W tym roku we wrześniu pięknie biorą liny. Przekonuje się za każdym razem kiedy pojadę na ryby. Jeszcze nie zdążyło mi się żebym wrócił w tym miesiącu z pustymi rękoma. Opisywałem już wcześniej swoje wyprawy ale napisze jeszcze o 12 wrześniu. Na rzece zameldowałem się o 5:20 . Cisza spokój jeszcze nikogo nie było , spokojnie rozłożyłem sprzęt i zacząłem przed 6:00 , 1O min później już pierwsze branie i pierwszy linek. Wszystkie liny we wrześniu biorą bardzo powoli i delikatnie w innych miesiącach rożnie bywa a w tym nie. Wyczekałem moment i zacinam , siedzi :) po ładnej walce lina udaje mi się go podebrać. Pierwszy zaliczony. Później 2 h przerwy i znowu delikatne branie , zacinka i jest. Tym razem to coś większego, lin był naprawdę spory po 10 min walki okazał mi się piękny lin. Musze dodać że w tym miejscu gdzie łapie nie da za bardzo wymęczyć się ryby z nadmiaru licznych zarośli i drzew nad głowa . Było dosyć stromo ponad 1 metr nad woda i niestety lin mając jeszcze trochę siły widząc podbierak dostał szału. Kilka szarpnięć głowa i mocny odjazd i pękła żyłka na wiązaniu do krętlika a wiązane było lux. Trudno się mówi ale o godzinę 12 zameldowały się jeszcze dwa liny. Łącznie 3 liny , wyprawę uważam za bardzo udana. Dodaje zdjęcia Linków.
Komentarze