Reklama

Woblery Dorado

19/06/2015 12:11

Woblery Dorado podobnie jak i Salmo były jednymi z pierwszych firmówek jakie zagościły w moich pudełkach (moje pierwsze trzy woblery marki Rapala jakie dostałem od Ojczulka dawno zaginęły w nurtach Podkarpackich rzek). Jako że Ich twórca Darek Małysz tworzył je pod ryby i rzeki na których i ja łowiłem więc szybko przypadły mi do gustu. W chwili obecnej oferta firmy jest dość bogata na każdą właściwie wodę i wszystkie gatunki drapieżników z naszych wód choć niektóre modele sprawdzają się również świetnie na tzw. „białorybie”.

Łowię właściwie tylko w podgórskich rzekach więc modele które wybieram dopasowuję do swojej wody. Gatunki z którymi mam najczęściej do czynienia to klenie, świnki, pstrągi a czasami jazie, brzany i szczupaki. W okresie jesienno-zimowym używam głównie modeli Classic, Invader, Stick, Blagier (mój kiler na małych rzeczkach i miejscówkach z krótkim a głębokim dołkiem) i czasami Alaska 3,5 cm. Te modele sprawdziły mi się już wielokrotnie na Wisłoku, Wisłoce i Sanie. Wiosenno-letnie to przede wszystkim Alaska 2,5cm, Beetle 3, Frog, Magic i jeżeli łowię na zarośniętych zbiornikach a takie lubię to Dead Fish którego prowadzę podobnie do poppera. Oczywiście dobór modeli podałem biorąc pod uwagę częstotliwość ich zastosowania w danej porze roku co wcale nie znaczy, że zimą nie zapinam małej Alaski a w lecie nie spróbuje obstukać kamieni w rynience Invaderem. Wybór kolorystyczny szeroki i każdy podejrzewam mógłby znaleźć coś w swoim guście i dopasować go pod swoje wody i gatunki ryb, które są pokarmem drapieżników. Ja w 99% używam tych w kolorach naturalnych które najbardziej przypominają te rybki, które mogą stać się łupem drapieżników lub ewentualnie wzbudzić zainteresowanie świnki bądź brzany.

Reklama

Co do modeli Drunk, Essox, Lake, Scout, Tender i Wizard się nie będę wypowiadał bo ich po prostu nie używałem choć Splash Pop pewnie dołączy do pozostałych z ciekawości jak będzie kusił szczupaki na kilku niewielkich zbiornikach które mam w pobliżu.

Jestem zagorzałym zwolennikiem woblerów hand made, ale o ile mam w pudełku kilka bezcennych pewniaków to na nieznanej lub podniesionej wodzie biorąc pod uwagę ewentualną stratę na zaczepie to w pierwszej kolejności zapinam na agrafce sprawdzoną firmówkę. Bezsprzeczną zaletą tego typu woblerów jest ich „powtarzalność” i wiem, że rwąc jednego mogę założyć takiego samego lub ewentualnie dokupić dany model jeżeli się sprawdza a go stracę. Ktoś może powiedzieć, że taniej byłoby sprawdzić gumą bądź jakimś woblerem „wschodniej” marki, ale jeżeli wiem, że w danym miejscu może być niezła ryba to pierwszy rzut może okazać się najważniejszy. Wiara w daną przynętę to według mnie (i nie tylko) podstawa skutecznego łowienia.

Reklama

W kilku modelach sprzed kilkunastu lat zdarzało się, że ster był słabo wklejony i albo się przesuwał w prawo bądź w lewo lub po prostu zwyczajnie wypadał co w chwili obecnej i konkurencji na rynku już się nie zdarza. Przyznam szczerze, że przy sprawdzonym woblerze wymieniam kotwice na te do których mam największe zaufanie czyli Owner.

Na zakończenie dodam tylko wracając do poruszanego kiedyś tematu „tekstów sponsorowanych”, że podaję nazwy danych firm opierając się tylko i wyłącznie na własnym i być może znikomym jeszcze doświadczeniu ale z myślą o tym by komuś podrzucić pomysł na szukanie czegoś innego niż zazwyczaj jest proponowane w wielu ofertach i publikacjach.

Reklama

Pozdrawiam

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama