Jest 10 maja niedziela. W gronie rodziny i znajomych jesteśmy na przyjeciu komunijnym chrześniaka mojej żonki. Jak to na ogół bywa w gronie damsko męskim rozmowy musiały zejśc na tory wędkarskie tym bardziej, że wśród gości ja, szwagier Mariusz oraz jego kuzyn Leszek to wędkarze. Leszek zadzwonił do kolegów, którzy byli właśnie nad Pilicą w okolicach Michałowa pod Warką. Krótka rozmowa - co i na co i już wiemy. Tam ryba bierze. Koledzy złowili kilka ładnych jazi. Spojżenia po sobie i już wiem, że jutro może we wtorek sprawdzimy Pilicę pod Spałą. Mariusz i Leszek to wytrawni wędkarze preferujący metodę przepływanki. Przed wieczorem po powrocie z uroczystości - telefon. Mariusz dzwoni z propozycją aby zabrać nasze panie na przedwieczorny spacer aby spalić to co wtłoczyliśmy do naszych żołądków. Panie miały swoje tematy a my jak to bywa w gronie wędkarzy ustawka na wtorek na ryby. Jeśli biorą pod Michałowem czemu nie u nas. Termin - po pracy. Zadania podzielone. Mariusz wraca z pracy o 14.00 więc przygotuje zanęte, a że ja kończę o 15.30 jestem kierowcą. I tak we wtorek za pięć czwarta odpaliłem "Poldka" i jazda do Spały. Pojechaliśmy na zakręt na tzw. podkowie. Przy wypakowywaniu sprzętu Mariusz wypatrzył na polnej drodze w łąkach na Simsonie Leszka. Był zbyt daleko aby go zawołać. Nad wodę trzeba przejść przez gęste krzaki, więc przedzieramy się i jesteśmy nad wodą. Rozglądamy się po brzegu i rozmawiamy o skutkach wysokiej wody. Widać było po strzępach trawy i śmieciach zawieszonych na gałęziach jaki tędy szedł żywioł. Rozstawiamy się na prostej, która jest po wyjściu z zakrętu z dośc dużym uciągiem spowalnia i tworzy ładny, długi kanał. Woda ładna, grunt ok. 3 metry spławik 6 g, żyłka 0,18, haczyk 10. Wszystko super, tylko strasznie wieje. Plus jest taki, że jego podmuchy łagodzą gałęzie. Mariusz poszedł w górę i rzucił do wody kilka kul zanętowych. Wędki w ruch. Pierwsze puszczenia zestawu i mam delikatne puknięcie . Przycinam i czuję tylko przytrzymanie robaków przez jakąś małą rybę. Sprawdzenie zestawu i tak jak myślałem. Pinki są ruszane. Dobra nasza mówię do szwagra, coś się dzieje. Guzik, w tym momencie mógłbym zakończyć swój opis wypadu na wiosenną przepływankę. Nic, zero, null nawet najmniejszego przytrzymania. Pocieszeniem może być to, że widziałem w wodzie dużego bolenia, mógł mieć jakieś 60 - 70 cm. Pozostało nam zrobić małą sesje zdjęciową aby zapisać wyjazd i do domu. Przy wyjeździe na drogę krajową pod Spałą doganiamy Leszka mały postój i wrażenia. On stał jakiś kilometr poniżej nas. Sytuacja podobna nawet brania. Przybiliśmy piątkę i do domu, może następnym razem będzie lepiej.
Komentarze