Reklama

Wiosna z karasiem w Jankowicach

27/04/2009 19:51
Wiosna z karasiem w Jankowicach

Jak zawsze po powrocie (10 kwietnia) z Hitry w Norwegii i intensywnym 2-tygodniowym łowieniu, mam przesyt wędkarstwa. Jestem po prostu wędkarsko zmęczony. Dopiero w sobotę 25 kwietnia po raz pierwszy w tym sezonie (nie zimowym), wybrałem się na ryby do Jankowic. Jest to kanał na Wiśle. Łowisko należące do PZW okręg katowicki.

Od kolegów dowiedziałem się o żerującym karasiu i to przesądziło, że wędkarska pasja pozwoliła zapomnieć o zmęczeniu z Norwegii. Wyruszyłem o godzinie 5 rano, zabierając ze sobą dwa delikatne feedery ze szczytówkami o akcji do 20 gram. Łowienie metodą gruntową na drgającą delikatną szczytówkę zawsze sprawia mi dużą frajdę. Wiedząc, że na tym łowisku, szczególnie w godzinach rannych, zapiąć można dużego karpia, jedną z wędek uzbroiłem w przypon z plecionki 0,14mm długości 20 cm z hakiem nr 8.

Drugi zestaw to przypon z żyłki 0,12mm długości 30 cm z hakiem nr 14. Do obydwu zestawów zastosowałem 40 gamowe koszyczki zanentowe z antysplontaniowymi rurkami. Jako zanętę zastosowałem karasiowo-linowego trapera z dodatkiem pinki. Na haki zapinałem po 2, 3 białe robaki lub pinki. Obydwa zestawy rzucane były na tą samą odległość (ok. 25 m). Odległość między nimi wynosiła zaledwie 2 do 3 metrów. Zaraz po zarzuceniu nastąpiły pierwsze brania, ale tylko na zestaw z żyłką 0,14mm i hakiem nr 14. Od godziny 6 rano do 9 złowiłem ok. 8 kg karasi, ale w 90 % na ten delikatny zestaw. W tej sytuacji, aby przekonać się, co do skuteczności właściwie dobranego zestawu, postanowiłem zestaw z plecionką zmienić na identyczny leki zestaw z żyłką 0,12mm i hakiem nr 14.

Od tej pory brania były naprzemienne w stosunku ok. 50 % na wędkę. Tak więc, pomimo intensywnego żerowania karasi, okazało się jak ważną rzeczą jest właściwy dobór zestawu. Łowiłem do godziny 13, wyciągając ok. 15 kg karasi (największy 42 centymetrowy, większość to karasie od 25 do 35 cm), 40 cm lina i kilka płoci. W miarę postępującego czasu brania były coraz słabsze.

Pomimo, że oprócz łowienia, lubię także przyrządzać potrawy z ryb i je jeść, (czego nigdy nie ukrywam) wszystkie ryby, prócz lina, wróciły w dobrej kondycji do wody.
Jak na pierwszą wyprawę w sezonie, uważam ją za bardzo udaną.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama