziora, bałem się że zerwie bo przypon mam tylko 0.14. Po kilku minutach z pomocą żony wyciągnęliśmy karpia na kładkę, miał 42cm.
Siedzieliśmy do godz.21.00 nie było już żadnych brań. Do tej pory na urlopie złowiłem 3 szt. lina o wymiarach 52cm. 42cm. 41cm ,karpia 42cm. , leszcza 40cm. no i drobnicę . Żona kilka ładnych okoni i lina 36cm.Dzisiaj z kolegą wybieramy się na noc na suma.
Komentarze