Reklama

Wspomnienie majówki 2015r.

29/05/2015 15:24

Od dłuższego czasu planowałem spędzić pierwszy weekend maja 2015 roku w Szurpiłach - w miejscu, do którego mam ogromny sentyment. Z wielką ochotą wróciłem do Agropensjonatu Aga (LINK), który swoim położeniem, warunkami i gościnnością sprawia, iż jest to miejsce idealne zarówno na samotny wypad z wędką w głuszę, jak i rodzinny wyjazd połączony z wędkowaniem (jak było tym razem).

Na miejscu pojawiliśmy się w piątek wczesnym przedpołudniem; po pospiesznym rozpakowaniu i uspaniu malucha około południa usadowiłem się na pomoście z lekką spławikówką. Mimo wietrznej pogody przy trzcinkach fajnie brały płotki, ukleje, niewielkie wzdręgi i małe okonki. Popołudnie przeznaczyłem na naukę wędkowania z moim 2,5 rocznym pierworodnym. Już po kilku uklejkach załapał, że kiedy spławik chowa się pod wodę, trzeba mocno ciągnąć wędkę w górę - moja krew ;) Wieczorem przy lekkiej mżawce wypłynąłem, dostępną w pensjonacie łódką, w poszukiwaniu pierwszego szczupaka - niestety bezskutecznie. Wracając podnęciłem z nadzieją na poranne wędkowanie moje miejsce przy trzcinach, w którym próbowałem rano, zanętą z dodatkiem pszenicy gotowanej z anyżem.

Reklama

Wczesnym rankiem około godziny 4 zasiadłem na pomoście rzucając w zanęcone miejsce. Z początku szalała drobnica, jednak po pewnym czasie pojawiły się ładniejsze, około 25-centymetrowe płocie i wzdręgi. Niestety ani niska temperatura, ani stan przyrody nie wskazywały na to, że tego weekendu mam szansę na szczupaka. Wszystko to potwierdzały relacje przepływających w pobliżu wędkarzy, którzy potwierdzali, że pływają tylko po to, żeby zacząć sezon, ale na pusto. Nie od dziś wiadomo, że są to tereny najzimniejsze w Polsce, a przyroda budzi się tu dużo później niż w innych miejscach naszego kraju. Dobra zabawa z białą rybą trwała do późnego śniadania, po którym udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych atrakcji, których na suwalszczyźnie nie brakuje. Po drugiej stronie jeziora znajduje się Góra Zamkowa - siedlisko dawnego plemienia Jaświngów, zaraz obok góra Cisowa - jeden z najwyższych punktów w tym regionie, trochę dalej Stańczyki, gdzie można zobaczyć wyjątkowe ogromne carskie mosty kolejowe. Do ośrodka wróciliśmy wieczorem przez co ponowna zasiadka nie miała już większego sensu. W zamian zabrałem zanętę, pszenicę, wiadro i spinning z myślą o kilku rzutach wzdłuż trzcin, przy których chciałem donęcić. Na końcu zestawu wylądowała alga w rozmiarze 1, którą prowadziłem około metr od trzcin. O dziwo na branie nie musiałem długo czekać - po kilku rzutach na moją przynętę pokusił się około 35-centymetrowy pistolecik. Niby nic, a cieszy - choćby dlatego, że sądząc po frekwencji, to pewnie pierwszy szczupaczek w tym sezonie na tym jeziorze. Po odczekaniu chwili, aż młody przyjdzie po to żeby mógł zobaczyć jak ryba odpływa, szczupaczek wrócił do siebie rosnąć w siłę, Niestety więcej się nie udało, ale za to podnęciłem miejsce zanętą na lina.

Kolejnego dnia o świcie przywitała mnie mocno wietrzna pogoda. Po zejściu na pomost od razu wiedziałem, że ze spławikiem może być ciężko, jednak postanowiłem spróbować. Rzuciłem w to samo miejsce co poprzednio i czekałem, aż spławik schowa się pod bujającą taflę wody. Tym razem drobnicy było znacznie mniej, a na haczyku meldowały się znów ładne płocie i krasnopiórki. Podczas jednego z brań poczułem dużo większy niż przy innych opór. Czułem zdecydowany odjazd w dół. Niestety w tym miejscu pełno jest starych kikutów trzcin, w które ryba się wplątała. Z pierwszej i drugiej pułapki udało mi się ją wyprowadzić mimo delikatnego zestawu, niestety w trzeciej, już blisko brzegu ryba zblokowała zestaw na tyle skutecznie, że udało się jej go zerwać. Całe szczęście przed odpłynięciem niedoszła zdobycz ukazała swe oblicze w łaskawym wyplusku - był to piękny i dorodny lin. Niestety narobił takiego zamieszania, że o kolejnych braniach mogłem zapomnieć. W związku z tym, że spławik nie chciał już więcej drgnąć, wsiadłem na łódkę, którą postanowiłem opłynąć pobliskie zatoczki. Niestety końcówka wyjazdu nie darzyła w ryby, dlatego resztę czasu spędziliśmy z rodzinką na wspólnej zabawie.

Reklama

Choć wyjazd nie był długi, to udało się naładować akumulatory, poprzebywać w spokoju z rodzinką w przepięknym miejscu i okolicznościach przyrody, a do tego wszystkiego jakieś rybki były - może bez szaleństwa, ale to przecież początek sezonu...

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama