Pierwszy dzień wiosny
Jeszcze zimno, jeszcze słotne dni i chłodne noce przeplatają się z nielicznymi, wręcz pojedynczymi cieplejszymi dniami przedwiośnia. W lesie szarość i cisza. Gdzieniegdzie jakiś krzak bzu lub kruszyny, nagrzany w zacisznym miejscu lekkimi promieniami słońca, jakby na próbę nieśmiało wypuszcza pierwsze listki. Jedynie w powietrzu już od dłuższego czasu, słychać było donośne gęganie gęsi, głównie zbożowych i białoczelnych. http://www.anad.republika.pl/ges.htm. Początkiem marca północnym skrajem Poznania, w okolicach Dąbrowy, przy przekropnej pogodzie, tuż pod podstawami ciemnych chmur, ciągnęły ich dosłownie tysiące. Chwilę po zjechaniu z autostrady na jedenastkę, niebo zaroiło się od niezliczonej ilości gęsich kluczy, zmierzających w kierunku północnym na letnie pastwiska.
Starając się dowiedzieć coś więcej o zachowaniach tych ptaków, wyczytałem magazynie przyrodniczym „Salamandra”, w artykule Pana Przemysława Wylegały, że w Wielkopolsce największe grupy gęsi spędzają noce na Jez. Góreckim, w Wielkopolskim Parku Narodowym, na stawach rybnych w Objezierzu niedaleko Obornik oraz na jez. Chrzypskim, w Sierakowskim Parku Krajobrazowym http://magazyn.salamandra.org.pl/m17a09.html.
Oprócz gęsi sporadycznie daje się słyszeć jeszcze jakby nieśmiałe odgłosy żurawi, a na polach można już spotkać pojedyncze pary, szykujące się do godowego okresu. Inne ptactwo, w tym wróble, kawki i sikory, wykorzystując każdą pogodną chwilę, intensywnie zbierają drobne gałązki i inny delikatny materiał, za pomocą którego moszczą swoje pierwsze gniazda. Nieźle radzi sobie i kos, który nadejście wiosny obwieszcza pięknym świergotem od najwcześniejszych godzin rannych. Na dodatek w niektórych regionach dają o sobie znać swoim cichym, świergotliwie wibrującym głosem, goszczące u nas przelotem jemiołuszki. Można je spotkać we wczesnych godzinach rannych, kiedy to wręcz okupują korony starych drzew, dosłownie pałaszując mięsiste jagody jemioły.
Ptaki ptakami, a nad jeziorami w brew pozorom, już od momentu zejścia pokrywy lodowej, panuje ożywiony ruch wędkarzy. Nie jest przecież tajemnicą, że białoryb, co prawda po lekkiej zimie, to jednak wygłodniały i łaknący kalorycznego pożywienia, wychodzi w jego poszukiwaniu w rejony, które intensywniej oświetlane są promieniami słońca. Jakby zaczarowani tą przedwiosenną atmosferą, w ubiegły piątek i my ruszyliśmy nad wodę w poszukiwaniu wiosny i wędkarskiej przygody. Jedziemy nad naszą stanicę na cały weekend. Wiosna za pasem, jednak mając na uwadze spodziewane ochłodzenie, przygotowujemy się praktycznie jak na zimowe wędkowanie. Ciepłe czapy, ocieplacze i zimowe spodnie okazały później wręcz niezastąpione.
W piątkowe popołudnie, aż do późnego wieczora dopisywał nam jedynie niepoprawny optymizm, który pozwolił wytrzymać nad wodą prawie do 21.00. Gorzej natomiast było z rybą. Czyżby to efekt pogody i samego zaćmienia słońca? Brak większych efektów, całkowicie zrekompensował nam sam pobyt na świeżym powietrzu, w środku lasu. Na dodatek okraszony smakowitą kaszanką, zrobioną na pierwszy w tym sezonie grillu i co najważniejsze w koleżeńskiej atmosferze.
W sobotni poranek, zaraz po śniadaniu sprawdzamy swoje spławikówki, uzupełniamy zanętę i ruszamy na wczorajsze stanowiska. Do południa pogoda jest rewelacyjna. Dopisuje nam słoneczko, a i brania są całkiem przyzwoite. Biorą jednak głównie leszczyki, te z ubiegłorocznego zarybienia i sporadycznie dorodne płocie. Karpie prawdopodobnie wzięły sobie zaległe wolne i pomimo zanęcenia łowiska linowo-karpiową mieszanką zanęty Lorpio z dodatkiem pinki, do końca dnia karpia nie uświadczyliśmy.
Przedpołudnie zleciało w mgnieniu oka tym bardziej, że wędkarsko wyposzczeni, całkowicie byliśmy skupieni na naszych zestawach, starając nie przegapić najmniejszego drgnięcia spławika. Krótko po południu z pogodą zaczęło się dziać coś niedobrego. Słońce z początku pokryły rzadkie, postrzępione obłoczki, aby w niespełna godzinę całe niebo zakryła półprzezroczysta, szara masa, przez którą ledwo przebijała się poświata słoneczna. Temu zjawisku towarzyszył potęgujący się z minuty na minutę napływ zimnej masy powietrza. Na oko dochodziła szesnasta, kiedy to praktycznie jak na zawołanie, w wyniku załamania pogody postanawiamy zgodnie zakończyć wędkowanie. Po raz kolejny okazało się, że właściwie dobrany, w tym przypadku ciepły ubiór spełnił swoje zadanie.
Zjawiska na niebie i silne, nagłe ochłodzenie przyniosło już w nocy opady mokrego, marznącego śniegu. Ranek aczkolwiek słoneczny, ukazał oblodzoną polanę, drzewa i pomosty. Kierując się zdrowym rozsądkiem rezygnujemy w tym dniu z wędkowania. W zamian zaraz po ciepłym śniadaniu robimy sobie spacer i rekonesans wzdłuż brzegów jeziora, który pomimo zimna ukazuje nam piękno budzącej się z zimowego letargu, ponaglanej wiosennym słońcem przyrody. Tak przywitaliśmy pierwszy dzień wiosny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze