Reklama

Wrześniowa zasiadka na karasia

18/09/2009 21:01

Decyzja o wyprawie nad wodę była naprawdę szybka i spontaniczna. Rano po wspólnym śniadanku z żoną i dzieciaczkami cichaczem wymknąłem się do „mojego królestwa” i „świątyni wędkarskich gadżetów” –piwnicy. Tak tylko niewinnie rzucić okiem na wędkarski asortyment. Oglądając moje wędki i świecidełka, ogarnęła mnie ogromna ochota na szybki wypad nad wodę i stało się……. Ułamek sekundy na podjęcie decyzji, szybkie spakowanie całości sprzętu i teraz: hmmmm, jak to powiedzieć żonie, że nastąpiła zmiana wspólnie omawianych przy śniadaniu planów.

Wchodzę powoli do domku milutkim głosem przekupuję żoneczkę, i po chwili zaczynam przygotowywać zanętę. Parzę ziarna pszenicy oraz konopie i płatki owsiane, szykuję przepyszny miodek lipowy oraz kukurydzę do zanęty, a żoneczka z pokoju w milczeniu bacznie obserwuje. Pada pytanie z ust małżonki: To ty jednak jedziesz, na poważnie?! Chwila milczenia, i żona zgadza się. Super, przepustka załatwiona. Pakuję w pośpiechu prowiant i jeszcze cieplutkie świeżo sparzone ziarenka i czym prędzej znoszę szybko do samochodu. Około godziny 12.30 melduję się nad wodą.

Wędkarzy tu co nie miara! Szybki wywiad i …..-lipa!!! Wszyscy wędkarze siedzący od rana tylko narzekają . Zmartwiłem się bardzo, ale skoro przyjechałem nad wodę 45 km nie zamierzam tak łatwo poddać się. Rozstawiam sprzęt, przygotowuję zanętę: do wcześniej wspomnianych ziarenek dodaję gotową zanętę Trapera (karaś, lin), trochę świeżej wody z łowiska i gotowe.
Po rozłożeniu moich dwóch Fedderów zakładam na pierwszy haczyk 10 Ovnera kilka białych robaczków na drugi kilka czerwonych pinek, napełniam koszyki zanętowe i zestaw ląduje kilkanaście metrów odemnie niedaleko pięknego trzcinowiska w wodzie.
Czekam jak i pozostali wędkarze i nic.

Następuje zmiana taktyki jeden z mocniejszych fedderów zastępuję Light Qverem i przypon wydłużam do 70 cm z żyłeczką 0,14. Po pięciu minutach od zarzucenia zacinam pierwszego karasia ok. 30 dkg.

Nad wodą lekkie poruszenie. Skoro moja zmiana taktyki pomogła następną wędkę uzbrajam w delikatny zestaw , wydłużając przypon i pocieniając go z 0,18 na 0,14. Bingo!!! Kolejny karaś ląduje w podbieraku. Do godziny 15.00 miałem ich na koncie 14 sztuk w tym jeden o wadze 1,20 kg. Po 15.00 brania ucichły, aż tu nagle wędka zaczyna odjeżdżać z podpórki, adrenalina jak się patrzy!!! Kołowrotek ostro zaczyna pracować na hamulcu, ryba energicznie oddala się w kierunku środka zbiornika. Stawiam na pięknego karasia , ale po kilku minutowym holu w podbieraku ląduje karpik 2,70 kg.

Super wyprawa, pomyślałem sobie. Ok. godziny 16.00 wyciągnąłem jeszcze 2 piękne jazie, po których to zacząłem energicznie zwijać ekwipunek. Nastąpiło przepiękne branie podobne do tego, z wyholowanym karpiem i teraz już raczej bez wątpliwości postawiłem na kolejnego karpia. Dla pewności popuściłem mu bardzo hamulec pozwoliłem na bezpieczny odjazd i po kilku minutach holu wylądował w podbieraku. Bardzo żałuję jedynie tego, że w pośpiechu nie zabrałem ze sobą aparatu fotograficznego. Dopiero po powrocie do domu zrobiłem kilka fotek.
W taki oto sposób spontaniczny poranek zamienił się w bardzo owocną wyprawę nad wodę.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama