Czasem siedząc nad wodą i patrząc na spławik wracam wspomnieniami do lat dzieciństwa. Pamiętam jag by to było wczoraj dzień 29czerwca 62 roku. Wakacje trwały już od kilku dni i nareszcie więcej czasu można było poświęcić na wakacyjną labę. Tego dnia wstałem bardzo wcześnie rano do chlebaka zapakowałem kawał chleba z smalcem,do tego parę rzodkiewek,garść czereśni prosto z drzewa i słoik z czerwonymi robakami, których w kompoście na ogrodzie było, co nie miara. Wędka dzieło mojego dziadka(czubek z leszczyny,dolnik z jałowca,trzy metry żyłki przywiązanej do czubka spławik z pióra gęsi i druciany haczyk mniej więcej numer6)to był mój cały sprzęt, który zazwyczaj stał na werandzie naszego domu. Lecz tym razem zamiast mojego „patyka stał podłużny przedmiot owinięty w szary papier pakowy z napisem „W DNIU IMIENIN”.Gorączkowo rozwijam papier i moim oczom ukazuje się przecudna bambusowa wędka „Gopło”.Trzyczęściowe wspaniałe wędzisko z mosiężnymi skówkami,przelotkami z nierdzewnego drutu przymocowanymi do wędki czerwonymi omotkami a do tego prawdziwy kołowrotek „Czapla”,aluminiowy z ruchomą szpulą i terkotką.Na kołowrotku zaś żyłka tęczowa 0,12 i jeszcze trzy spławiki zkory topolowej taśma ołowiani pięć kutych haczyków.Jak dotarłem nad pobliską gliniankę już nie pamiętam, ale pamiętam miny chłopaków z dzielnicy, kiedy rozkładałem swój pierwszy prawdziwy sprzęt, który był prezentem imieninowym od najlepszych wędkarzy na świecie mego Dziadka i mego Ojca.Dziś już niema moich glinek niema Dziadka i niema Ojca. Tamtych kolegów też już niema, ale pamięć o nich pozostała i pozostała wędkarska pasja.
Komentarze