Reklama

Wspomnienia wędkarskie

21/04/2013 15:44

Prawie 20 lat temu przyszedłem na świat i... mówi się, że w wieku 3 lat łowiłem na dziadkowym stawie karasie. Pamiętam, że było tego naprawdę dużo, a zanim poszedłem do przedszkola miałem na koncie 2 kilkukilogramowe karpie. I nigdy nie zapomnę tego drugiego. Łowiąc na 2 leszczynowe kije, nagle jeden z nich szybkim ślizgiem znalazł się w wodzie. Załamany chłopak zauważył, że branie jest na drugim spławiku. Wyciągnąłem tego karpia, a w pysku miał dwa haczyki, z których jeden podłączony był do pływającego leszczynowego kija.

Dziś ma za sobą wiele pięknych wspomnień znad wody. Pamiętam jak całą podstawówkę jeździłem z ojcem i bratem na Jezioro Ryńskie, aby złowić tę najukochańszą dla mnie rybę – węgorza, tajemniczą jak każda noc spędzona nad mazurskimi jeziorami w pięknych dzikich lasach. Pamiętam jak siedziałem całą noc sam w opuszczonym lesie, czekając na branie lina, a 40 metrów dalej do strumienia podchodziły łosie... Strasznie się ich bałem wtedy. Pamiętam wiele zabawnych wypadów z moimi kumplami na nocne połowy w rzece Łynie – tej o której potrafię śnić całe noce. I cały czas czekam na kolejne takie wspomnienia, bo ostatecznie tylko to nam zostanie, oprócz kilku zdjęć.

Dziś studiuję w Warszawie i tęsknię za tymi jeziorami i Łyną. Odliczam sobie dni do każdego przyjazdu do moich Bartoszyc i zawsze liczę, że tym razem złapię jakiegoś potwora. Niestety jakoś się ostatnio nie udaje (wiadomo jak to wygląda, działania PZW, a także dwóch prężnych „stowarzyszeń”: Koło „Agregat” czyt. kłusole oraz Koło „Drygawica” czyt. rybacy, ale nie o tym teraz). I nigdy nie wiem, czemu ja to robię. Na ten najwspanialszy nałóg świata wydaję prawie wszystkie moje pieniądze, jadę na tę noc, tam najczęściej zmoknę, zmarznę i wrócę do domu z jedną myślą – nigdy więcej! A po kilku godzinach snu zawsze myślę, jak by tu zrobić żeby znowu jak najszybciej wyruszyć na jezioro lub dzwonię do kumpla z hasłem: ruszamy na Łynę. Gdzie jest sens, gdzie logika? Nie wiem, ale i tak nie porzucę tego. I zawsze będę dziękował dla mojego ojca, że zaraził mnie i mojego brata pasją do wędkarstwa.

A przy okazji ojciec jest autorem najpiękniejszych słów jakie słyszałem o naszej pasji. 2 lata temu zaprosił nas na ryby znajomy ojca. Po przejechaniu 60km byliśmy u niego i zastanawialiśmy się, czy jechać na jedno z dwóch jezior w okolicy, czy na kanał. Na to żona tego pana, zaproponowała żebyśmy pojechali na jakiś tam staw ich kolegi: „bo tam na pewno coś się złapie”. Tata bez namysłu odpowiedział: jak wiadomo, że coś się złapie, to to wszystko traci sens.

Przymierzałem się do tego tekstu od roku i jak już zacząłem, to oczywiście zapomniałem co chciałem przekazać, ale przecież i tak to nie ważne. Bo czy ryby będą, czy nie będą, będę machał wędą!!!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama