Niedziela, wstaję z łóżka i spoglądam za okno - pogoda w miarę. Chmury, wiatr, chłodno ale najważniejsze, że nie pada. Na termometrze tylko 2 stopnie Celsjusza, wiatr najgorszy możliwy - wschodni, zimny. Ciśnienie stałe - 1015 hPa. Pomyślałem, że czas najwyższy wystartować w tym sezonie. Po 30 minutach już siedziałem zapakowany w samochodzie. Po dojechaniu nad rzekę Ruda poniżej Zalewu Rybnickiego trochę się zdziwiłem.
O godzinie 8 rano nad wodą najlepsze stanowiska oczywiście były już zajęte. W drodze na upatrzone wcześniej stanowisko spotkałem dwóch wędkarzy, których bardzo często spotykam nad tą rzeką. Zapytałem czy coś już zacięli - tylko się uśmiechnęli i machnęli ręką. Doszedłem na stanowisko, moim oczom ukazał się smutny widok - niski stan wody.

No ale jak już przyjechałem, zatargałem wszystkie graty na miejsce to pomyślałem że siadam. Od razu wpakowałem się po kostki w błoto, muł i szlam naniesiony przez wodę. No ale rozstawiłem podpórkę pod wędkę, zmontowałem zestaw do bata, po gruntowałem i w końcu! Białe na hak i zestaw do wody! Rozrobiłem zanętę z ziemia bełchatowską i delikatnie podnęciłem. Zestaw ustawiłem idealnie na styku nurtu i prądu wstecznego i czekałem na reakcję. Niestety, wszyscy którzy przechodzili mówili, że dziś obeszli się tylko nadzieją. Siedziałem przez bite 4 godziny i ani spławik nie drgnął Może to przez pogodę, może to przez niską wodę, a może jeszcze za wcześnie.. Nie wiem ale za to bobry szaleją w najlepsze. Wkoło leżało sporo podgryzionych i poogryzanych z kory gałązek wierzby.
W najbliższą niedzielę planujemy wypad nad nie znaną mi wodę pogruntować. Może wtedy będzie coś do napisania - ale na pewno będzie nagranie na naszym kanale na YouTube!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze