Po nocnych połowach wędkarz wraca do domu bez ryb i z progu krzyczy do żony: -Wiesz kochanie miałem wielkiego pecha! !!!! Zarzuciłem wędkę ryba podpłynęła do przynęty...... dotknęła nosem robaka............ Już miała otworzyć pyszczek i chwycić przynętę.................... - i co? - Robak był szybszy. - Nie rozumiem !!! - No wiesz, w mgnieniu oka pożarł ją, nicpoń!
Trzej koledzy karpi-arze spotykają się w poniedziałek w pracy: - W sobotę byłem na Woświnie i złapałem karpia 4kg - mówi pierwszy - Co to za wynik ? - śmieje się drugi. - Ja w sobotę na Warcie wy-haczyłem karpia 10 kilo!! - Nie wiem gdzie wy jeździcie na te ryby, że takie małe łapiecie - śmieje się trzeci - bo ja w sobotę na Wysoli walczyłem z karpiem 30 minut. Połowa Ińska podziwiała hol, a inni wędkarze przerwali łowienie, by obejrzeć moje trofeum - Karpia 20 kg!!! - Po chwili milczenia odezwał się pierwszy: - Panowie następnym razem opowiadam ostatni.
Kto to jest optymista? - To wędkarz, który postawił patelnie na gaz przed wyjściem na ryby.
Spotyka się dwaj wędkarze. - Co u Ciebie nowego, Kaziu - pyta jeden. - Aaa... żona mi nie pozwala jeździć na ryby - odpowiada Kazik. - Ale nie o to pytam, pytałem: co nowego?
Wędkarz chwali się koledze: - Wczoraj złapałem lina, który ważył pięć kilo. Z dżdżownicą czy bez?
Wędkarz wyciągnął rybę z wody, która jeszcze szamocze się na haczyku. Przechodząca obok kobieta pyta: - Czyż nie sprawia jej pan bólu, iż ją pan wyciąga ? - Ależ nie! Widzi pani, że ona merda ogonem.
Komentarze