Przepiękna czerwcowa noc rozgwieżdżone niebo złoty sierp księżyca przeglądający się w na pozór leniwie płynącej rzece płomienie ogniska i dym unoszący się niemal prostym słupem do nieba. Wędki gruntowe z dzwoneczkami na szczytówkach rozstawione a my siedzimy przy ognisku i wspominamy minione lata spędzone nad tą rzeką lata, przez które przeżyliśmy setki wędkarskich przygód setki sukcesów i setki porażek masę wspaniałych ludzi poznanych tu nad tą wodą ludzi, których zawsze o każdej porze roku można było tu spotkać a których już niema. Około północy towarzysz moich wędkarskich wypraw Waldek kładzie się spać w kamperze a ja po raz kolejny obchodzę nasze wędki z trupkami na haczykach, których dzwonki milczą zawzięcie. Mijają kolejne godziny,gwiazdy na niebie powoli bledną to znak, że zbliża się świt. Budzę Waldka, bo najwyższy czas zwinąć nocny sprzęt i zająć zanęcone wcześniej dzienne miejscówki. Mój kompan zwija swoje wędki, z których pierwsza jest nie ruszona a trupek na drugiej jest dziwnie pokiereszowany zupełnie tak jakby dobierał się do niego rak. Kończyłem właśnie zwijać pierwszą swoją wędkę, gdy dzwonek na drugiej delikatnie zadzwonił i ucichł. Cichutko podchodzę do kija, wyjmuję go z stojaka i.......Pierwsze, co usłyszałem to plusk uciekającej drobnicy i dźwięk dzwonka zmieszany z dźwiękiem jazgotu sprzęgła kołowrotka. Kij bardzo mocno wygięty sprzęgło kołowrotka ustawione prawie na maxa,a TO COŚ na końcu żyłki prze w dół rzeki bez żadnych odjazdów czy zrywów,zupełnie tak jak bym zaczepił o olbrzymią kłodę spływającą z nurtem. Ryba wybrała 150m żyłki 0,35 urwała ją i zostawiając mnie z głupią miną odpłynęła.Biorąc pod uwagę rodzaj przynęty(martwy kiełb),siłę ryby i sposób jej zachowania,nie mieliśmy wątpliwości, że to był imć pan sum i nie żal, że go nie wyholowałem, że porwał żyłkę, ale żal, że nie dane było mi go zobaczyć.
Komentarze