Przy okazji zajączkowych zakupów wędkarskich wpadło mi w oko maleństwo firmy, którą się dotychczas muszę przyznać mocno się nie interesowałem. Wpadła mi w oko ta przynęta, gdyż pomimo, że maleństwo to mocno rzucało się w oczy pośród innych przynęt rozwieszonych na ścianie za ladą. Ciemny korpus, na czyste jeszcze wiosną wody, mówi e będzie jak w sam raz.
Dopiero po powrocie do domu i przejrzeniu internetowych stron natrafiłem na informację, która potwierdziła trafność wyboru i dodatkowo podniosła mnie na duchu. Okazało się bowiem, że są jeszcze firmy, które są w polskich rękach i które potrafią wykorzystać wędkarskie doświadczenia właścicieli w projektowaniu pięknych i skutecznych przynęt.
Mowa tu o firmie Dorado, która powstała w 1997 roku, a jej założycielami byli Wiera Jankowska i Darek Małysz. W okresie firma ta przekształciła się w spółkę Dorado-Triada Fishing i tak zostało do dnia dzisiejszego.
Powróćmy jednak do naszego cacka jakim jest pozyskany woblerek Dorado Alaska. Alaska pochodzi z całej grupy pękatych, agresywnie pracujących woblerków rzecznych.
Czarna tonąca Alaska ze srebrnymi pręgami na grzbiecie o długości 3,5 cm , dzięki swojej wadze 6g, umożliwia przy swoich niewielkich rozmiarach, całkiem dalekie rzuty i schodzi przy spinningu na głębokość 1,2m i nawet do 1,8m podczas trollingu. Podczas pracy nawet przy małym uciągu, odpowiedni kształt woblerka i steru zapewnia dynamiczną pracę. Imitacja chrząszcza wydaje się być wprost wymarzona.
Jak zapewnia producent woblerki Dorado są ręcznie wykonywane i indywidualnie testowane, co zostało ładnie udokumentowane na stronie internetowej firmy. Ruszymy z Dorado na wiosenne klenie i jazie jak tylko skończy się zima tej wiosny, a przynajmniej jak pogoda pozwoli na swobodny dostęp do wody.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze