Cały tydzień mnie nosiło zwłaszcza po wiadomościach od Józka ze bawi się świetnie na "naszym" nowo odkrytym łowisku więc plan na niedzielę gotowy.
Rano na wybory, po ciepłym śniadanku i kawce,potem trzeba uderzyć do Hajnela i co najważniejsze trzeba użyć wszelkich możliwych argumentów by wyciągnać go nad wodę co w końcu się udało,tak więc gdzieś około trzynastej jesteśmy na "byłej cynkowni...Do wody poszło wszystko co było w zapasie,gdzieś po pół godzinie mam konkretne pobicie na wahadło wireksa ale spinka niestety,zresztą po tych kilku sekundach holu oceniam potencjalną ofiarę na góra pięć dyszek -Hajnel nie ma nic i nadal biczuje swoją miejscówkę gdy ja w tym czasie odwiedzam płyciznę ,rzut i? zestaw na wierzbie.Nowy wolfram ,nowa guma i zaczep czyli dwa zero dla wody...zapinam ostatni przypon i patrzę w pudło-padło na żółtego twisterka na główce 5gram,parę rzutów i wisi maleństwo coś około trzech dyszek który pod samym brzegiem sam się spina. Korci mnie wierzba na przeciwleglym brzegu - rzut i trzeci zestaw ląduje metr za daleko,Goły i wesoły idę do Hajnela lecz u niego też posucha choć straty mniejsze.
Postanawiamy wracać z przesiadką i mając pół godzinki po drodze zaliczamy pewną uroczą knajpę urządzona w stylu retro, na widok zgromadzonych tam rekwizytów łza sie w oku zakręciła (cOŚ TAM NA FOTACH) stare kasprzaki , szpulowe arie ,opusy,no i tosca303-ZABRAKLO JEDYNIE BAMBUSA i kołowrotka z czasow jedynie słusznych :-) a czulibyśmy się jak w wehikule czasu.
Ogólnie wypad pod względem wędkarskim był mierny a w moim przypadku wybitnie sprzęto-koszący ale reszta wypadu całkiem przyzwoita :-)tym bardziej że miałem okazję poznać przyjaciela Ryśka Riedla którego też sam miałem okazję poznać.Czasem to co około wędkarskie bywa nadzwyczaj cenne i jakby właśnie nie ta pasja to może to spotkanie byłoby nie osiągalne.a co do ryb-może odbicie za tydzień :-) tym razem mam nadzieję że wolframów mi nie zabraknie :-) a i podmuchy
wiatru nię będą robiły mi pod górkę, mam zamiar przeczesać wodę pływającym wobkiem z grzechotką i to właśnie pod tymi wierzbami - jest tylko mały problem bo odwiedziłem wszystkie okoliczne \\\"wędkarsko zoologiczne\\\" i ta przynęta jest niedostępna a często nawet nie znana personelowi... za to do karpiarzy jest wszystko tak jak i gadżety i karmy dla miłośników yorkszupów które ktoś chyba przez pomyłkę nazwał psami :-)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze