Reklama

Wiosenne spotkanie

04/04/2012 16:28
Dwa tygodnie temu zadzwonił do mnie V-ce prezes ds. sportu kol. Jurek z informacją- Zostałeś wytypowany do udziału w towarzyskich zawodach drużynowych „Witaj Wiosno” na łowisku Deszczownia w Iwnie dnia 31.03. Co ty na to?

Propozycja kusząca, wiele słyszałem o tym łowisku, nie miałem okazji jeszcze tam wędkować, ale- no właśnie- termin zawodów zbiegł się z okrągłą rocznicą moich urodzin. Krótki namysł, imprezka przecież dopiero po południu więc dlaczego nie. Regulamin zawodów wyglądał atrakcyjnie, według synoptyków pogoda powinna być znośna więc efekty powinny być.

A gdzie zasięgnąć wiedzy odnośnie zbiornika?- pozostał internet no i oczywiście telefon do Katarzyny, naszej skarbniczki, która w niejednych zawodach tego typu brała udział- w tych również. Dominująca ryba to karp, amur, trafia się leszcz, płotka, karaś a ponoć nawet sum. No, mówię sobie- jeżeli zawody to obowiązkowo bacik 7 i 8 metrów z odpowiednio wytrzymałą gumą oraz solidnymi zestawami (karpiki do 2,5 a nawet do 3 kg. tymi zestawami bez problemu da się wyjąć), obowiązkowo odległościówka z mocniejszym zestawem- tak na wszelki wypadek, wyczynowy podbierak na długiej, teleskopowej sztycy, siatka i wszystkie inne drobiazgi w wędkarskiej torbie. Zanęta- oto cały problem- jaka? Wybór padł na zanętę poczciwego Trapera o nazwie „karpiowate”, do tego ziemia bełchatowska w proporcji pół na pół oraz „mięsko”- pinka, barwione „dzikuny”- czyli białe robaki oraz posiekana dendrobena.

Zanętę skomponowałem w piątek wieczorem w domowym zaciszu, odpowiednio nawilżyłem, odczekałem 1,5 godziny oraz przetarłem przez sito. Swojego czasu kombinowałem z różnymi dodatkami do zanęt- jako że normę zanęty na zawodnika ustalono na 10 litrów a zostało jeszcze troszkę miejsca- po uwzględnieniu miejsca na „mięsko”- dodałem najzwyklejszą mieszankę śniadaniową Musli, a weszło tego prawie pół torby. Obowiązkowym punktem wyjazdu na ryby jest u mnie prognoza pogody o 20 w Wiadomościach- zmroziło mnie, duży spadek ciśnienia, temperatura ok. 5 stopni, wiatr co prawda zachodni ale porywisty, opady deszczu, gradu i co tam jeszcze może pod koniec marca spaść z chmur, słowem pogoda zdecydowanie na NIE. Około 20 zadzwoniła Katarzyna z pytaniem czy mogę jej wytłumaczyć jak tam dojechać- no pewnie, często jeździłem na Jezierce a to przecież po drodze. Śmiechu było na drugi dzień co niemiara- Katarzyna trafiła na łowisko jak po sznurku a ja oczywiście przejechałem zjazd (ach te remonty). Meldujemy się w sobotę przed 7.00 na miejscu zbiórki- pogoda jak na razie spokojna, nie pada. Krótkie powitanie przez organizatorów- Koło PZW Skoki, losowanie stanowisk w sektorach i można rozejść się na stanowiska. Zawodnicy przygotowują swoje stanowiska, rozkładają platformy, stojaki itp. Przez myśl mi przeleciało „co ja tutaj robię?”- parada marek Colmic, Cralusso, Sensas, firmowe kurtki itp. gadżety włącznie z walkie talkies, a ja ze swoimi Jaxonami, fotelikiem karpiowym i aluminiowymi podpórkami do wędzisk – ano, zobaczymy. Dokładnie wygruntowałem łowisko, porozkładałem się na swoim „gospodarstwie”, przygotowałem kule zanętowe- udało się bez dowilżania. Na pierwszy ogień idzie niezawodny bacik 7, główna żyłka 0,20, przypon 0,18, haczyk 10.Sygnał do nęcenia ciężkiego- kule które polepiłem z dodatkiem robactwa lądują precyzyjnie w zasięgu zestawu, nie oszczędzałem na ilości- prawie ¾ zanęty ląduje w łowisku, jak się później okazało było to trafne posunięcie. Zestawy tak wygruntowałem aby przynęta delikatnie leżała na dnie lub go tylko muskała. No, jest sygnał do łowienia, zestaw ląduje w wodzie i natychmiast jest zdecydowane branie, zacięcie i leszczyk ok. 20 cm ląduje w siatce, po nim następny i jeszcze jeden. Zaraz, zaraz- a gdzie większe? Zakładam na haczyk pęczek pinki, zarzucam zestaw i natychmiast branie ale takie jakieś delikatne, lekkie przesunięcie spławika, drobnica myślę- poczekam na kolejne branie i zobaczymy. Za chwilę spławik znowu delikatnie drgnął i w tym momencie zaciąłem- nie wiem kto był bardziej zdziwiony- ja czy ryba- amurek dobrze ponad 0,6 kg. ląduje w siatce i tak przez ponad 2 godziny. Pogoda zaczęła pokazywać swoje „pazurki”- zerwał się porywisty wiatr, zaczął padać deszcz, śnieg, grad, zarzucanie zestawu groziło złamaniem bacika ale od czego odległościówka? Żyłka główna o,22, przypon taki sam jak na baciku, ten sam grunt i co- i NIC, zero brań, ani skubnięcia! Oj, uczy wędkarstwo pokory…. Wracam do bacika, rzut i natychmiastowe branie- karpik ok. 1,5 kg ląduje w podbieraku, kolejny pęczek tym razem białych, barwionych robaków- znowu delikatne branie, zacięcie i odjazd, spokojny, jednostajny, z siłą ciągnika- nie do zatrzymania- tym razem wygrała ryba- zabrała cały zestaw, jak swój, wraz z gumą….. W trzeciej godzinie trochę donęcam, tym razem , jako że czasu coraz mniej uruchamiam bacika 8 metrów- zestaw ciut mocniejszy jak na siódemce- tym razem z gruntu ani drgnie, zmniejszam więc grunt o 5 cm, zestaw zarzucony i znowu super delikatne branie- zacinam i karp około 2,5 kg. ląduje w podbieraku a za nim dwa trochę mniejsze. Minutę przed końcem zawodów zameldował się ostatni amurek. Czekamy na komisję sędziowską, jako że zawody na żywej rybie- ważenie odbywa się na stanowisku, połów wraca do wody. Jestem zdziwiony że mam problem z wyjęciem siatki, po zważeniu okazało się że osiągnąłem wynik 21,04 kg. Po ogłoszeniu wyników okazuje się że wygrałem sektor, drugi zawodnik osiągnął wynik około 12,00kg. A wszystko było w poprzek- pogoda (chociaż pod koniec zrobiło się ładnie), ciśnienie- dobrze że dopisały rybki. Takiego rozpoczęcia sezonu zawodniczego życzę wszystkim startującym w zawodach, obojętnie jakiej rangi. Pozdrawiam.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama