Moje pierwsze spotkanie z Zalewem Solińskim !!!!!
Marzeniem moim od dzieciństwa było WĘDKARSTWO ! Jako mały chłopiec próbowałem łowić ryby, lecz były to tylko próby z marnym efektem. Obiecywałem sobie, że kiedy będę dorosły, zrealizuję te marzenia. Chciałem poznawać tajniki przyrody, życie ryb i metody ich połowu, ale nie zawsze człowiekowi udaje się to o czym marzy. Dorosłe życie nakłada na nas nie tylko przyjemności, ale także obowiązki. Praca zawodowa, rodzina, dzieci - ot dorosłość jak u wielu innych ludzi. Z przyczyn ekonomicznych wyjechałem do pracy za granicą, lecz i tam ciągle myślałem o swojej pasji. Będąc na urlopie w Polsce od czasu do czasu łowiłem ryby na łowiskach komercyjnych karpie, lecz to nie dawało mi pełnej satysfakcji, a może nawet z czasem żadnej. Karpie brały i praktycznie moja rola sprowadzała sie do wyciągania ryb z wody za pomocą mocnego i topornego sprzętu. Obiecywałem sobie, że kiedy przejdę na emeryturę, zacznę łowić jak prawdziwy wędkarz na innych wodach, które wysoko podnoszą poprzeczkę w zakresie połowów.
W b,r, przechodzę na emeryturę i wolny czas postanowiłem poświęcić wędkarstwu. W tym celu, aby zgłębiać temat zalogowałem się na portalu "wedkuje.pl" i stąd zacząłem zapoznawać się z tajnikami tej wspaniałej pasji.
Zacząłem od wstąpienia do koła PZW. Po zdaniu egzaminu otrzymałem kartę wędkarską.
Przeglądając portal, natrafiłem na blog wędkarski Kolegi.Kazimierza, gdzie znalazłem obszerne felietony na temat Soliny poparte wieloma fotografiami umieszczonymi w galerii.
Urzekło mnie to jezioro od razu. Piękne góry i dużo wody w uroczych odnogach i zatoczkach. Idealne miejsce do wędkowania i odpoczynku na emeryturze.
Także poprzez portal, poznałem w okresie zimowym wędkarza, który rokrocznie łowi ryby na tym zbiorniku. Kolega ten zaprosił mnie do odwiedzenia go nad tym jeziorem. Korzystając z wolnego, postanowiłem odwiedzić Go. Jadąc tam miałem mieszane uczucia, bo w końcu to obcy człowiek i nie wiadomo jak ułożą się relacje między nami. Bieszczady przywitały mnie fatalną pogodą. Nieustanny deszcz i mgła, ograniczały piękne widoki, ale to co ujrzałem zafascynowało mnie i fascynuje do dzisiaj ! Kolega przyjął mnie serdecznie i ciepło, bardzo szybko się dogadaliśmy i zaprzyjażnili, ponieważ połączyła nas ta sama pasja. Ponieważ byłem tylko trzy dni, ze względu na pogodę nie mogliśmy wybrać się na ryby, co było jedynym mankamentem tego spotkania. Kolega doradził mi w jaki sprzęt się zaopatrzyć, udzielił mi również wielu rad dotycząch wędkowania. Czas szybko płynął i niestety musiałem wracać do domu i pracy. Jak się rozwinęła nasza przyjażń i moje dalsze losy w Bieszczadach spróbuję opisać w następnym felietonie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze